Thunderbolts jest średniakiem, ale w porównaniu do poprzednich filmów wydaje się wręcz bardzo dobry. OK, był tu zdecydowanie pomysł na ten film. Główną bohaterką jest Yelena i grana przez nią Florence Pugh naprawdę ma kilka emocjonujących scen. Red Guardian grany przez David Harbour jest filmowym "comic relief", ale z serduchem i relacje pomiędzy nim a Yeleną są jedną z mocniejszych stron filmu. Dobrze wypada Sebastian Stan jako Zimowy Żołnierz, ale tu nie powinno być zaskoczenia. Widzimy Buckiego, który próbuje innej drogi i dobrze się go po prostu ogląda. U.S. Agent jest dupkiem i w sumie nic więcej z tą postacią nie zrobiono (to już było w serialu). Duch używa mocy i też nic więcej nie można o tej postaci powiedzieć, choć i tak jest jej więcej niż Taskmastera. I jest Bob. Lewis Pullman obok Florence Pugh jest jedną z mocniejszych stron tego filmu i rozumiem zachwyt widzów i krytyków, bo z nim są związane poważne jak na MCU wątki, których raczej nie uświadczymy w innych ich produkcjach, ale czytelnicy komiksów, znający New Avengers i tym kim jest Robert Reynolds, nie będą zaskoczeni do czego zmierza jego wątek fabularny (są tu pewne różnice fabularne względem komiksów, ale finał w sumie taki sam). Sceny akcji są OK. Dopiero bliżej finału tak naprawdę zaczyna robić się ciekawiej, kiedy bohaterowie przechodzą do pustki i finał tylko trochę zaskakuje. Po ostatnim Kapitanie Ameryce ten film jest powiewem świeżości, ale nie rozumiem tych zachwytów, bo to nadal średniak w formule MCU (gdzie bohaterowie muszą najpierw się pobić między sobą, a potem zjednoczyć przeciw większemu zagrożeniu), ale jest to oglądalne po ostatnich wysypach kup jakie miało MCU.
Są dwie dodatkowe sceny. Ta w trakcie trwania napisów końcowych jest typowo marvelowo humorystyczna. Natomiast druga po napisach wnosi kolejną cegiełkę do MCU, jak za starych dobry czasów, kiedy zwiastowała kolejny film z serii.
I na koniec jeszcze jedna rzecz. Wyjaśnienie skąd nazwa grupy Thunderbolts jest oczywiście humorystyczne i nie ma nic związanego z pierwowzorem komiksowym, choć w finale pojawia się całkiem nowa nazwa drużyny.