Często wielu z nas "stawia" sobie taką krechę podyktowaną okolicznościami etc, a weryfikacja w postaci maratonu może zaskoczyć.
Robiłem dwa razy maratony 1-28 (raz jak wyszedł 28 i drugi raz w 2014 roku) i granica jakoś nie drgnęła.
Teraz przebrnąłem z kolei przez Kriss De Valnor i 1-5 czytało się w miarę nieźle, 6 to jakaś absurdalna zmiana kierunku wzięta z zupełnie innej bajki (i drażnił mnie w tym nawet Surżenko, którego normalnie nawet lubię), a 7 i 8 niby znośne, ale ma się wrażenie, że kończone to na chybcika i że zaszła jakaś rewolucja za sterami i ktoś uznał, że trzeba całkowicie zmienić charakter tej serii.
Muszę w końcu doczytać resztę głównej serii, "malunki" mnie na tyle znięchęcały, że wciąż się nie skusiłem, ale z tego co słyszałem nie nastawiam się na nic dobrego. No ale póki co ich nie mam, więc nadrobię "Młodzieńcze lata" i "Louve".