(...) I nawet nie chodzi o sam fakt reklamacji... bo sklep chce oddać pieniądze przecież ...
Smyk jak każdy przedsiębiorca kieruje się jedynie zyskiem, bo taki jest sens działalności gospodarczej i to jest jest jak najbardziej zrozumiałe. Wahania cen, zmiany rabatów wynikają z bieżącej obserwacji rynku i zainteresowania. Wierz mi, że nie siedzi tam sztab osób, które pilnują cen, lecz program, który na bieżąco dostosowuje swoje ceny, to zainteresowania, ofert kupna etc., i żadna roszczeniowość pewnej grupy klientów nie ma na to wpływu, bo gdyby tak było, i by to wyszło (a pewnie prędzej, lub później na pewno by się to zdarzyło), to wówczas byłaby chryja na całego, i wizerunkowo jak i finansowo sklep dostałby po kieszeni. Taki sposób rozpatrywania reklamacji sklep sobie przyjął, aby zminimalizować koszty - wysyła towar i albo się uda, albo nie. Nie oznacza to jednak, że my jako konsumenci mamy się na taką ruletkę godzić, bez względu na to, czy zakupiony przez Nas produkt kosztuje 5, 10, 20 czy 120 zł. Domyślam się, że jeśli przychodzi do Ciebie szef i mówi, że w tym miesiącu zamiast całości pensji, dostaniesz część w np. miskach i koszach, które produkujecie to byłoby ok? To jest prosty dwustronny układ, a wszelkie odstępstwa, są ściśle określone. Reasumując nie chodzi więc o samą reklamację, jednakże sposób jej rozpatrzenia oraz unikanie zasad ustalonych i obowiązujących wszystkich. Powtarzam - przedsiębiorca niech pretensję kieruje do swoich pracowników, a nie klientów, którzy chcą otrzymać to za co zapłacili.