ziomuś Clint spajał, w co za bardzo nie wnikałem, jakoś całość treści, bo chłop ,,przecie musiał uciekać przez złolami w dresach i Echo, żeby zdążyć... na Święta, przy okazji mając PTSD, czego żona zapewne nie zauważyła". A jak można psa nazwać ,,Pizzek" a potem zmienić imię na ,,Lucky" (czy jakoś tak). Mało tego, w finale sezonu pojawił się Kingpin... Problem w tym, że zrobiono z niego nieśmiertelnego antagonistę: przeżył detonację ładunku o potężnej mocy, wjazd w jego samego autem nagle przyspieszającym, przekazującym sporą energię kinetyczną, strzały z łuku... porażenia prądem i wiele, wiele innych atrakcji. Aktor odegrał Kingpina pięknie, no ale ten aspekt ,,wszechpotężności" jego samego... to nie Kapitan Ameryka, czy Thanos, gdyby miał albinizm

! Chyba że Fisk zniknął podczas ,,pstryknięcia" Thanosa i jakoś go to wzmocniło, gdy wrócił? A wiadomo, czy Fiska ów akt destrukcji połowy istnień we Wszechświecie ominął, czy raczej nie? Jeśli nie, to jak w dwa lata po powrocie, Wilson odbudował struktury swojej mafii i wpływy wraz z pozycją... przez dwa lata? I gdzie tu logika?
Za intrygę, zawiłości kryminalne, powiązania Fiska ze zbrodnią wynikającą z przebiegu fabuły serialu, oraz za grę Adamczyka, stawiam serialowi "Hawkeye" wysoką notę - tylko to o tym zadecydowało. I jest to ocena: 7/10.
I pamiętajcie: ocena ocenie nigdy nie jest równa. 9/10 i drugie 9/10 od jednego człowieka, to nie to samo. Jedna dwójka może być tak silna jak siódemka w 10-stopniowej skali oceny.