Nie "dobrze" tylko odpowiednio.
Rysowanie to "sztuczki", opowiadanie historii zresztą również.
Nieprawda. Samymi sztuczkami daleko się nie zajedzie. Niektórym tak się wydaje, ale z perspektywy czasu doskonale widać, że to tylko hochsztaplerka.
A jeśli już szukasz analogii w muzyce, to zarówno Ian Curtis jak i John Lydon nie łapią się na "tylko jeden wybitny kawałek", a ciężko ich nazwać "dobrymi warsztatowo wokalistami".
Gdyby Rotten śpiewał a capella, nikt by o nim nie słyszał. Ale za nim zawsze stał zespół. Ja naprawdę dobrze znam dorobek Pistolsów i jeśli się porządnie wsłuchasz, to tam całą robotę robił Steve Jones, o którym możesz powiedzieć wszystko, ale nie to, że był gównianym gitarzystą. Sekcja (z Matlockiem) też dawała radę, wszystko szło jak czołg. Rotten miał całe tony charyzmy, bo niczego innego od wokalistów rockowych się nie wymaga, a już na pewno nie warsztatu. W PIL to już w ogóle byli muzycy pełną gębą.