Patrzę grunge, słucham i lubię to. I za chwilę przypominam sobie, że akurat Nirvanę nieszczególnie. Największym ich osiągnięciem był z pewnością występ MTV Unplugged i tam z całą pewnością pokazali klasę. Największą wadą zespołu było to, że podły nastrój Kurta potrafił udzielać się słuchającemu.
Nie lubię ludzi i takie zbiorowe wykonania najczęściej nie przemawiają plus współcześni nie umieją grunge i metalu.(First to Eleven/ IronCross/ V.Orlandi/ Zaritskaya/ Leo/)
Muzycznie bardzo chętnie wracam do pierwszej połowy lat 90tych.