Tak było przy okazji też pierwszej fazy, która okazała się pierwszą fazą po kilku latach, przy okazji premiery Avengers. Nikt wcześniej nie mówił o fazach i sadze z kamieniami nieskończoności. Filmy łączyły się scenami po napisach, więc czwarta faza wcale nie odbiega od reguły. Jest wprowadzeniem, tak jak było przy pierwszej. I jest wszystko zgrabnie ułożone.
Czarna Wdowa - prequel wprowadzający dwie postaci istotne w przyszłych projektach, czyli Jelenę i Taskmastera.
Shang-Chi - origin kolejnego Mściciela, a do tego dostajemy ciekawostkę z pochodzeniem dziesięciu pierścieni.
Eternals - pół prequelowy film rozszerzający kosmos Marvela, przedstawiający nowe postaci, zagrożenia, a do tego wprowadzający kolejnego Mściciela, czyli Black Knighta, a także Blade'a.
Spider-Manów Trzech - ruszamy z multiversum, o którym była mowa już w dwójce. Dodatkowo filmy z poprzedniej fazy, czyli Kapitan Marvel i właśnie Spider-Man: Śmieszki w Wenecji były teaserami Secret Invasion.
Strange 2 - rozhulał multiversum i zapowiedział ciekawą trójkę, która może je pogłębić.
Thor 4 - tak naprawdę ten film poza nieznaną jeszcze rolą Love i pałacu poległych niewiele wnosi do rozwoju kolejnego eventu, ogólnie z sześciu filmów tej fazy, ten wypada najsłabiej.
Jakoś mam mieszane uczucia wobec planów na 5 i 6 faze. Za dużo tego w krótkim okresie czasowym. Czaję, że mają pomysły, jakoś im to wychodzi, nie chcą budować kolejne 10 lat pod grubszy event, dodatkowo dysponują młodsza obsadę więc projekty muszą szybciej realizować, żęby wiekowo stykało, no ale projektów jest dość dużo. Do Endgame łącznie 10 lat dochodzili.
Długo im zeszło to dochodzenie

Błąd wielokrotnie powielany w internetach. Tak naprawdę rozwój Infinity Sagi trwał dokładnie tyle, ile obecnej Sagi Multiverse. Czyli sześć lat. W pierwszych filmach MCU nikt nie myślał i nie wspominał o Infinity Sadze, aby było śmieszniej prawa do Iron Mana wróciły do Marvela, gdy New Line Cinema nie zrealizowała planowanego filmu z tym bohaterem w 2006 roku (Starka mógł zagrać aktor z Mumii, a Dolph "Punisher" Lundgren wcielić się w Crimson Dynamo, w obsadzie była też ukochana Strange'a). A pamiętajmy, że w 2008 roku, gdy zadebiutował Iron Man z RDJ Marvel Studios musiało dzielić się pieniążkami z Paramountem, który zajmował się dystrybucją ich filmów. Iron Man powstał nie z myślą o kamieniach nieskończoności, tylko był próbą zrobienia dobrego filmu, który zarobi sporo kasy na fali takich produkcji jak Spider-Many Raimiego, X-Men Singera czy nawet FF Tima Story'ego - może ktoś się śmiać, ale Fox wówczas trzepał na filmach komiksowych przyzwoitą kasę, a taką FF obejrzało w kinie więcej widzów niż np. Shazama czy ostatnie Suicide Squad lub Ptaki nocy. Ani Feige, ani MS nie myśleli wtedy o fazach, tylko chcieli z tego tortu ugryźć coś dla siebie.
Dynamika premier filmów MCU dekadę temu, a teraz również jest istotna. Do tego doszły seriale. Dla jednego obecne 6 lat przy nagromadzeniu różnego rodzaju widowisk będzie rozwleczoną sagą, a drugi powie, że 6 lat to krótko, bo wcześniej było długo. Było długo, bo trzeba było zrobić wprowadzenie do uniwersum i tak naprawdę wszystko zaczęło się krystalizować po pierwszej odsłonie Avengers. Mimo swej powtarzalności i pewnych mankamentów, Marvel ma tak doskonale przemyślany biznes filmowy, że DC nie dogoni go nigdy. Wolę oglądać takie filmy superbohaterskie Marvela z czwartej fazy niż potwory DC pokroju GL, Hexa, Wonder Woman 2, Ptaków nocy, poszatkowanej Ligi Sprawiedliwości czy okropnego BvS. Jedyną wartą uwagi i świeżą produkcją od DC jest Peacemaker, ale to tylko dlatego, że wypożyczyli na chwilę Jamesa Gunna. Ot, wpadka przy pracy im się zdarzyła.