Thorgal "Żegnaj Aaricio".
Pięknie narysowana, pomalowana i nieoczywista obyczajowo-przygodowa historia dziejąca się w czasach rządów Gandalfa Szalonego, które dażę ogromnym komiksowym sentymentem.
Autor podszedł z szacunkiem do historii wymyślonej przez Van Hamme'a i w bardzo sprawny sposób wkomponował postacie które znam i lubię od czasów kiedy nauczyłem się składać literki, a dodam że pierwszym czytanym przeze mnie tomem był "Gwiezdne dziecko" będące inspiracją do nowych/starych przygód w tym świecie.
Uwielbiam te czasy Wikingów, cieszy powrót do plemienia Baaldów, lektura okazała się fantastyczną sentymentalną podróżą wspaniale zilustrowaną przez Robina Rechta, w każdym kadrze czuć te 3 lata pracy spędzone nad komiksem.
Tęsknota, żal i rozpacz będące okrutnymi momentami w życiu człowieka podczas których nie myśli się racjonalnie są głównym czynnikiem napędzającym fabułę, od pierwszych stron przeczuwałem że ta historia nie może się dobrze skończyć i prowadzi do nieuchronnej katastrofy, końcówka jest naprawdę mocna.
Z kadrów i fabuły czuć również że autor jest fanem serii i nie tworzył na nowo charakterów postaci , Gandalf jest tym którego znamy z dwóch pierwszych tomów serii, jedyna zmiana następuje u jednej z głównych postaci która akurat jest na tyle młodym umysłem ,że pomimo dobrych rad i wskazówek, pod wypływem impulsu i tak zwanej sytuacji chwili zmienia coś co wydawałoby się być "niezmienialne".
Piękny jest również motyw że nawet nienawiść za otrzymane krzywdy wraz z upływem lat można wybaczyć, jak to rymował pewien uliczny poeta :
" Szukaj zrozumienia a nie nienawiści,
Wybaczenie dla Twych ran jak bandaże"
Robin Recht wyszedł z tego wszystkiego obronną ręką bo motywacje wynikające z takiego obrotu sprawy mają swoje mocne uzasadnienie w fabule.
Jako fan Thorgala, którego zawsze traktowałem jako o sześć lat starszego "brata" ze względu na to że data pierwszej publikacji to również data moich urodzin, jestem bardzo zadowolony z lektury. Do doskonałości brakowało naprawdę niewiele i są motywy który mi do mi do końca nie zagrały i który bym zmienił :
-według mnie "stary" Thorgal nie powinien przyznawać się że jest z przyszłości powinien iść w kierunku że jest ojcem Thorgala , dwie te same osoby współpracujące ze sobą i wiedzące że są "sobą" to jest paradoks który nie powinien mieć miejsca,
- motyw że zdjęciem pierścienia podczas ratowania Aricii który zadziałał jak teleporter ,
I tylko to mi przeszkadzało.
-Dają również do myślenia słowa węża Nidhogga: " tak często już przeżywaliśmy tę historię... I zawsze wygrywałeś" , czyli wszystko może się zakończyć dopiero jak Thorgal pogodzi się że śmiercią Aricii i nie użyje pierścienia po śmierci ukochanej, póki to nie nastąpi podstępny wąż tkał kolejne scenariusze, zmieniał przeszłość i próbował zmienić bieg historii , tutaj dostaliśmy wydawałoby się triumf Nidhogga. Ale jedynego czego nie jest mu w stanie zabrać i zmienić, to coś co od zawsze charakteryzowało tę serię i głównego bohatera : wiara w samego siebie i że zawsze jest szansa na lepsze jutro tylko trzeba o to walczyć póki jest choćby cień nadziei, taki zawsze był Thorgal.
Pięknie i z szacunkiem do oryginału spuentował to Robin Recht .
I co Wy na taki ciąg dalszy

:
- na końcu Skraelingowie opuścili krainę północy, osiedlają się na południu zakładając Imperium Lechitów z wodzem Thorgalem na czele, piękne by to było prawda?
Przeczytałem dwa razy pod rząd, sentyment, nostalgia, świat i postacie które znam i lubię w tak pięknym wykonaniu to jest to na co ta seria zasługuje i składa się na ocenę końcową 9/10 .

