Po pierwszym tomie byłem oczarowany i stawiałem Buddy'ego wysoko na liście wydanych w Polsce westernów. Niestety drugie wydanie zbiorcze nie zrobiło na mnie już takiego wrażenia. Podobnie u mnie było z Cartlandem, którego pierwszy integral był po prostu świetny, a drugi zaledwie dobry. Może straciłem zajawkę na ten komiks po dłuższej przerwie? A może po prostu to, co w pierwszym Buddym wydawało mi się zaletą - romantyczna historia, miłość, obyczajowe historie, w drugim podejściu wydało mi się zbyt ckliwe i nudne? Nie wiem. Ale na razie nie przymierzam się do tomu trzeciego.