Cienka sprawa, szczerze mówiąc, dosłownie i w przenośni. Od dawna ostrzyłem sobie zęby na wydanie TMNT u nas. Myślałem, że Egmont się za nie weźmie, jak skończy "Hellboya" - jedna franczyza za drugą. Pytałem nawet o to TK na MFKiG, ale odpowiedź była odmowna. Zacząłem przypuszczać, że może w takim razie NonStop, bo wypuścili wcześniej "Bodycount" i też potrafią ładne grubasy wydawać, a tu taki zonk.
To już gorzej, jakby w ogóle nie wydawali, bo wtedy byłaby przynajmniej nadzieja, że może ktoś się za to weźmie. Ta zapowiedź Amberu poskutkowała tym, że rozważam zakup serii... w oryginale, choć rzadko tak nabywam. No chyba, kurczę, napiszę do nich jakiś list - tak się rozczarowałem. Jak już posłali to do druku, to może chociaż od trzeciego tomu by przeszli na grube zbiorcze? Jeszcze bym odchorował wtedy dysproporcje objętościowe na półce. Ale martwią mnie też problemy z DTP, o których było tu pisane.
Czy jakaś klątwa ciąży u nas na tych Żółwiach? Najpierw Fantasmagorie i rozgrzebana klasyczna seria, teraz Amber rozgrzebie serię od IDW...
PS: Nie znam się na Soniku, ale jak dokładnie nazywa się u nas ten jego arcywróg doktorek? Bo coś kojarzę, że "doktor Robotnik", a w blurbie Amberu jest "Eggman" z angielskiej wersji.