Akurat te klasyki od Kurca, Taurusa i Ongrysa mniej pachną stęchlizną od większości generycznych frankofonów, ale jakby nie patrzeć to napisać że nie przepada się za Trondheimem, Blainem i Sfarem to jak napisać ze nie przepada się za komiksem błyskotliwym, dynamicznym i dowcipnym. Bo to akurat trójka która mocno przewietrzyła prześmierdłe pomieszczenia europejskiego komiksu te ćwierć wieku temu ze swoim nowym BD i pokazała tym wszystkim mistrzom nijakości w stylu Dufauxa czy innych Desbergów że mocna inaczej, żywiej, żwawiej. I tak jak Trohdheimowi czy zwłaszcza Sfarowi zdarzały się mniej udane rzeczy tak Blain jest absolutnie mocarny praktycznie w każdym ze swoich, niezbyt licznych, projektów.