
Skończyłem tom z Fantastyczną Czwórką i, kurczę, poczułem się jakbym znowu oglądał kreskówkę na Fox Kids. Która zresztą była oparta właśnie na tych pierwszych komiksach i np. zeszyt z Dr. Doomem i wehikułem czasu, który kończy pierwszy tom, był tam całkiem wiernie zaadaptowany - poza tym, że zmieniał czasy, do których przeniosła się F4 na starożytną Grecję. Poza tym ta seria wydaje mi się jak na razie płynniej napisana niż poprzedni Spider-Man, nadmiar tekstu jakoś nie rzucał mi się w oczy i czytało się to całkiem dobrze. Momentami jest trochę zbyt naiwnie - zwłaszcza ten końcowy fortel na Skrullach i pojawienie się Sub-Marinera - ale poza tymi dwoma punktami, które szczególnie rzuciły mi się w oczy, to scenariuszowo nie ma tragedii. Relacje między postaciami są całkiem nieźle zarysowane, a The Thing u Kirby'ego faktycznie wygląda jak potwór, a nie cool człowiek z kamienia, więc łatwiej kupić jego rozgoryczenie i żal do reszty drużyny. Fajnie, że pomiędzy zeszytami istnieje jakaś ciągłość i pewne wątki powracają gdzieś w tle. Póki co jestem na tak, jeśli chodzi o dalsze tomy tej kolekcji, fajnie poczytać te faktycznie pierwsze przygody - zobaczymy jak mi podejdzie Thor.
Na końcu tomu mamy też fajny dodatek w postaci oryginalnego zarysu fabuły (bo nie ma co pisać "scenariusza") Stana Lee do pierwszego zeszytu. Ciekawe, że w pierwotnej wersji Sue Storm miała się rozbierać, żeby w pełni korzystać ze swoich mocy, bo dla autora było oczywiste, że ubrania nie staną się niewidzialne wraz z nią. Oczywiście w finalnej wersji jednak tak się dzieje (podobnie jak ubrania rozciągają się wraz z Mr. Fantastikiem, co mnie w sumie bardziej razi).