Autor Wątek: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela  (Przeczytany 288155 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Pan M

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #675 dnia: Pn, 23 Sierpień 2021, 20:57:48 »
https://www.filmweb.pl/news/To+ju%C5%BC+pewne+Anthony+Mackie+gwiazd%C4%85+%22Kapitana+Ameryki+4%22-143535

Potężnie ziewnąłem. Mackie nie ma żadnej charyzmy, koleś usypia samą swoją obecnością na ekranie. W Altered Carbon zamulał tak samo jak w Marvelu. Falcon to był zawsze taki War Machine tyle, że od Capa Americi. Naprawdę kogokolwiek obchodzi ten typ?  ;D Przy takich wieściach zaczynam co raz mocniej wątpić w  tą niezawodną machinę MCU.

Znowu dostaniemy film od linijki, ale teraz taki, który nie będzie miał filaru w postaci naprawdę dobrego protagonisty i chociaż przyzwoitego aktora. Nie wiem czy MCU się kończy, ale jak dla mnie zaczyna wchodzić w okres jakiegoś otępiałego letargu.


BTW

Zwiastun Shang Chi w kinie zamulił mnie jeszcze bardziej niż obejrzany w domowym zaciszu.

Tymczasem "Krytycy będący na uroczystej premierze zgodnie chwalą nowe dokonanie Marvela, które dało nieoczekiwany efekt i znakomity rozrywkowy film. Czytamy, że całość jest złożona emocjonalnie i jest w tym nieoczekiwany aspekt duchowości. A do tego odważnie dziwaczna i oscylująca w ciekawych rejonach fantasy.

"Wszyscy jednak są zgodni co do jednego: sceny walk powodują opad szczęki z podziwu. Nazywają je najlepszymi scenami akcji w historii MCU, które są zrealizowane na poziomie jakiego te uniwersum jeszcze nie widziało. Dodają, że każda kolejna walka jest lepsza niż poprzednia. Mamy oczekiwać stylu kręcenia scen walk jak w najlepszych filmach akcji z Hongkongu. Do tego świetnie spisują się inspiracje kinem Jackiego Chana , o których swego czasu mówił reżyser. Bill Pope odpowiedzialny za zdjęcia do filmu najwyraźniej pamięta czasy Matrixów, w których potrafił świetnie kręcić walki."

 ;D Tak, każdy kolejny film to co raz lepszy od poprzedniego. Do tego inspiracje Jakcie Chanem.. yeah for sure. Tak samo jak Thor miał być szekspirowskim dramatem, Ant-man heist movie ale to wszystko gdzieś utonęło po zalaniu formą z typowego MCU. Jedyni twórcy, którzy zachowali chociaż częściowo autorski styl i  nie zostali zmiażdżeni naporem formuły to byli Bracia Russuo, Gunn i Waititi . Prawdę powiedziawszy to po obejrzeniu zwiastunów ja nawet nie mam ochoty iść na to do kina. Wszystko śmierdzi jakimś takim mega kaszaniastym, wypchanym badziewnymi stwrokami w cgi klimatem rodem jak jakieś kiepściutkie filmy komiksowe z początku lat 2000 spoza MCU.

sum41

  • Gość
Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #676 dnia: Pn, 23 Sierpień 2021, 22:44:23 »
Przeciez to film z azjatami wiec jest to WIELKIE WYDARZENIE KULTURALNE jak w przypadku Black Panther, ciekawe czy tez bednym dziecia z Chinatown beda rozdawć bilety na senas, pewno nie bo azjaci to najbardziej prawcowita, inteligentna i zaradna grupa w USA a nie tak nie mozna pisac sorry jestem nietolerancyjny w stosunku do innych mniej zaradnych ktorym sie niechce...

Offline nori

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #677 dnia: Cz, 26 Sierpień 2021, 07:34:08 »
What if miał pierwszy dość słaby odcinek, drugi był o niebo lepszy, trzeci także daje radę. O ile w pierwszym po prostu zrobili prostą podmiankę, to kolejne to już wprowadzanie o wiele więcej zmian, w tym bardzo fajnie zarysowane skutki takowych wydarzeń. I oczywiście tona nawiązań do filmów, smaczków jest tutaj od groma. Warto obejrzeć.

Online Castiglione

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #678 dnia: So, 28 Sierpień 2021, 01:25:27 »


Nadrobiłem kolejne dwa odcinki. Ten o T'Challi w komosie raczej słaby, taka naiwna i patetyczna historyjka, nachalnie kreująca Panterę na jakiegoś mesjasza, który rozmową nawet Thanosa przekonał do swoich racji... Serio? Sam Szalony Tytan wypadł dosyć słabo i szybko dał się załatwić, a fabuła jest mocno pretekstowa. Powiedziałbym, że odcinek na maks 5/10, czyli coś podobnego, jak ten o Captain Carter. Za to kolejna historia bardzo fajna - miałem już powoli skreślać ten serial, ale w tym przypadku się obronił. Historia jest zgrabnie poprowadzona, następstwa zmian wypadają całkiem logicznie i sam temat na odcinek interesujący. Do tego na plus wypadł Samuel L. Jackson, którego postawiono tu na pierwszym planie. Solidne 7/10 ode mnie.

Offline Pan M

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #679 dnia: So, 28 Sierpień 2021, 14:05:53 »
https://www.rottentomatoes.com/m/shang_chi_and_the_legend_of_the_ten_rings

Ciąg dalszy cyrku. Średnia % z ocen krytyków bardzo wysoka. Batman Begins, Joker i Hellboy mają mniejszy procent. Strasznie mi to śmierdzi casus Black Panthera, który był jednym z najgorszych filmów MCU co nie przeszkadzało krytykom ogłaszać go odkryciem całego gatunku.

"Your new favourite Avengers" " Best superhero film of 2021". Te zwiastuny MCU to już zaczynają śmierdzieć mentalną masturbacją. Filmu nie widziałem, ale coś nieszczególnie chce mi się wierzyć, że on generuje z wyjątkiem Chin taki hype co Spider-man 3 czy wyjdzie jakkolwiek poza formułkę, zbliżająca się do zabawy konwencją rodem ze Squadu Gunna. Te wstawki z Hulkiem, Iron Manem, klasyczną ekipą Avengers z innych filmów Marvela też zabawne, bo przecież poza logiem by ludzie nie skumali, że to ten sam świat no i próby kreowania na coś również ważnego w kontekście tego kinowego światku.

Jedyne co mnie interesuje naprawdę w kontekście tej produkcji, to czy Chiny pomogą się odbić finansowo od kiepskich zarobków komiksowych blockbusterów w tym roku.
« Ostatnia zmiana: So, 28 Sierpień 2021, 14:08:23 wysłana przez Pan M »

sum41

  • Gość
Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #680 dnia: So, 28 Sierpień 2021, 15:20:34 »
Nie pisz takich rzeczy bo zaraz cie okresla rasista albo nawet foliarzem a przeciez zyjemy w swiecie idealnym.

Offline Takesh

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #681 dnia: Wt, 31 Sierpień 2021, 08:24:34 »
Odnośnie BARDZO kiepskich zarobków twórców komiksowych i filmów na podstawie ich twórczości (przypomnę 5000$ jeśli się upomną), to tutaj macie zarobki RDJ za jego filmy....

https://www.cbr.com/robert-downey-jr-paid-mcu-films/

Offline Kot Tip-Top

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #682 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 02:30:42 »
Liczę że Shang-Chi mi naprawi Mandaryna i "Iron-man 3" będzie się oglądać jako teaser czegoś prawdziwego...

Offline OokamiG

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #683 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 15:37:35 »
Niestety nie naprawił.

Offline nori

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #684 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 21:24:45 »
Jak w ogóle wypada Shang-Chi, oglądał już ktoś? Warto wybrać się do kina?

Offline OokamiG

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #685 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 22:56:27 »
Całkiem spoko, lepsze niż  Black Widow, choć ma dołki i finał jest dziwny.

Offline xanar

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #686 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 23:03:58 »
Słyszałem, że ten film to nie o nim jest tylko bardziej o jego siostrze.
Twój komiks jest lepszy niż mój

Offline OokamiG

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #687 dnia: Nd, 05 Wrzesień 2021, 23:53:29 »
Jest jej sporo, ale Shanga jednak więcej.

Offline Teli

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #688 dnia: Pn, 06 Wrzesień 2021, 08:33:40 »
Byłem z dzieciakami, o ile młodzież bawiła się dobrze o tyle mi się nieco przysypiało. W fotel nie wryło i po dwóch dniach większa część filmu zdążyła już ulecieć mi z pamięci. Dla mnie kolejna z nudnych genez czyli znowu od zera do bohatera z bolączką "Czarnej pantery" czyli mocnym włażeniem w dyszel określonej nacji. Film ma momenty ale dla mnie to zdecydowanie za mało, no nie zachwycił i tyle już lepiej mi się oglądało "Kapitan Marvel", a to o czymś świadczy :P
Generalnie jak kogoś ma zajawkę na azjatyckie klimaty to może sobie dodać 2 punkty dla mnie marvelowski średniak na 5/10.

Po seansie nie nastawiam się jakoś specjalnie na "Eternals", choć dzieciaki pewnie mnie do kina wywleką. Mam jednak nadzieję że pajączek trochę poprawi moje uczucia do MCU mocno nadszarpnięte przez dwa ostatnie filmy :)

Offline Jaxx

Odp: MCU a.k.a. Kinowe Uniwersum Marvela
« Odpowiedź #689 dnia: Pn, 06 Wrzesień 2021, 08:56:48 »
Słyszałem, że ten film to nie o nim jest tylko bardziej o jego siostrze.

Nie, film jest zdecydowanie o Shangu, ale to ona jest tutaj o wiele ciekawszą, intrygującą postacią, z dużo większą charyzmą i przyćmiewa Shanga w każdej scenie razem. Sam Shang charyzmy za wiele nie ma (zyskuje jej nieco dopiero pod koniec, ale i tak na krótko), ale wybrania się sympatycznością. Potencjał w nim był, ale widać twórcy postawili na coś innego. Może kolejne występy coś zmienią w tej materii.

Sam film to dla mnie taki mocny średniak - w porządku, ale bez jakichś rewelacji. Raczej dolna połówka MCU (taki poziom pierwszego Thora, Iron-Mana 2 czy Doktora Strange). Dużo bardziej podobała mi się jednak Black Widow, tutaj w pewnym momencie złapałem się na tym, że tak naprawdę średnio mnie obchodzą losy postaci (poza siostrą). Fabularnie też mogłoby być nieco lepiej, ale ogólnie wpasowywało się to w standard Marvela, więc chyba nie ma co narzekać.

Ale na pewno krzywdą dla tego filmu jest nazywanie go azjatycką Czarną Panterą (czyli jak dla mnie drugim najgorszym, tuż po Ragnaroku, filmie MCU), bo to są dwa kompletnie inne filmy i chyba po raz pierwszy MCU faktycznie wywiązało się z obietnic, że nie dostaniemy typowego originu. Czarna Pantera miała tonę kulturowego nadęcia, tutaj nie ma tego w ogóle - azjatyckie korzenie są oczywiście widoczne, ale podawane są w bardzo wyważony, nienachalny sposób.

O głównym bohaterze napisałem wyżej, natomiast kompletnym nieporozumieniem jest tutaj jego side-kickowa przyjaciółka, grana przez Awkwafinę, która jak dla mnie jest chyba obecnie najbardziej irytującą aktorką i w każdym filmie, w jakim się pojawi, gra w ten sam zmanierowany sposób. Może już ramoleję, ale nie bardzo potrafię zrozumieć jej popularność. Robi tutaj za element komiczny i chociaż, przyznaję, kilka jej żartów jest niezłych, a pod koniec ta jej "manieryczność" nieco zostaje wytłumiona, to jednak ogólnie bardziej męczy niż bawi. 

Zaznaczyć też warto, że film mocno stoi na własnych nogach - chyba od dawna MCU nie wypuściło filmu tak mało nawiązującego do reszty uniwersum (poza sceną po napisach rzecz jasna - bardzo intrygująca, z cameo kilku znanych postaci, która daje podłoże na kontynuowanie wątku pierścieni w przyszłości) i to się liczy na plus. Widać, że jest to próba budowania czegoś nowego i to podejście bardzo mi się podoba. Jest co prawda jeden wątek nawiązujący do Iron-Mana 3, ale wszystko co trzeba wiedzieć, aby się w nim odnaleźć jest tutaj powtórzone.

Spoiler: PokażUkryj
Ten wątek to oczywiście sławny/niesławny Mandaryn w wykonaniu Trevora Slattery'ego. Twórcy powracają tu do tej postaci, chyba niejako zmuszeni okolicznościami i dają nam jeden z najgłupszych wątków w MCU. Pomijam kuriozalność tej postaci, już odstająca od klimatu w Iron-Manie 3, ale sposób wprowadzenia jej tutaj dla mnie jest kompletnie niestrawny - jedna z najgroźniejszych organizacji terrorystycznych na świecie wyrwała go z więzienia by go stracić za podszywanie się pod ich szefa, ale nie pozbawiła go życia, bo spodobał się im sposób monologu Makbeta i chcieli go więcej oglądać? Serio? Takie to trochę... żenujące wyszło. I przy okazji zrobiło dziurę w fabule, bo zwierzątko, które ten trzymał w swojej celi, pochodzi z wioski, którą od wielu lat próbuje znaleźć sam Wenwu i ono zna do niej drogę, na co nikt inny nie wpadł. Można było to chyba lepiej rozegrać...   


Sam Mandaryn zaś... no cóż, moim zdaniem raczej nie wejdzie do grona dobrze wykorzystanych złoczyńców MCU. Charyzmę ma potężną, ale zawdzięcza to jedynie odgrywającemu go aktorowi, nie zaś scenariuszowi. Ten każe jedynie uwierzyć na słowo w to, jak bardzo potężny i złowrogi on jest, nigdy tak naprawdę tego nie pokazując. Poza sceną otwierającą, gdzie tłucze wrogą armię przy pomocy pierścieni, co zrobiłby każdy mając taki artefakt, tak naprawdę nie widać ani jego własnej potęgi, ani potęgi jego armii. Ma co prawda rzeszę wyszkolonych wojowników, którzy mogą siać postrach, ale jak dla mnie, ten postrach był jakiś taki... lokalny. Trochę za mało na ogólnoświatową, wszechpotężną organizację. Zdecydowanie tu czegoś mi zabrakło. Plusik natomiast za napędzającą go motywację, inną niż wyświechtane "podbijanie świata" (a przynajmniej w fabule filmu, bo świat rzekomo ma wcześniej już podbity ;) ). Czy został naprawiony, to trudno jednoznacznie stwierdzić. Moim zdaniem nie do końca, można było z niego wyciągnąć dużo więcej.

Natomiast absolutnym majstersztykiem są walki - szybkie, dynamiczne, z wykorzystaniem otoczenia, w najlepszym stylu mistrzów Jackie Chana i Jeta Li. Momentami przypominało to nawet "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka". Czegoś takiego w MCU rzeczywiście dotąd nie było; dynamika walk, sposób ich pokazania - bez szybkich, szarpanych cięć, ale na długich ujęciach - to zdecydowanie klasa sama w sobie. Winter Soldier miał kapitalną, uliczną choreografię walk. Tutaj jest wycyzelowana do maksa, bajecznie precyzyjna choreografia azjatyckiej sztuki walki, w którą włożono ogrom wysiłku. Temu aspektowi nic nie można zarzucić i można tylko marzyć, jak wyglądałaby ekranizacja Iron Fista w takiej estetyce. Ale tej raczej nie doczekamy...

Finał to już standardowe, marvelowskie CGI, napakowane efektami z najwyższej półki. Jeżeli ktoś to lubi, będzie zachwycony, ale to prawda, że nieco odstaje od reszty estetyki filmu i pewnie dlatego wydaje się dziwne. Mi się podobało - gdyby tego nie było, chyba znowu czegoś by mi zabrakło. Więc jak dla mnie finał był w porządku.

Reasumując - film ogólnie w porządku, ale z szeregiem mniejszych bądź większych wad ciągnących go w dół. Ogólnie oglądało mi się przyjemnie i nie żałuję straconego czasu. Na pewno z czasem obejrzę go ponownie, jak już zasili półkę z Blu-Ray. Zamykając się w cyferkach, powiedziałbym 6/10. 
« Ostatnia zmiana: Pn, 06 Wrzesień 2021, 09:08:31 wysłana przez Jaxx »