Mi się nawet She - Hulk podobał, ale ma mnóstwo niedociągnięć, które wypadałoby naprawić. Mocnym punktem jest Tatiana Maslany, która dobrze radzi sobie w roli, ale niestety odcinki są za krótkie. W zasadzie nie ma drugiego planu, nie ma postaci drugoplanowych, których widz może poznać, sympatyzować z nimi, co za tym idzie nie ma też rozwijania relacji między postaciami. Nawet motywacje takich przeciwników jak Titania, która pojawia się w kilku odcinkach są nieodgadnione, niby ta postać jest, ale w nic o niej nie wiemy - chciała przywłaszczyć markę "She - hulk", pojawiła się na weselu, gdzie ot tak dała łupnia Jen i wywiązała się walka.
Za mało i zbyt krótkie są sprawy ludzi z mocami, w serialu powstał specjalny dział prawny po to, aby zajmować się tym, a dostaliśmy niewiele - sprawa gościa, który zawierał małżeństwa i fabrykował swoją śmierć i zmiennokształtna istota z Asgardu. Spodziewałem się, że te procesy będą szalone, surrealistyczne, absurdalne, a w zasadzie niewiele dostałem. Niby smaczek dostałem, gdy pojawił się Murdock, wtedy dobrze pokazali, jak by to mogło wyglądać, ale to w zasadzie szybkie kilka minut, a nawet nie. Podczas procesu oskarżony powinien mieć monologi, charyzmatycznie na sali przemawiać do ławy przysięgłych, czy zawile tłumaczyć swoje motywacje, aby uniknąć odsiadki. To z pewnością jest do poprawy.