Jeszcze nie tak dawno myślałem, że jakże sławetne MCU na zawsze będzie kojarzyć mi się tylko i wyłącznie z filmem. Seriale w Kinowym Uniwersum Marvela? Panie, ,,dej Pan spokój"; kto by w ogóle zawracał sobie tym głowę?! A tu, proszę, przyszło zdziwienie niespodziewanie, gdy się okazało, że wizjoner współczesnego kina rozrywkowego, Kevin Feige, potrafi myśleć w materii MCU o serialach właśnie. Ha! "WandaVision" to dopiero początek wspaniałej popkulturowej podróży. Mało tego, nie zdziwiłbym się, gdyby medium małoekranowe sprawdziło by się dla tego Uniwersum na tyle, aby mówić tu o przewadze seriali nad filmami na przyszłość. A jeśli chodzi o "WandaVision": z oglądaniem tego serialu się... na razie wstrzymam. Wiadomo, że skoro my polscy widzowie doświadczamy tej produkcji, to w większości doświadczamy jej w wiadomy sposób, przy czym nie mówię, że nie jest to nielegalne (należy wiedzieć i rozumieć to, co to pojęcie oznacza). Obejrzę ów serial, gdy pojawi się więcej dla niego epizodów; aż nie mogę się doczekać, gdy zanurzę się w jego treści - w licznych smaczkach, nawiązaniach, easter-eggach, i w końcu kreacjach postaci, które pokażą (mam nadzieję) swój pełny potencjał. Ha! I jeszcze jedno: premiera platformy streamingowej "Disney +" w Polsce spowoduje, że wszystko obejrzę jeszcze raz w tym skalowanym, solidnym 4K. Bang!
Na wszechpotężnego Doopa, taki plakat, w orientacji pionowej to ja rozumiem! Lekka inwestycja, w sam raz na mniejszą ścianę do pokoju, chociaż i tak miejsca coraz mniej...
