Acha, czyli pojedynczy komentarz z Gildii "pięknie podsumowuje", ale "pięć osób na fejsie" to oczywiście oszołomy, które nie rozumieją postępu.
Ode mnie tylko kilka słów i już się raczej mnie więcej w tym temacie nie spodziewajcie bo czytam różne dyskusje o AI odkąd ludzie zaczęli się tasować pod te wyślizgane graficzki z Midjourney i jestem już tym trochę zmęczony a trochę nie chcę się też tym zadręczać, mam wystarczająco dużo innych zmartwień na głowie. A uwierzcie mi, że ryje to banię ludziom, którzy zajmują się rysowaniem, ale też i pisaniem zawodowo.
przez kogo jest to postrzegane jako, cytuję "mega chujowa akcja" - te pięć osób na fejsie, czy jednak znajdę gdzieś na ten temat coś więcej?
Przez setki tysięcy twórców na całym świecie, którzy swoje życie poświęcili tworzeniu, doskonaleniu warsztatu, zbudowali na tym swoją pozycję zawodową, utrzymują ze swojej pracy rodziny, płacą rachunki. Ludzie już realnie tracą pracę np. przy storyboardach, w gamedevie, ale też pojedyncze zlecenia na ilustracje dla czasopism, firm, agencji reklamowych itd. Za tym stoją autentyczne ludzkie dramaty, depresja i życie ludziom się wali. Bo poszli za swoim marzeniem, mieli pracę, w której się realizowali, a teraz przychodzi pan AI i mówi - ja wam to zrobię w pięć minut za darmo. Wiem, wiem, wiem. Postępu nie zatrzymamy bla, bla, bla. Serio, o tym mi się już nie chce. Wiem, że dla Zwirków i Gifergów tego świata to są żadne argumenty i nie Wasze zmartwienia. Znajdź inną pracę, weź kredyt. Albo, co gorsza, naucz się promptować bo teraz już ilustracji się nie rysuje, komiksów się nie rysuje. To za długo trwa, a sam rozumisz, czas to pieniądz. Tylko, że dla rysownika, jeśli faktycznie robi to z pasji i kocha to co robi, rysowanie i kreacja nie polega na klepaniu poleceń w klawiaturę. Nawet jeśli to zlecenia komercyjne. Równie dobrze można poradzić piłkarzowi, żeby zamiast trenować i biegać po boisku, wziął pada i zaczął ćwiczyć kciuki na Fifie, bo od teraz na tym będzie polegało granie w piłkę.
Osobiście będę rysował do kiedy będę czuł z tego satysfakcję, czy będzie to nadal moją pracą, czy tylko hobby po godzinach, jak to już kiedyś przez wiele lat było. Jeśli ludzie już nie będą chcieli czytać książek i komiksów ilustrowanych przez ludzi, to trudno, przełknę tę żabę i dam się Zwirkom i Giefergom cieszyć tym postępem bo oczywiście, że jeśli Wy będziecie tworzyć album komiksowy w trzy dni, z doskonałymi grafikami prosto z kąkutra, to żywy, niedoskonały człowiek zawsze z Wami przegra. Co tam trzy dni, pewnie skoro się to tak błyskawicznie rozwija, to za chwilę będzie można w jakimś programie wpisać: "Poproszę komiks o przybyszu z kosmosu, który jest wychowywany przez wikingów, później strzela z uku, ma syna, córkę i psa. Narysuj mi to Andrzeju w stylu realistycznym no i niech to będzie 40 albumów po 48 stron różnych szalonych przygód". Wciskasz Enter, kółeczko się kręci i już za pięć minut jesteś twórcą i odbiorcą jednocześnie. Nowy wspaniały świat.
Co do tej okładki. Gdybym był Panem Similakiem i wydawca przyszedł by do mnie i powiedział:
"Panie Zygmuncie, no fajny ten komiks narysowałeś, tylko pan już masz swoje lata, te rysunki nie są najlepsze, więc zrobimy taki myk, że ja wypromptuję w midżurneju chłopa z dzidą jak z żurnala i jakoś się dzięki temu ten nasz komiks sprzeda. A d tego będziemy pionierami z pierwszą w Polsce wypromptowaną okłądeczką. No same plusy. Dotychczas czasem zlecałem rysowanie okładek do Pana komiksów innym twórcom, wiem, że to się panu podobało, a tu jest o tyle fajniej, że nie będę musiał za to nikomu płacić, kąkuterek nam to wypluje w trzy minuty, najwyżej się usunie szóstego palca w fotoszopie temu wikingu i jakiś syfy w tle i wuala. Co pan na to? "
To bym mu odpowiedział:
"Panie Robercie, a weź pan może wypierdalaj, bo mi nawet śliny szkoda, żeby panu nacharać w ryj. Kiedy zlecałeś pan narysowanie okładki innemu twórcy, to była to dla mnie zajawa, twórcze spotkanie z innym artystą, który interpretował mój komiks i dodawał od siebie swoją wrażliwość i jakość w formie ilustracji na okładce. Był to dla mnie zaszczyt i przyjemność, że inny twórca chciał się ze mną w ten sposób wymienić energią. A chłopa z dzidą wyplutego przez pana kąkuter, to weź se pan, panie Robercie kochany, wsadź w dupę."