Anno Domini 2023, MCU w najważniejszym obecnie momencie w kontekście kreacji przyszłego całego świata przedstawionego w fazach IV, V realizacji planu filmowego tego Uniwersm. Przed seansem "Kwantomanii", zastanawiałem się m.in., czy szeroka idea i potężny koncept twórczy, Multiversum, się sprawdzi, no i jak wypadnie tu ten wielki Kang Zdobywca? Bo sam Kang, to materiał na mięsiście potężnego złoczyńcę, nikczemnego i inteligentnego, wręcz namacalnie okropnego, odciskającego piętno psychologiczne na widzu - zważywszy na to, że Kang to nie pojedyncza postać, tylko ,,zjawisko zbiorowe". Zjawisko zbiorowe, czy też ,,byt zbiorowy", gdyż taki wniosek nasunął mi się po pierwszym jak na razie seansie "Ant-Man i Osa: Kwantomania" (patrz: "Loki" i sceny w napisach i po napisach końcowych!), filmu w MCU, którego dziwaczna i zbyt fantazyjna, nie pasująca np. do poważnego tonu narracji i kreacji akcji "Avengers: Endgame" nazwa odzwierciedla w 110% to, jak popaćkany, sprzeczny fabularnie, za to genialnie zrealizowany wizualnie był to obraz! Ba!, jako film to była istna szarpanina, gdzie pierwsze kilka minut obrazu (Scena, gdy Scott przebywa w miejskiej Bibliotece i czyta swoją książkę, mówiąc o byciu naturalnym, szczerym, odpowiedzialnym, konkretnym co do swojego życia, przy czym nagle ujęcie urwane z kontekstu: dzwonią z więzienia, że jego córka została za coś tam aresztowana i siedzi w ciupie) traktowało widza, jak popcorniakowego bezmóżdżka, który ma żreć żarełko, popijać pepsi, oglądać to, co ma przed sobą i nie patrzyć się na konsekwentność tego, co jest ukazywane i jak to jest dalej rozwijanie. Z drugiej strony w tej scenariuszowo-wątkowej paplaninie (reżyser tego nie uratował, niestety, ale aktorsko ogólnie na ,,5-", bo jedynie zawodziła mnie tępota kreacji postaci Cassie), znajduje się prawdziwa perła. ,,Perła", bo jest w tej dziwności całej tu łącznie opowiadanej historii tyle zagadkowości, tajemnic związanych z treścią MCU, że "Kwantomania" staje się jednym z najlepszych filmów tego Uniwersum Kinowego w historii pod względem tworzenia teorii, fanowskich rozkmin, debat na zlotach i Comic-Conach. Bo np. na ten moment możemy (m.in. w scenach w trakcie napisów końcowych i po nich) tylko domyślać się, czy istnieje
ktoś lub coś, co nazywa się - i w jakiej to subprzestrzeni/przestrzeni/wymiarze/abstrakcie przestrzeni przebywa - Kangiem Suprematorem, czy Kangiem Prime, który jest pierwszym, a może raczej jedynym Kangiem Zdobywcą, który niegdyś stanął przed obliczem źródła Multiversum i przejął kontrolę nad absolutnie wszystkimi wariantami Kangów, nad życiem w niezliczonych Wszechświatach, nad samymi Wszechświatami i czasem, ,,który nie jest tym, czym się wydaje że jest".
Sfera wizualna filmu, ale tylko i wyłącznie VFX effects, to jedna z najpiękniejszych, najpłynniejszych graficznie, kolorystycznie i kontrastowo (nie ma kłucia w oczy i zlewania się wszystkiego w jedną kupę) szat efektów komputerowych zastosowanych w filmach superbohaterskich (nie tylko MCU!), jakie w ogóle kiedykolwiek powstały. Graficy, artyści koncepcyjni i cała masa ludzi, która pracowała nad tym, jak stworzyć świat kwantowy w "Kwantomanii", skale planów filmowych, przejść montażowych jakie tu widzimy, zrobiła to cholernie dobrze. ,,Przestrzenią" Kwantów można było bawić się tu dowoli - naukowo/empirycznie to praktycznie rzecz, czy rodzaj zjawisk, której i których nie można sobie wyobrazić (sam nie wiem, jak to opisać). I ,,pobawiono się" w Kwantomanii wizualnie pod tym względem wybornie - tworząc ten świat graficznie, nie można było popełnić żadnego błędu, bo pośród Kwantów można było realizować to, na co tylko pozwoli wyobraźnia. Twórcom w "Kwantomanii" ta wyobraźnia bardzo pomogła i wyszło to wprost majestatycznie: tych całych proto-tworów kwantowych wg. pomysłu ekspertów Marvel Studios, całej tej fantasmagorii w kreacji nie da się w żaden sposób opisać! GENIALNIE to wyszło! AMAZING!
Całość "Kwantomanii", jako film, oceniam na: 7/10. Wysokie punkty noty, to zasługa efektów wizualnych. ,,Naturalności" w tym filmie było mało, ale nie zaważyło to na mojej ocenie tej produkcji.
I tu ciekawostka, "zagrała" ją w Arrowverse 
https://www.reddit.com/r/arrow/comments/20v7bm/guess_it_really_was_tara/
A'propos "Kwantomanii", mała osobista zagwozdka w tej kwestii: John Diggle z CWVerse (a, właśnie, wie ktoś, co się dzieje z serialem "DC's Legends of Tomorrow"? Z tego, co pamiętam nikt z showrunnerów czy z ,,białych kołnierzyków" CW nie mówił o oficjalnym zakończeniu serialu!) byłby bardzo dobrym Imperatorem Kangiem w MCU, gdyby... nie to ,,pierwsze wrażenie" i ta cholerna ,,pierwsza rola", którą jest bycie Johnem Diggle przez D. P. Ramsey'a.