Ja bym obrócił pytanie, bo "filozoficznie" pytanie o istnienie innych cywilizacji, jest dla mnie identyczne bezproduktywne, jak pytanie czy Bóg istnieje. Pewnie istnieją, skoro my istniejemy. Co to zmienia? Jeśli Bóg istnieje, to cool. Jeśli nie istnieje, to bez znaczenia, bo codzienność wygląda i tak, tak jakby nie istniał, a jeśli by istniał to nie zmienia to codziennego zła tego świata. Zwłaszcza, że ludzie spierają się o istnienie Boga głównie z samolubnych pobudek - bo za tym ma iść w domyśle życie pozagrobowe, czyli argument szantażu, na którym poniekąd (nie tylko - żeby urażeni wierni zaraz nie atakowali) opiera się fenomen każdej religii. A jakby Bóg istniał, ale bez życia pozagrobowego? Stworzył świat jak stworzył, ale po śmierci nic nie ma. Nie przewidział tego w swoim planie. Albo ewentualnie, przewidział tylko piekło, dla niepokornych. Nadal religia byłaby tak znacząca w życiu ludzi?
Mam to gdzieś, czy kosmici istnieją. Z drugiej strony, najazd kosmicznych wojsk na Ziemie pomógłby zakończyć wojny i spory na świecie, i skupienie mocy przerobowych na wrogu z kosmosu. Ależ byłaby to jednak straszna wojna, bo nie byłoby żadnych łupów po do podzielenia. Skąd wiem że by tak było? Jestem bardzo mądry i czytałem Watchmen Alana Moore'a, komiks dla prawdziwej inteligencji. Żartowałem. Nie wiem co by było.