Wrzesień, część 1: fanty z festiwalu w Łodzi.
3 lata czekaliśmy na komiks Konsztata i Zajączkowskiego i w końcu się doczekaliśmy. Album, print, rysunek, to zestaw doskonały.

Ponadto tradycyjnie rysunek Wyrzykowskiego na nowym komiksie z IPN-u.




Od ładnych kilkunastu lat jestem fanem Opowieści rybaka i talentu Irka Koniora. I w końcu mam rysunek, a także nowy komiks tego autora w magazynie, super combo.



Jestem również fanem talentu Jacka Frąsia i od dawna chciałem kupić Astronoma, a potem się jeszcze okazało, że wygrał statuetkę za komiks roku.


Tego komiksu chyba nie trzeba przedstawiać. W końcu jest trzeci tom rewelacyjnej Mysiej Straży, a do tego torba, duże nalepki i artbook zwany błędnie kolorowanką, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie zniszczy tych rysunków swoimi nieudolnymi próbami kolorowania.



Na stoisku Bum Projektu kupiłem również Oczy kota Jodo i Moebiusa. Kilka dni przed festiwalem przeczytałem integral Grabarza z Kultury Gniewu i jest to komiks dużo lepszy, niż się spodziewałem, więc od razu kupiłem najnowszy tom.


Mateusz Skutnik powraca w wielkim stylu nowym Blakim, a Krzysztof Nowak wydaje chyba swój pierwszy pełnoprawny album.



Jestem również fanem Jakuba Rebelki (tak, powinni wydać album z przygodami Oskara). Print musi być (ten pierwszy jeszcze przyjdzie).

A skoro przy printach jesteśmy, to nasz poczciwy Rodrigues stworzył takie cudo na konkurs Mieszka (i oczywiście wygrał). Ponadto graficzka zapraszająca na Sanocki Dzień Komiksu, chyba nie zdradziłem zbyt wiele, że również tego samego autora.


Marcin Podolec mimo wciąż młodego wieku stworzył już mnóstwo świetnych albumów. A teraz zrobił zina (który ma stać się kiedyś albumem).


Studio JG dodawało do swojej chińskiej bajki fajny kartonik, więc kupiłem na stoisku, a nie jak zazwyczaj na Gildii.


Jak już wychodziłem z Areny, żeby sobie zaaplikować Aspirynę i kilka godzin snu (kto się nie przeziębił na deszczowym festiwalu, to zazdroszczę) przed tradycyjnym niedzielnym piwem, to w końcu udało mi się kupić magazyny, których bezskutecznie wcześniej poszukiwałem.

Katalog z wystawy już wrzucałem, ale Baranowskiego nigdy dość.

