Trailer Madame Web to takie fantastyczne 00. Cudowny okres, gdzie wybuchała moda na filmy superhero, a obrazy choć miały momentami humorystyczny ton, to nie siliły się by być głupimi komediami. Proste scenariusze, dobrze oddany miejski setting oraz coś co definiuje gatunek, czyli PODWÓJNA TOŻSAMOŚĆ. Superbohater jest albo superbohaterem, albo osobą "po cywilu". Nie jak Tom Holland i Iman Vellani, czy masa innych sprzedających swoją twarz w kostiumie. I najważniejsze BEZ SŁODKICH ZWIERZĄTEK I STWORKÓW. Cudowna nuta Straczyńskiego w trailerze utwierdza mnie w przekonaniu, że twórcy chcą osiągnąć właśnie taki efekt, przypomnieć nam początki, to co kochaliśmy zanim zaczęto ogłupiać i familizować superbohaterów.
Czy komuś przeszkadzają kobiety w filmie? Dlatego przekreśla się obraz, bo mamy wyeksponowane samice ala Lara Croft, a nie mięśniaków? Przecież kiedyś się narzekało w odwrotną stronę. Plus sytuacji jest taki, że eksplorujemy nowych bohaterów i bohaterki, nie debiutujących jeszcze na ekranach. Świeżość, której potrzebujemy, ale jakoś się jej boimy, bo przyzwyczailiśmy się, że bohater musi rozśmieszać widownię i mieć słodkiego pupila. A najlepsze, że nie trzeba tłumaczyć gdzie jest Spider-Man, bo ten się jeszcze nie urodził. Prosty, ale skuteczny zabieg, który sprawi, że nie będziemy zajmować umysłu nie potrzebnymi sprawami, a skupimy się na eksplorowaniu pajęczej mitologii. Nie wykluczam, że może skończyć się to jak Morbius, ale prawda jest taka, że jeśli dostaniemy przyjemnego średniaka, to będzie to i tak lepiej niż wszystko co urodziło się pod skrzydłami łysego Kevina w ostatnich latach.