Ktoś wczoraj napisał i usunął - cytując mój fragment o scjentologii/kultach/Mansonie i pisząc coś w rodzaju: "czyli potwierdzasz, że kobiety..." - zarówno u Mansona, jak i
w większości innych kultów/sekt mężczyźni odgrywają ważne (i mniej ważne) role, są tak samo manipulowani, różnica jest, moim zdaniem (tj. nie cytuję nikogo, nie jest to głęboka analiza a zwykły wniosek oparty na takich analizach, upraszczający sprawę co prawda, ale...), że jeśli taki Manson chce narzucić swoją wolę i napotyka na opór - ofiara reaguje emocjonalnie - zgadnijcie przed czyimi pięściami taki Manson się uchyla - mężczyzny czy kobiety? To jest taki fundament działań kultów - sprawić (lub maksymalnie uwydatnić) żeby osoba czuła się bezsilna w swoim dotychczasowym życiu, bez mocy sprawczej. Daleko mi do feminizmu, wskazuję tylko na fakt, że mimo "cywilizacji" siła fizyczna też ma znaczenie. Nie powinno więc dziwić że kobiety są w ten sposób "podatne", podczas gdy mężczyznę stara się przekupić np. właśnie towarzystwem kobiet w takim kulcie, nie siłowym narzucaniem woli, poniżaniem i rzekomym odbudowywaniem wartości osoby.
Sam stawiam przy tym dużo znaków zapytania, w poprzedniej wypowiedzi np. o potencjalny los Gaimana - przykro się to czyta co niektórzy piszą, chociaż ja sam nie mam zdania co do definicji (określenia jakich używacie). Wiemy bowiem tyle - kobieta z artykułu zgłosiła sprawę, policja zrobiła niewiele, na pewno nie zmierzając do "ukarania" Gaimana (z tego co pamiętam: Gaiman wyjechał i nie złożył zeznań, więc sprawa wisi...). W jakiś sposób ($) doszło do produkcji podcastu w UK, sensacjonalnego podcastu, bo mało w nim (w stosunku do artykułu) treści merytorycznej. Sprawą zainteresowała się jednak konkretna redakcja, taka która nie może sobie pozwolić na plotkowanie o takich rzeczach, artykuł nie jest wywiadem, nie jest: "jak nam przekazała ofiara", artykuł jest napisany z perspektywy pierwszej osoby przez dziennikarkę, która będzie tak samo odpowiadała za te słowa jak ww. "ofiara" - jeśli okazałoby się, że mijają się one z prawdą, przed wysłuchaniem takiej "ofiary", a zdecydowanie przed publikacją artykułu trwa relatywnie długie potwierdzanie różnych ustaleń, tj. np. określenie prawdopodobieństwa że "ofiara" nie mówi prawdy... Także o ile sam artykuł nie maluje "ofiary" w samych pozytywnych określeniach (chociaż ewidentnie dopisuje motywacje wykraczające ponad zwykłe przetrwanie, co nie tyle burzy wiarygodność, co stara się wyjaśnić wszelkie wątpliwości jakie może mieć czytający wobec "ofiary", a taka nadgorliwość wcale nie powoduje, że wątpliwości znikają), to...
I do czego tutaj zmierzałem? To jest artykuł prezentujący opis wydarzeń na podstawie słów "ofiary" i potwierdzających je znanych (np. smsy) i nieznanych (research poza tym co w artykule, np. ww. ryzyka) nam okoliczności, jest to na tyle spójne, że czytając nie uwzględniałem możliwości że Gaiman nie robił tego co zostało opisane (i jw. to nie tylko słowa "ofiary", ale całe tło jakim charakteryzują się takie artykuły). I
jeśli o mnie chodzi to mam problem z tym co robił, osobiście nie łączyłbym tego bezpośrednio z "winny/niewinny", nie jestem sądem, nie moje kompetencje, przykro więc czytać interpretacje innych osób wyżej jakoby tutaj (i w innych miejscach) dochodziło do samosądu - jeszcze raz -
artykuł opisuje co Gaiman robił, jest to ohydne i nic co napiszecie ("nie patrz komuś do sypialni") nie zmieni mojego spojrzenia na takie dewiacje - jak już pisałem - nie wiem na ile jest to powszechne, i dobrze że nie wiem, jakbym dowiedział się że np. ktoś kogo znam praktykuje podobne rzeczy to moje spojrzenie na taką osobę kompletnie by się zmieniło, nieistotne jak bliska byłaby to osoba (nie musicie podważać, wiem co piszę). Wracając do sprawy - nie wiem czy i czego Gaiman jest "winny", dzięki artykułowi wiem co robił i nawet jeśli okaże się, że, hipotetycznie, powiedział przed pierwszym aktem: "tutaj masz słowo bezpieczeństwa, jak je wypowiesz to przestanę, przestanę i poszukam innej opiekunki" - nic to nie zmieni w moich oczach (jw. nie jestem sądem i nie moja sprawa czy to "gwałt", wg definicji, czy nie, oceniam zachowanie, które jest znane). Czy powinien być za to cancelowany - jw. to nie kwestia "winny/niewinny", ale powtarzałbym się dalej pisząc.
Nie zamierzam przy tym pozbywać się prac Gaimana. Jackson robił świetną muzykę a Polański świetne filmy, mimo że osoby są/były wiadomo jakie, to na obecnym etapie "pochłaniania popkultury" nie łączę samych prac z czynami ich twórców. Oczywiście to też nie jest takie proste - bo czy jakby jeden z drugim sprzedawali swoje DVD na rogu to bym poszedł i od nich kupił? Wtedy miałbym dylemat i pewnie stanęłoby na odwrotnym podejściu. Może jakaś forma hipokryzji - nie wiem, na pewno jest to bardzo głęboko pod warstwami znacznie poważniejszych dylematów, a i samo to jak traktowani są tacy ludzie - taki Polański przez lata w jednym kraju poszukiwany przez wymiar sprawiedliwości, a w innym kraju(krajach?) traktowany jak równy, doceniany, nagradzany, podziwiany, prowadzący swoje życie bez zakłóceń... Albo te Kutchery piszące listy pochwalne za skazanego Mastersona, później przepraszając publicznie, bo to miało być tylko dla oczu sędziego - poziom hipokryzji w "wyższych sferach" (gdzie Hollywood to tylko czubek góry lodowej)... Brak słów.
Trump... reprezentowane przez niego "wartości" są zbiorem wielu z listy najgorszych spotykanych we współczesnym świecie, dobrze że wątek jest o Gaimanie, nie o Trumpie, bo muszę kończyć na teraz
