Miałem jeszcze nie zabierać się za WandaVision i poczekać na całość, ale wymiękłem mając świadomość, że potrwa to do marca i... kurcze, po co to zrobiłem?! Teraz muszę czekać na każdy odcinek kolejny tydzień...
Rany, jakie to jest dobre! Nigdy mi specjalnie nie przeszkadzało oglądanie po raz n-ty konwencji MCU (bo w końcu taką sobie wypracowali, więc takiej się trzymają), ale tutaj to istotnie jest jak przyjemna bryza po upalnym dniu. Po trzech odcinkach za dużo oczywiście powiedzieć się nie da, można tylko zgadywać, jak się to dalej potoczy, ale cała ta umowna fasada amerykańskiego sitcomu słusznie okazała się być jedynie środkiem do celu, a nie celem w samym sobie. Niby było jasne od początku, że coś tu nie gra i to jakiś rodzaj iluzorycznej rzeczywistości ale obserwowanie jak ten świat zaczyna powoli "pękać" jest niesamowicie wciągające i wielokrotnie wzbudza niepokój nagłą zmianą tonu. A finał 3 odcinka, chociaż pokazywany już w trailerach i spodziewany, robi mimo to niesamowite wrażenie.
Kolejnym wielkim plusem jest obsada - zarówno Vision, jak i Scarlet Witch nie mieli za dużo czasu ekranowego by wybrzmieć dobrze w filmach kinowych, więc tutaj odbijają to sobie z nawiązką. W końcu widać potencjał tych postaci, idee za nimi stojące, a aktorzy, mający w końcu większe pole do popisu, wykorzystują to maksymalnie - bawią się swoimi postaciami, grają lekko, z luzem i wyczuciem konwencji. A momenty, w których zaczynają rozumieć, że coś jest nie tak i przeskakują z tej zamierzenie wymuszonej i głupkowato-sitcomowej konwencji w poważniejsze tony, autentycznie przyprawiają o dreszcz emocji. Bryluje tutaj Elizbeth Olsen, której zmiana zachowania na wspomnienie o bracie i groźba widoczna w spojrzeniu i głosie, daje sporo do myślenia, jak to się dalej potoczy i co będzie się działo z tą postacią w 4 fazie MCU.
No i do tego odcinki napakowane są ogromną (OGROMNĄ!) ilością smaczków i nawiązań, zarówno do Marvela, MCU jak i całej popkultury, które można wybierać jak z najlepszego bufetu.
Podsumowując: jestem niezwykle zadowolony z tego, czym okazał się ten serial i czekam z niecierpliwością na więcej. Jeżeli taki poziom (albo chociaż zbliżony) będą prezentować wszystkie seriale MCU (zarówno pod kątem realizacji, gry aktorskiej, jak i zaangażowania w kreowanie świata), to decyzja o takim rozwoju uniwersum i rzeczywistym współistnieniu z filmami, będzie istotnie strzałem w 10.