Wracając na chwilę do godności... takie czasy. Nie analizując ciągu przyczynowo-skutkowego (tj. gdzie to się zaczęło), to:
- kultura "donejtów" - streamerzy, influencerzy itd.;
- zrzutki online na wszystko, o ile te na leczenie mają sens, tak wiele pozostałych to albo zachcianki, albo rzeczy potrzebne, ale z wymaganiami - bo np. jak potrzeba lodówki czy krzesła a nie ma $, to jeden wchodzi na olx i ma cokolwiek co spełni zadanie za grosze, za to drugi założy zrzutkę na nowy model nawet nie spoglądając na rynek wtórny...
- wszechobecne: "nie wstydź się poprosić o pomoc", opacznie rozumiane przez dużą część potrzebujących jako normalizowanie próśb o rybę (nie o wędkę).
Więc w konsekwencji, gdyby ci nie-potrzebujący nie płacili za oglądanie jak ktoś gra w grę (w ogóle pomijając na razie temat szeroko-pojętej golizny), ślepo nie wpłacali na zachcianki, nie przygotowywaliby nieprzemyślanych paczek "bo tak wypada" (np. przytoczone akcje w firmach) itp., to żebractwo nie stałoby się normalnością.
Godność jest subiektywna, jeśli ktoś może ze sobą żyć, a i jego otoczenie nie widzi/nie daje znaków że coś urągać "powinno" jego godności, to jak taka osoba ma odczuwać cokolwiek negatywnego w związku ze swoją postawą? Najbardziej uderza z tym kontrast gdy widać np. starowinkę (ogółem, bo takich niemało, nie mam na myśli tej z omawianej sytuacji) co ewidentnie potrzebuje pomocy, ale jakby o pomoc poprosiła, to ciążyłoby jej to na sumieniu. Plus np. potrzebujesz na kosztowne leczenie ale nie znasz nikogo rozpoznawalnego i nie chcesz robić wokół siebie szumu - nie uzbierasz, a ktoś inny pojedzie na wakacje tylko dzięki temu, że znana osoba udostępni linka do zbiórki... Dalej mamy pominiętą wcześniej goliznę, czyli genetyka i szczęście (żeby czasowo i lokalizacyjnie trafić w dobre miejsce) a nie trzeba nawet wchodzić w branżę na "p" żeby zbierać to, co społeczeństwo sowicie rzuci. I rzadko kiedy to całe żebractwo koreluje z utratą tzw. godności...
Kiedyś już o tym myślałem - jak bym się czuł w przypadku gdybym sam czegoś "specjalnego" faktycznie potrzebował i, z racji moich poglądów (jakie widać wyżej), nie założył żadnej zbiórki, a zrobiłby to dla mnie ktoś inny, przypadek fikcyjnego Waltera White'a (serial Breaking Bad)? Czy tak jak ww. dobijałoby to jeszcze bardziej, że znalazłem się w pozycji konieczności żebrania, wiedząc że intencje za tym są czyste, mimo tego nie akceptując tej sytuacji, czy może spojrzenie kompletnie by się zmieniło i wręcz oczekiwałbym zaangażowania i pomocy, samemu nagłaśniając sprawę? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
Komiksy... Nie wiem. Na pewno nie żebrałbym o krzesła, to ewidentnie nie jest priorytetem i nie wygląda dobrze - chyba każdy ma listę rzeczy jakie by mu się przydały a nie ma czasu/pieniędzy/chęci żeby samemu poszukać, jak są pieniądze to jeszcze można racjonalnie zapłacić komuś za ogarnięcie rzeczy z takiej listy, a bez pieniędzy... Komiksy - na wizytę telewizji na pewno bym je czymś przykrył
Brać przykład z Karola Krawczyka, co na wizytę pomocy społecznej zdemolował mieszkanie (serial Miodowe Lata), a nie że dla materiału o zasadności pomocy pokazywać nie charakterystyczne dla potrzebujących rzeczy.