Jak wspominacie "Najczarniejsza Noc" z perspektywy czasu? Odświeżyłem sobie komiks chcąc podejść pełną drogą do "Najjaśniejszy dzień" zaczynając od "Green Lantern: Rebirth" (ten udało się dorwać za kilkanaście złotych na Allegro)
Niewątpliwie jest to historia z potencjałem zasługującym na porównania do Kryzysów DC. Potencjałem niekoniecznie odczuwalnym w polskim wydaniu, gdzie ominięto całą masę tie-inów. Nadal w głównej fabule, którą dostaliśmy, można znaleźć wiele elementów działającym na korzyść historii. Tylko brak esencji z tie-inów.
W podlinkowanej recenzji więcej pogadałem o "za" i "przeciw" jak i pokazałem wybrane podstrony wizualizujące temat. Może kogoś zachęci do kupna lub porozmawiania na jego temat 😉
Zdecydowanie jest to mój ulubiony event. Nie czytałem polskiego wydania, mimo że je kupiłem (rozfoliowałem i przeczytałem jedynie wstęp, z ciekawości czy w dobry i szczegółowy sposób podsumowuje to co się wydarzyło dotychczas, a co czytałem po angielsku. Niestety było to lakoniczne i ogólne). Zachęcam każdego, by po prostu olał to egmontowe wydanie, bo znając jego zawartość dostaje się po prostu coś na zasadzie poszatkowanego filmu (teledysku).
Jest to event Latarników i brakuje tu np. bitwy o Oa, która elektryzuje i jest wypełniona emocjonującymi kadrami (jak choćby urwanie nóg Vathowi, który mimo tego nie chce się wycofać i kontynuuje walkę); przyjęcie czerwonego pierścienia przez Gardnera w obliczu śmierci przyjaciela; poświęcenie Sodama Yata, który jest nosicielem Iona (to chyba było w jednym z trejdów Prelude to Blackest Night); czy relacji między poszczególnymi bohaterami zwłaszcza między Kylem i Soranik, Sodamem a Arisią, Guyem i Torą. Tylu pięknych a zarazem trudnych chwil w jednej Sadze jeszcze nie spotkałem. Naprawdę, czytajcie Johnsa i Tomasiego naprzemiennie! Ja jestem oczarowany tą serią, bo ci bohaterowie nie są dla mnie pozbawionymi emocji fantomami, oni po prostu żyją. Walczą i umierają, przeżywają śmierci i powroty przyjaciół.
W tym miejscu dochodzimy do momentu, dlaczego tie-iny są tak ważne. Event zarysowuje nam po krótce wydarzenia w całym uniwersum, natomiast serie poboczne tłumaczą, nadają ciągłość akcji i ukazują działania bohaterów z całego uniwersum oraz przedstawiają ich wkład w walkę z Nekronem i Czarnymi Latarnikami. Mam tu na myśli bohaterów JLA, Nastoletnich Tytanów, JSA. Pierwszy raz, czytając omnibus Blackest Night, mamy wszystkie wydarzenia skomasowane w jedną całość. A w egmontowym wydaniu widzimy fragmenty wydarzeń, pojedyncze kadry - taką wersję demonstracyjną ze spoilerem zakończenia.
Co jeszcze dla mnie istotne? We fajny sposób przedstawione jest kształtowanie się korpusu Czarnych Latarni. Dobrze nakreślono postać Black Handa, od momentu gdy był dzieckiem, aż do chwili gdy stał się głównodowodzącym (dodatki z Dziennika Williama Handa załączone na koniec historii w barwny sposób ukazują psychologię tej postaci od najmłodszych lat). Chciałoby się rzec, o takich zombiaków walczyłem (to aluzja w stronę DCeased, którego nie lubię za tempo akcji i jedną wielką naparzankę oraz brak szans by sympatyzować z jakimkolwiek z bohaterów).
Jak można byłoby "naprawić" i wydać poprawnie tę Sagę na polskim rynku? Coś na zasadzie tego, co robi Hachette. Wydać po prostu kolekcję Latarników, od początku do końca (przynajmniej do Flashpointu, choć jak dobrze wiemy to wydarzenie w uniwersum aż tak nie wpłynęło na świat Korpusów)