Mój III MFKiG, czyli
losy zapalonego komiksiarza w raju. Księga #2
Skończyłem relację na galopie do wejścia AA z ogromnym plecakiem (+ torbą) wypchanym komiksami. Na szczęście kolejka się już rozładowała i tylko mignąłem telefonem skanującym wolontariuszom, i wkroczyłem. Zaraz też zostałem zaopaskowany. Obsługa była bardzo miła i widząc, że ściągam z pleców brzemię by poddać je ich kontroli tylko machnęła ręką i mnie puściła. W punkcie info ustaliłem gdzie jest najbliższe WC i zdążyłem doń na czas. Teraz już z ulgą i niejaką przytomnością rozejrzałem się w terenie.
O! Otworzyli szatnię! "Można zostawić plecak? Uwaga ciężki...". W odpowiedzi usłyszałem "Ugh!" panienki z okienka gdy siłowała się z moim bagażem.
Mocno odciążony ruszyłem na obchód. Najpierw Ongrys i jego wznowienia staroci (miały być do wpisu autora, ale się nie załapałem - dopiero w domu ogarnąłem, że są zaopatrzone w autografy :O ). Do rozpoczęcia wrysów o 11 miałem jeszcze blisko 40 min, więc ruszyłem po koronie do strefy niezalu. Tam zaopatrzyłem się w DarmoZinObiegówkę, kilka pozycji niezależnych; przywitałem się z Kasią. Nie, nie tą o której tu wszyscy mówią. Ja mam kontakty "tylko" z Kasią ze SłowObraz. Tą drugą muszę kiedyś jeszcze zdybać, skoro wszyscy zachwalają.
Udałem się do strefy autografów. Też będę na nią narzekał. Zawsze (odkąd bywam w Łodzi) była na tyłach "Sceny głównej". Ale to chyba był pierwszy raz kiedy tak napierdalało. Sorry za eufemizm, ale inaczej się nie da

Buczenie familiadowego żubra było nie do wytrzymania, mimo że głośniki były zwrócone w drugą stronę... serio nie wiem jak to tam wytrzymywali ludzie. Na koncertach rockowych bywa ciszej

Dość! Podchodzę do Valderramy, podaje kupiony w pędzie komiks i zaczyna się gadka szmatka. On mi rzecze, że lubi wielkie roboty i równie wielkie potwory. Odpowiadam, że kaiju i mechy są spoko, ale chyba nie zajarzył, że mówimy o tym samym, ale używamy różnych nazw. W każdym razie jakoś się nie postarał z wrysem.
Późniejszy czas to jeden wielki wir. Miałem plan i go realizowałem. Na początek odkryłem, że nie wziąłem swojej listy zakupowej i musiałem ją odtwarzać (o dziwo - po powrocie do domu okazało się, że odwzorowałem ją 1:1). Na szczęście plan dyżurów autografowych na stoiskach i na strefie był precyzyjny. W większości udało się go zrealizować, to co nie pykło nie miało dużego priorytetu lub było niezawinione z mojej strony. Skakałem między autorami, zbierałem wrysy i rysunki ukochanych "smoków jedzących kaczki" (zdjęcia jednych i drugich już mam, wkrótce wrzucę w Bibliotece Alexandryjskiej), robiłem zakupy.
Co zapamiętałem?
- Wymianę numerka do Kasprzaków na... innego autora :v Jakoś do Kasa było mi nie po drodze i wolałem mieć szanse u kogoś, kogo mam zamiar czytać. Czy żałuję? Patrząc po waszych wrysach - tak. Następnym razem (jeśli będzie okazja) nadrobię.
- Stoisko RóbmyDobrze - Pozdrawiam Michał! - wpadłem, pogadałem, przybiłem pionę, do czego po tyle kroć zachęcał właściciel na mediach społecznościowych. Dowiedziałem się, że jestem pierwszym który odpowiedział na wezwanie! Ludzie, co z wami?! Piątki trza zbijać, a nie się po prostu witać!
- Dałem smoka zaczętego na KW Zaskurskiemu i opowiedziałem Michałowi (bo działo się to na stoisku RD) historie tej kolekcji...
- Po 16 Unka też zrobiła swoją wariacje tematu przewodniego. Fajnie się z nią gadało
- Skończyła mi się kasa w portfelu i musiałem po raz pierwszy do bankomatu. Opłacało się. Zebrałem 12 pkt w DZO i spieniężyłem je na nagrody z tajemniczego pudła u Kasi.
- Wychodząc z AA wstąpiłem po plecak. Pani jęknęła znowu, ale dała radę go wytachać na ladę sama, mimo że oferowałem pomoc ^^"
- A tak. Kim... jeszcze o nim. Podchodzę do stoiska. Stoi tam jego agent na Europe. Pytam czy mistrz zrobiłby rysunek.
- Tak, tu są sketchbooki. tu się Kim wrysowuje. 6 stów poproszę.
- Ale ja chciałbym na osobnej kartce, bo...
Spojrzał na mnie jak na gówno.
- Prace A4 Kima na aukcjach chodzą po 6 000 €. Możesz tyle zapłacić, ale i tak ci nie zrobi.
Nie przeczę - koleś umie w to co robi. Ale sodówy to w głowie też ma nie mało.
Nastała 18:30. Udałem się zająć miejsce w Kolejkonie. Komitet miał się podobno zawiązać o 19, więc jakie było moje zdziwienie, że pół godziny przed tym czasem jestem już 10 >_<" No trudno. Teli przyniósł mi hamburgera, ja się przepakowałem i przygotowałem na dzień następny, pogadaliśmy, poczekaliśmy, poczytaliśmy ziny. Tak nadeszła nocka. Na szczęście nie siedziałem w samotności: Rodrigues i Boro; ta, chyba oni XD Wybaczcie, tyle wrażeń, tyle nowych twarzy, tyle nicków i imion... wszystko się zlewa. No, grunt, że było nas 3 muszkieterów. Pizgało co raz bardziej, a my sobie konwersowaliśmy.
O północy udałem się na spoczynek: rozłożyłem kocyk, zawinąłem się w śpiworek i luli. 3h później już byłem w pełni przytomny i na nogach.
A więc:
NIEDZIELA
Wstaje słońce, kolejko się wydłuża. Mała grupka udała się na delegacje do kościoła (szacun chłopaki!) by wymodlić nam wcześniejsze wydanie numerków (niestety byli niewystarczająco żarliwi w swych modłach). Kolejka zaczęła się formować, Teli zaganiał nas w rządek jak kwoka swe pisklęta, a my co i rusz się rozpryskiwaliśmy jak sznur paciorków.
No i zachciało mi się srać. No żesz kurza jego elfia mać! W krzaki nie pójdę, Kaliski za daleko, nie wiadomo kiedy wyjdą z numerkami - bo ciągle nas mamią, że będą szybciej niż o 10 - więc do AA nie ma co iść, bo przez byle gówno (dosłownie!) nie warto zaprzepaszczać całej nocy czuwania. Na odstresowanie opowiadamy sobie kałowe żarciochy. Co to może zrobić z człowieka zarwana nocka + parcie na zwieracz...?
Wreszcie kolejkon rusza. Odbieram 5 karteczek mocy i gnam do WC. Tym razem jednak plecak uprzednio zostawiam w szatni. Zwieracz i pęcherz wytrzymają. Obsługa na mój widok jęczy, ale podbiegają 2 dziewoje i wspólnymi siłami odbierają plecak. Coś takiego?! Zapamiętały mnie! Ależ dlaczegóż? Czyżbym był tak przystojny i wpadłem im w oko? Nie – to trauma po dźwiganiu mego bagażu :v
Do toalety zdążam w samą porę. Ulżywszy sobie ruszam w tango!

Skaczę od stoiska do stoiska, wbijam się na scenę autografów ze swoimi numerkami mocy, dybię na autorów nudzących się na strefie...
Z ciekawszych zdarzeń:
- SPOILER ALERT: namawiam Berenikę by nie wmalowała się w komiksie. Rozmowa wygląda mniej więcej tak:
- Cześć, mam prośbę możesz zrobić malunek na oddzielnej kartce A4?
- No nie bardzo, ja maluje na swoich karteczkach i wklejam je w komiks.
- OK, a możesz zrobić obrazek i go nie wkleić?
- Co ty chcesz z nim zrobić?! *panika* *przerażenie*
- Dołączyć do kolekcji. Zbieram smoki jedzące kaczki...
- Co zbierasz? *niedowierzanie* *zmieszanie*
- No smoki jedzące kaczki.
Berenika posłała mi dłuuugie zamyślone spojrzenie i wreszcie sięgnęła po moją kartkę A4 i zaczęła się magia. - Podobnie było z Ingo:
- Proszę czy możesz zrobić rysunek tematyczny na osobnej kartce - wydukałem łamaną angielszczyzną
W tym momencie podchodzi Andrzej z obsługi strefy i z niejakim gniewem wskazując na album:
- Ale jak na oddzielnej kartce to w komiksie tylko autograf.
- Spoko, jak Ingo się zgodzi na kartce rysować, to album mogę już odłożyć i nie brać nawet podpisu.
To uspokoiło Andrzeja i odszedł kontent. Ingo:
- Co to ma być?
- Dragon eating duck.
- Can you repeat?
- Dragon eating duck.
- I don't understand. Can you show me?
Odnajduję na szybko zdjęcie kaczki krzyżówki.
- Aaa, ok. So, only duck, yes?
- No, dragon eating this duck.
- Dragon? What is it?
- Eee. Flaing lizard breathe fire
- Aaa, ok, dragon. So... Dragon eating duck? Why?
I zaczyna rysować, a ja kalecząc język Szekspira opowiadam historię. Ingo nawet zrozumiał i go rozbawiło 
- KiKogedon. Ma-Sa-Kra. Miałem nr 9 i chciałem tylko do Kiełbusa, ależ był kocioł. Ale muszę pochwalić Sławka za obietnice którą mi złożył. Mianowicie, kiedy usłyszał, że jestem po wrys do tego jednego komiksu już po raz 5, obiecał, że go na pewno dostanę. I słowa dotrzymał. Z czasem kolejka się unormowała i powstały 2 kupki do których były podsuwane kolejne egzemplarz, a Sławek brał z nich naprzemiennie. O tyle dobre rozwiązanie, że opanowało chaos, choć Kiełbus dalej nie ogarniał i trzeba było mu wskazywać skąd ma brać.
- Jestem jak najbardziej za kolejką dla dzieciaków! Powinny być do niej numerki wydawane na takich samych zasadach jak pozostałe, z trzema zastrzeżeniami:
Obowiązuje osobna kolejka - drugi punkt wydawania. Może być nawet b. blisko, ale osobny - Numerek może otrzymać tylko i wyłącznie dziecko
- Na strefę autografów (oddzielną) mogą wchodzić tylko dzieci z numerkami, ew. z rodzicami. Po wyczerpaniu numerków mogą wchodzić wszyscy (w tym i dorośli, ale muszą przepuszczać dzieci, nawet te bez numerków)
- Czekałem na jakiegoś artystę gdy na scenę wszedł Marek Turek (miałem do niego #3), ale widzę, że nikt nie podchodzi. To pytam się orgów czy mogę wskoczyć. "Jasne". Podchodzę, a Marek mówi, że oni tu tylko na chwilę, bo im się plany zmieniły i muszą szybko znikać.
- Ok, to szybko. Ty jesteś turucorp z forum KomikSpec?
- No tak, to ja.
- Super. Słuchaj, zawsze jak jest gównoburza to kończysz mówiąc by do ciebie przyjść na festiwalu, przywitać się, przedstawić, pogadać... No więc Nazywam się Aleksander L. (tu podałem pełne nazwisko), na forum znany jako Alexandrus888.
Spojrzał na mnie, uśmiechną się i rzekł:
- Jesteś pierwszym który to zrobił. Daj komiks. Chciałem tylko się podpisać, ale za odwagę dam wrys.
Marku, do zobaczenia na GIKu. Może będziesz mieć więcej czasu i pogadamy 
A do wszystkich kurczaków: turucorp nie gryzie (zazwyczaj
)
- Na strefie był jeszcze Sierkowski, to podbijam z tradycyjnym pytaniem o smoka. Ale słyszę, że już znikają i łapać ich mogę na stoisku KG, bo będą siedzieć do zdychu. Ok. Jest ok godziny 16, czyli wszystko powoli się zwija. Idąc w stronę KG mijam Jaszczu. Co prawda mam już smoka od niego, ale wrysem w Skrawkach nie pogardzę:
- Hej, masz jeszcze chwilę na wrys?
- Nie, przepraszam.
- Spoko, kiedyś cię jeszcze złapię.
Idę dalej, docieram do miejsca przeznaczenia. Ktoś siedzi na stoisku z Niepamięcią absolutną, ale w ciszy. Ja tak nie umiem. Zaczynam gadać. Wrys skończony, jeszcze rysunek na kartce i moja kolej. Wciąż gadam. Mój smok powstaje, holcman się pakuje. Nagle podchodzi Jaszczu:
- Słuchaj, jeszcze jesteś? Mogę ci machnąć ten wrys.
Gały mi wychodzą, z radości mówię co bym chciał, po chwili otrzymuję zaczepisty rysunek. Mów smok jedzący kaczkę jest ukończony
Festiwal, festiwal i po... na odchodnym zamieniam parę zdań z wolontariuszami na bramce, licytujemy się kto dłużej nie spał. Idę nieśpiesznie do hotelu. Ciężko mi jak 7 nieszczęść. Wreszcie docieram, melduje się, przebieram i... z powrotem pod AA, tym razem bez bagażu. A właściwie to do kościoła co to jest w pobliżu AA. Po mszy jeszcze na hot-dog'a do Żabki (bądź, Boże, błogosławiony za sklepy 7/7). Gadam z ekspedientką. Okazuje się, że jej syn też jest komiksiarzem. Jaki ten świat mały. Wracam do hotelu. Nadrabiam trochę forum i w kimę.
PONIEDZIAŁEK
Współbracia z Komitetu mieli mnie obudzić telefonem, ale widać zaspali sami

Na szczęście budzę się sam. Szybki prysznic i do roboty - pracuję zdalnie, więc mogę sobie pozwolić na wyjazd i zostanie w poniedziałkowe przedpołudnie w Łodzi. W trakcie przerwy próbuję się kimnąć, ale nie wychodzi. Kończę robotę wcześniej i się przepakowuję. Udało się wszystko zmieścić w plecaku. Nie muszę już tachać torby na ramię. Ju~hu. Z minusów - plecak jest już kurde balans ciężki jak jop two mać. Drałuję z buta na Kaliską. Czekam 1,5h. Leje. Dobrze, że zaczęło jak byłem już pod dachem. Wreszcie o 16:50 wsiadam. W drodze nadrabiam forum, rozpoczynam feralną serię obrażania weteranów KK. Może za rok mnie nie odstrzelą. Przyniosę ciastka. To powinno ich uspokoić. Ta… wmawiaj sobie. Bez omnibusa bajabongo lepiej bym się nie zjawiał.
W Lublinie jestem o 21:30. Zostawiam w busie czapkę z niedojedzonym Donatem. Orientuję się 5 sekund po tym jak środek transportu był odjechał. Fuck. A taka fajna była ta czapka. Niby z daszkiem, a jednak polarowa, z nausznikami.
Droga którą wg. googla powinienem przejść w 50 min, zabiera mi prawie 1,5h >_< A przecież zawsze byłem szybszy od wyliczeń wujaszka. Widać plecak robi robotę

Zaczyna chcieć mi się lać... Kuźwa, znowu?! NOŻ ILEŻ MOŻNA!!! Zdążam na czas. W kurtce, butach, z plecakiem wbijam do łazienki. Dobrze, że nie było tam współlokatora... Odcedzam kartofelki. Nadrabiam forum, idę spać. Jest północ zero osiem. Za 6 godzin muszę wstać.
Budzę się o 4 nad ranem...
I tak oto kończy się historia MFKiG 33 A.D. 2022. Było nieziemsko. Już nie mogę się doczekać powtórki.
Ludzie których spotkałem, poznałem. Jesteście wielcy!
A ty, drogi czytelniku który dotrwałeś do końca lektury wiedz, że szanuję. Trochę mnie przerażasz, ale szanuję.