W ciągu ostatnich dni wpadło parę fajnych, a tak przynajmniej mi się wydaje, pozycji. O dziwo także, sporo ostatnio poczytałem, w tym nadrobiłem nieco zaległości.
Co do nowości, to ogromną radochę sprawiła mi niniejsza pozycja, a na sam sposób sprzedaży pomarudzę sobie kiedy indziej. Sam album robi wrażenie, formatem jest nawet większy niż CE!




Punisher Dziennik Wojenny także sprawia bardzo dobre wrażenie, ogromna księga z całkiem ciekawym papierem. Jak się uda, to postaram się wygrzebać swoje Tm-Semici i zrobić choć krótkie porównanie.


Dwa albumy z serii, które dla mnie są lekturą obowiązkową. I niestety tym razem bez większych zachwytów. Na nowego Asteriksa nie mogłem się doczekać, jak tylko dorwałem, od razu przeczytałem, i chyba zrobiłem to za szybko, gdyż nie załapałem żadnego dowcipu. Poważnie, tutaj nie ma z czego się śmiać, są może dwa trzy momenty które coś zapowiadają, ale i tak w końcu strasznie to staje się rozwodnione. Całość sprawia wrażenie czegoś co można określić jako nijakie. Smutne.
W ogóle te kontynuacje coś nie idą tak jak powinny. Asteriks nie może odnaleźć swojego jestestwa, Thorgala nam rozmienili na drobne, nowe Smerfy to popłuczyny po oryginalnych albumach, wręcz dosłownie, gdyż to historie tłuczone na ilość do magazynów byle by były. Lucky Luke jedynie jakoś się broni, ale może też z tego powodu, że albumów z LL było całkiem sporo, prezentowały rożny poziom, i tak jest z nowymi, raz jest lepiej raz gorzej. No i są specjale, takie jak ten poniżej, w tym przypadku przeznaczony tylko dla dorosłych, o czym zresztą informuje naklejka na okładce (dokładnie, to naklejka, ciekawe). Znając autora który stoi za historyjką, wiadomo jakiej tematyki można się spodziewać. I ani to rewelacyjna, ani jakieś złe, ot historyjka także bawiąca się konwencją, z paroma całkiem ciekawymi dialogami, nawet o niezłej kresce. Nieco zbędna, szczególnie w serii o Lucky Luku, ale broni się paroma celnymi uwagami. Dostało się nawet... komiksom, aż pstryknąłem fotkę, bo całkiem to urocze.


W cyklu "uzupełniam Sfara", dwa kolejne albumiki, używki od znajomego, skutek wymiany.

Drugi tomik Wojen Lucasa i Bezlebubs, czyli dokładam szybko do koszyka, żeby mi Tablice nie uciekły i mieć darmową wysyłkę. A dużo dokładać nie trzeba, gdyż to przepięknie wydane, ale małe i cholernie drogie tomiki. 66.6 złotych za takie książeczki? Każda? Tak, tak, tematyka determinuje cenę, ale nie przesadzajmy. Sama wspomniana tematyka natomiast super, rysunki rewelacja, jest z czego się uśmiechnąć, perypetie bardzo miłe (he, he) w odbiorze, satysfakcjonująca lektura.

Na koniec creme de la creme dzisiejszej sesji, czyli artbook wydany w linii Kajko i Kokosz Złota Kolekcja. Przepiękna "książeczka" z cudownymi wstawkami w postaci pełnokolorowych rozkładówek. Ogląda się z prawdziwa przyjemnością, choć należy pamiętać, że sporo z materiału tutaj zawartego, już pojawiło się w dodatkach w poszczególnych tomach Złotej Kolekcji. Uwaga jednak, tutaj otrzymały w większości przypadków dodatkową obróbkę, tak więc rysuneczki (to tak z przekorem napisane, gdyż każdy to małe arcydzieło) prezentują się o wiele lepiej! A jako bonusik folijka i kartoniki, czyli namiastka blaudruka. Miłe.





Taaa, rozkładówki super, a zapomniałem jakiejkolwiek pstryknąć. Postaram się uzupęłnić.