"Prometheę" swojego czasu sprzedałem bez żalu. Nie dlatego, że słaba. Nie dlatego, że mi się nie podobała. Dlatego, że była piekielnie trudna na moim ówczesnym skillu angielskiego, zresztą teraz pewnie byłoby tylko nieznacznie lepiej. Po tej mordędze doszedłem do wniosku, że drugi raz się na to nie zdecyduje. To lektura bardzo wymagająca i w polskim wydaniu diabeł będzie tkwił w jakości tłumaczenia. Liczę na to, że ten ciężar zostanie udźwigniety z gracją i na trzy zielone światełka.