Ja mam słabość do starych frankofonów i wezmę w zasadzie wszystko, ale z Bruno Brazilem się nie polubiłem.
Tak, po prawdzie, z tych poprzednich, to podobał mi się tylko pierwszy album, w którym Brazil działał solo.
Później gdy powstają Kajmany, wszystko siadło.
Trudno nawet nazwać Brazila głównym bohaterem, bo scenariusz rozkłada się na kilka osób, co nie bardzo
mi się podoba. Do tego fabuły mało finezyjne, polegające właściwie na ganianiu za jedną babą i sporo
infantylnej akcji.
O dziwo, ten nowy integral nie jest taki zły. Znów są solowe występy Brazila, a "Operacja Alak 6" daję radę.
Jest więcej szpiegostwa, kryminału niż samej akcji. Może faktycznie Brazil zaczął się rozwijać. Tego już
się nie dowiemy.
Tylko słówko do tłumacza, bo jedna rzecz strasznie ukłuła mnie w oczy.
Scena w śmigłowcu, gdy rusek krzyczy "łap za kałasza".
Panie tłumaczu, nie każda radziecka broń to kałach. Tym bardziej, że na rysunku wyraźnie widzimy
karabin maszynowy. W oryginale jest "la mitrailleeuse" czyli dosłownie karabin maszynowy.
Powinno być po prostu "łap za karabin". I tak na przyszłość kałach to karabinek, a nie karabin.
Na rysunku jest coś jakby PKM. Nie jestem ekspertem, ale to wygląda jak jakaś wariacja PKM z RPD.
PKM jest również konstrukcji Michaiła Kałasznikowa, ale żaden żołnierz nie nazwie go kałaszem.
P.S.
"Dzień dobry. Zastałem Jolkę ?" też nie brzmi dobrze.