Miałem nie brać, ale wyszarpałem egzemplarz od znajomej z saloniku prasowego. Dosłownie spod lady i z pytaniem, że ona nie rozumie czemu „akurat ten Marvel tak dobrze schodzi?”. Zbyłem to wzruszeniem ramion, znudziły mnie krucjaty i uświadamianie ludzików.
Nie miałem w ręku testu i to była pierwsza styczność z tym wydaniem. Zostałem bardzo miło zaskoczony. Format jak najbardziej na plus, takie mini Libertago tylko z lepszym wykorzystaniem strony i nie tak dominującymi marginesami. Papier też bardzo przyjemny. Lepszy w percepcji niż ten egmontowski i przykrywający czapką tą nieszczęsną błyszczącą kredę z trzech pierwszych Libertago. Kolory nieco bardziej przygaszone od tych Egmontowych, kwestia gustu, ale mi lepiej pasują. Plansze ogląda się i czyta wybornie. Wreszcie widać szczegóły jak w Libertago, ale bez rozbłysków odbitego od papieru światła, przy czym komiks jest lekki i dobrze leży w dłoni. Tłumaczenie też ok zgodne z tym od Egmontu i nie dopatrzyłem się większych zgrzytów. Okładka też wydana ze smakiem, srebrzenia i lakier dają ładny efekt, nie przeszkadzają i nie wpadają w kicz jak w wydaniu ekskluzywnym zaś obraz Rosińskiego jest dobrze oddany. Jeśli chodzi o dodatki, są, bo są. Jeśli ktoś zjadł zęby na Thorgalu to raczej nic nowego tam nie znajdzie, ale dla nowych graczy to ciekawa opcja na poszerzenie wiedzy o komiksie.
Odniosę się jeszcze do załączonej grafiki. Libertago powinno dawać Rosińskiemu do podpisu takie druki. Dobry format, ładny fakturowany papier z czymś takim nie wstyd iść do artysty prosić o autograf. Jeśli jakość zostanie utrzymana to mamy wydanie prawie idealne.
Prawie bo zostają dwa minusy w postaci panoramy, wymuszającej określony przez wydawcę układ komiksu na półce (i samą półkę w odpowiedniej długości) i niekompletność względem wciąż trwającej serii. Choć jak zauważył Midar nowe tomy obok klasycznych Thorgali nawet nie stały i współczesne dzieła można sobie darować (sam przestałem kupować Egmont po 36 tomie). Usunięcie z kolekcji „Sagi” też uważam za plus. Póki co Egmont wydaje to ładnie i pomijając format jego wydanie tego cyklu jest równe temu od Hachette.
Reasumując jest to najlepiej wydany komiks tego wydawnictwa jaki miałem w dłoni. Z bólem serca wezmę prenumeratę (dobra Szekak możesz się ze mnie śmiać, bo pękłem 😉). Jednak uważam, że warto, bo wreszcie po latach dostajemy dobrze wydanego Thorgala. Jeśli tylko jakość nie poleci w trakcie wydawania kolekcji warto brać ze względu na stosunek jakość/cena i fakt, że ba horyzoncie i tak nie widać nic lepszego wydawniczo z Thorgala po polsku (może poza „Sagą”).
Po pierwszym tomie oceniam wydanie na solidne 9/10. Co rzadko mi się zdarza – jestem w lekkim szoku.