Mimo wpadki z tomem Daredevil Zero i przenoszeniem zdublowanej zawartości między trzecim a czwartym tomem Millera, chciałbym pochwalić Egmont za konsekwentne publikowanie kolejnych albumów z tym bohaterem. To była komiksowa inwestycja, która teraz naprawdę procentuje. Bo mam na półce oryginalne historie dobrych twórców (i Diggle'a

) i mogę je porównać z dobrym serialem DD: Born Again, który leci teraz w Disney+ I dzięki temu odbiór tego na ekranie jest o wiele lepszy. Bo wyłapuję wszystkie smaczki i mam o wiele większy fun podczas seansów. Znam dobrze postać, mogę cieszyć się tym jeśli twórcy serialu pokazują jej prawdziwe cechy na ekranie. Choćby to miotanie się Matta między wiarą w system amerykańskiej sprawiedliwości, a chęcią rzucenia tego wszystkiego w diabły

bo widzi korupcję i niesprawiedliwość wokół. To jest dobre, bo taki jest naprawdę Daredevil z komiksów. Zatem dziękuję ci Egmoncie, rób tak dalej. Bo tak powinno być z wszystkimi innymi waszymi seriami. A co DD. Jeśli teraz do Marvel Fresh wchodzi miękkookładkowy Diabeł, to w klasyce wrócilibyście do runu Nocenti? Albo innych przygód sprzed Diabła Stróża.
Heh i jeszcze co do końcówki trzeciego tomu Soule'a. Widać że historia i Marvel Origins też się przydają, bo wraca postać debiutująca w DD #25. Znowu - fajnie się to czyta, jak zna się origin i kontekst. Tak powinno być.