Autor Wątek: Marvel kontra DC i inne filmy  (Przeczytany 6807 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Neofita

Marvel kontra DC i inne filmy
« dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 11:09:56 »
Niektórzy umieją uzasadnić dlaczego im się nie podobało, np Gieferg wyżej. Ja nic nie mam do czyjejś opini, ale widzę po większości osób że nawet nie umieją uzasadnić dlaczego DP to taki zły film. Disneydrony zrobiły swoją robotę. Kolejny sukces. :)

Podoba mi sie pierwsza czesc wypowiedzi, ale... mam pytanie o zakonczenie posta.

Czy jesli lubie (niebezwarunkowo) filmy MCU, to czy jestem Disneydronem? Czy dopiero jesli jednoczesnie lubie filmy MCU i Foxa (co akurat jest faktem w moim przypadku), to czy dopiero wtedy moge mienic sie posiadaczem swojej wlasnej opinii? Imo to troche niebezpieczne wchodzic w dyskusje z takimi kategorycznymi stwierdzeniami typu DCEU/MCU/Fox-dron, etc., bo to bardzo szybko szufladkuje ludzi, ktorzy lubia cos innego niz ja i narzuca dosc protekcjonalny sposob dyskusji. Ewentualnie, to byl przytyk do tego, ze ktos objechal cos Foxowego, to na pewno lubi MCU, ergo - jest oplaconym dronem?

Wychowany w dobie TM-Semic mam soft spot dla kazdego superbohaterskiego filmu, niewazne z jakiej stajni wychodzi. Oczywiscie cierpie jak ogladam cos, co moim zdaniem jest zmarnowana szansa na cos o wiele lepszego (np. BvS, SS), ale nie uwazam, ze cos wnosi do dyskusji wejscie na forum i na przyklad jechanie z gory na dol fanow wizji Zacka Snydera. Bo przeciez oni na pewno "sa zaslepieni miloscia do style over substance i nie wiedza co to dobry film". W ten sposob wlasnie tworzymy te oslawione wojny DC vs Marvel, etc., ktorych nie jestem w stanie zrozumiec. Czy nie mozna po prostu lubic czegos za to, jakie jest, a nie dlatego, ze ma jakies logo? Te uogolnienia to slepa uliczka i wynosi te negatywne emocje na jeszcze wyzszy poziom.

Swoja droga, jest faktem, ze slepe chwalenie/ganienie filmow jest dzis plaga (przykladowo - jesli film X ma reshooty, to na pewno sa to kosmetyczne poprawki na korzysc filmu, a jesli film Y, to dlatego, ze studio probuje ratowac sie przed kosmiczna porazka). Ale jest to wlasnie sposob dzialania, z ktorym powinno sie walczyc oddolnie, na takich forach. Wchodzenie w retoryke - nie zgadzasz sie ze mna, wiec jestes dronem, to  zmutowana wersja powyzszego. We are better than that :).

Offline R~Q

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #1 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 11:34:09 »
Disneydron to nie ktoś, kto lubi filmy z MCU. Disneydron to ktoś, kto uważa, że "tak właśnie powinny wyglądać filmy superbohaterskie!!!11". Czyli: wspólne uniwersum, kąśliwe żarty dające iluzję "chemii" między bohaterami, sceny po napisach itd., i wszystkie inne nieodłączne elementy MCU.

Przypomnij sobie, jak jechano po MoS i BvS, że są "za mroczne". Przypomnij sobie tych, co gadali "Nie powinna powstawać Justice League, powinni najpierw przedstawić każdego bohatera w jego solowym filmie, team movie później", ale nie gadali tak przy Strażnikach Galaktyki. Przypomnij sobie typków, co gadają "nareszcie X-Meni wracają do domu; tam, gdzie powinni być od samego początku, czyli pod opiekuńcze skrzydła wspólnego uniwersum Marvel Studios :))) teraz jeszcze Sony, hehe".

To są marveldrony.

John

  • Gość
Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #2 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 12:20:19 »
Neofita, nigdy nie chciałem tworzyć śmiesznych podziałów my kontra oni, a rywalizacja między Marvelem i DC wśród fanboyów jest dla mnie tak samo jałowa i bezzasadna co bitki pod stadionem po meczu. Schemat jest identyczny, to nie są fani futbolu ani filmów, to frustraci którzy muszą mieć ujście swoich negatywnych emocji. Ci bardziej frontalni i uzależnieni od adrenaliny idą na ulicę się bić, inni robią to przed ekranem komputera.

Nigdy nie nazwałbym fana czegokolwiek dronem, ale jest dla mnie różnica między fanami wyrażającymi swoje negatywne lub pozytywne emocje, a zwykłymi nagabywaczami którzy stają w internecie na rzęsach byleby zdeklasować konkretny projekt. Nie użyłem nigdzie słowa "opłaceni" tu na forum. Za to nieźle mnie wyniuchałeś bo czasem go używam w prywatnych rozmowach :D ma to dla mnie jedynie zabarwienie ironiczne i humorystyczne. Nie będę się zagłębiał czy wynajmowanie trolli jest realne czy możliwe, zostawmy teorie spiskowe ich pasjonatom.

Nie lubię również tej popularnej insynuacji która tworzy wokół różnych dzieł mit miernoty. Polecam wejść na którąś z grup Facebookowych o komiksach lub filmach i napisać że jest się fanem Zacka Snydera, to przyjdzie 50 osób bez merytorycznych uwag o jego pracy, a z toną żartów niskich lotów, memów, i linkami do filmów ich opiniotwórczych guru z YouTube, których słowa spijają bezkrytycznie jak śmietankę. I tak stworzył się trend w internecie, że by lubić filmy Snydera czy nawet samo Batman v Superman trzeba być nastoletnim idiotą i edge lordem w okresie buntu i trądzikiem. Nie podyskutujesz o tym, bo "rozmówcy" będą ciągle manifestować swoją wyższość nad Twoją niepopularną opinią. Zostaniesz zakrzyczany, bo Ci którzy powtarzają po innych są zawsze najgłośniejsi. Nic tak im dobrze nie smakuje, jak wykrzykiwanie cudzej ideologii. Podejrzewam że to przez ich potrzebę przynależności. Nie tyczy się to wszystkich, tym razem to zaznaczam od razu.

Ludzie spijali latami wszystko co powiedziało się w telewizji, teraz robią to samo z internetem. Przypomniało mi się jak pewien youtuber ze 100 tysiącami subskrypcji wpadł na grupę pod dyskusję o filmie Snydera i napisał "Oho, jeszcze widzę ostali się ludzie którym można wysrać historyjke na poziomie Batman & Robin, ubrać w mroczne churki i myślą że dostalo mroczny i poważny film". Ten pan to był Łukasz Stelmach, facet którego osobiście sobie cenię wysoko. Ale to że go lubię i jestem widzem, nie znaczy że każdemu szlamowi który ktoś wyrzuci będę przyklaskiwać. Dobrze by były żeby ludzie mieli więcej krytycyzmu wobec swoich idoli.

Gdybym nie cenił sobie dyskusji i odmiennej opini, nie byłoby mnie na tym forum. Potrafię zrozumieć każdy pogląd nawet jeśli w głębi serca uważam go za wynikający z ignorancji lub niezrozumienia materiału omawianego, ale robienie celowo czarnego PR i nagabywanie, wyśmiewanie, bez argumentów, ślepe zapatrzenie... Tego nie lubię. Nie lubię kółek wzajemnej adoracji. W internecie konstruktywna krytyka to 20% całości, reszta to zwyczajne powtarzanie cudzych banałów, spam, i dziecinna rywalizacja, jakby było o co rywalizować. Schemat igrzyskowej mentalności jest obecny również w naszym fandomie.

Offline Neofita

Odp: X-Men (Fox 2000-2019)
« Odpowiedź #3 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 12:26:32 »
Neofita, nigdy nie chciałem tworzyć śmiesznych podziałów my kontra oni, a rywalizacja między Marvelem i DC wśród fanboyów jest dla mnie tak samo jałowa i bezzasadna co bitki pod stadionem po meczu. Schemat jest identyczny, to nie są fani futbolu ani filmów, to frustraci którzy muszą mieć ujście swoich negatywnych emocji. Ci bardziej frontalni i uzależnieni od adrenaliny idą na ulicę się bić, inni robią to przed ekranem komputera.

Nigdy nie nazwałbym fana czegokolwiek dronem, ale jest dla mnie różnica między fanami wyrażającymi swoje negatywne lub pozytywne emocje, a zwykłymi nagabywaczami którzy stają w internecie na rzęsach byleby zdeklasować konkretny projekt. Nie użyłem nigdzie słowa "opłaceni" tu na forum. Za to nieźle mnie wyniuchałeś bo czasem go używam w prywatnych rozmowach :D ma to dla mnie jedynie zabarwienie ironiczne i humorystyczne. Nie będę się zagłębiał czy wynajmowanie trolli jest realne czy możliwe, zostawmy teorie spiskowe ich pasjonatom.

Nie lubię również tej popularnej insynuacji która tworzy wokół różnych dzieł mit miernoty. Polecam wejść na którąś z grup Facebookowych o komiksach lub filmach i napisać że jest się fanem Zacka Snydera, to przyjdzie 50 osób bez merytorycznych uwag o jego pracy, a z toną żartów niskich lotów, memów, i linkami do filmów ich opiniotwórczych guru z YouTube, których słowa spijają bezkrytycznie jak śmietankę. I tak stworzył się trend w internecie, że by lubić filmy Snydera czy nawet samo Batman v Superman trzeba być nastoletnim idiotą i edge lordem w okresie buntu i trądzikiem. Nie podyskutujesz o tym, bo "rozmówcy" będą ciągle manifestować swoją wyższość nad Twoją niepopularną opinią. Zostaniesz zakrzyczany, bo Ci którzy powtarzają po innych są zawsze najgłośniejsi. Nic tak im dobrze nie smakuje, jak wykrzykiwanie cudzej ideologii. Podejrzewam że to przez ich potrzebę przynależności. Nie tyczy się to wszystkich, tym razem to zaznaczam od razu.

Ludzie spijali latami wszystko co powiedziało się w telewizji, teraz robią to samo z internetem. Przypomniało mi się jak pewien youtuber ze 100 tysiącami subskrypcji wpadł na grupę pod dyskusję o filmie Snydera i napisał "Oho, jeszcze widzę ostali się ludzie którym można wysrać historyjke na poziomie Batman & Robin, ubrać w mroczne churki i myślą że dostalo mroczny i poważny film". Ten pan to był Łukasz Stelmach, facet którego osobiście sobie cenię wysoko. Ale to że go lubię i jestem widzem, nie znaczy że każdemu szlamowi który ktoś wyrzuci będę przyklaskiwać. Dobrze by były żeby ludzie mieli więcej krytycyzmu wobec swoich idoli.

Gdybym nie cenił sobie dyskusji i odmiennej opini, nie byłoby mnie na tym forum. Potrafię zrozumieć każdy pogląd nawet jeśli w głębi serca uważam go za wynikający z ignorancji lub niezrozumienia materiału omawianego, ale robienie celowo czarnego PR i nagabywanie, wyśmiewanie, bez argumentów, ślepe zapatrzenie... Tego nie lubię. Nie lubię kółek wzajemnej adoracji. W internecie konstruktywna krytyka to 20% całości, reszta to zwyczajne powtarzanie cudzych banałów, spam, i dziecinna rywalizacja, jakby było o co rywalizować. Schemat igrzyskowej mentalności jest obecny również w naszym fandomie.

EDIT: Po namysle jednak wstawilem jednak caly Twoj post, John.
Po pierwsze - jakbys kiedys go zmodyfikowal/usunal, wolalbym go tutaj miec w oryginalnej postaci.
Po drugie (a powinno byc po pierwsze :) ) - to jest tak ladnie i rzeczowo napisane, ze rece same skladaja sie do oklaskow, i im wiecej takich postow na tym forum, tym lepsza jego jakosc. (W ogole, to wciaz mnie dziwi jak czasem biednie wsrod czytaczy komiksow wyglada jakosc rzeczonych postow, ale ostatnio moja lepsza polowa zwrocila mi uwage, ze w komiksach w sumie to jest de facto wiecej ogladania niz czytania :P. Ech, kobiety i te ich zawsze sluszne opinie ;).)

Cala reszta sie nie zmienia:
Dziekuje za rzeczowe wyjasnienie.
Tym razem podpisuje sie obiema rekami i nogami pod Twoimi slowami.  :D
« Ostatnia zmiana: Pn, 17 Czerwiec 2019, 16:24:24 wysłana przez Neofita »

Offline Marvelek

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #4 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 13:57:22 »
To o czym piszesz John, to niestety znak naszych czasów - 20 albo 30 lat temu wystarczyło nakręcić film, puszczać trailery w TV, kilka wywiadów z twórcami i tyle. Dzisiaj promocja filmu to przemysł nie mniejszy niż produkcja samego filmu. MCU wprowadziło pewien, w moim przekonaniu bardzo zły model, opowiadania historii superbohaterskich. Jest to jednak na tyle silne, że wszystko to, co nie podpada pod ten schemat a dotyczy superbohaterów z góry jest złe, słabe i nic nie warte. Przekaz ma być jasny - tylko MCU potrafi kręcić tego typu filmy. John pisał o radości i postulatach recenzentów, którzy cieszą się, że X-Men zostali wchłonięci przez filmowe Uniwersum Marvela, ale dokładnie takie same opinie wyrażane były (i są) po kasacji marvelowskich seriali na Netflixie. Słyszałem już opinie, że serial Loki będzie prawdziwą bombą, o wiele lepszą niż wszystkie seriale z Netflixa razem wzięte a przecież serial nawet jeszcze nie został nakręcony.
Ciekaw jestem natomiast jaka jest rzeczywista skala pozytywnego odbioru MCU przez widzów. Pamiętam jak przy okazji "Infinity War" mówiono jaki to genialny i emocjonalny film, ktoś nawet rzucił tekstem, powtarzanym potem w różnych recenzjach i na forach, że po pstryknięciu na sali zrobiła się "atmosfera jak na pogrzebie", że zapadła cisza a przy okazji "Końca gry", słyszałem o kilkakrotnym biciu braw na seansie. Zastanowiło mi, gdzie Ci podcasterzy chodzą do kina? Serio, ludzie w taki sposób reagują?

Offline Neofita

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #5 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 14:24:47 »
(...)
MCU wprowadziło pewien, w moim przekonaniu bardzo zły model, opowiadania historii superbohaterskich. Jest to jednak na tyle silne, że wszystko to, co nie podpada pod ten schemat a dotyczy superbohaterów z góry jest złe, słabe i nic nie warte. Przekaz ma być jasny - tylko MCU potrafi kręcić tego typu filmy.
(...)

Pytanie 1 - Opisz prosze wiecej w kwestii tego "modelu". Na czym polega i czy kazdy film MCU bez wyjatku jest wedlug niego robiony? (Wiem, ze jest co najmniej kilka gotowych definicji 'Marvel Formula', ale chcialbym znac Twoje spojrzenie na temat).

Pytanie 2 - Kto/kiedy/gdzie/jak ustalil ten schemat i jak jest on egzekwowany (rozumiem ze chodzi o recenzje/opinie)? (Jak wyzej - sa rozne teorie, ale zakladam, ze masz swoje spojrzenie na temat).

John pisał o radości i postulatach recenzentów, którzy cieszą się, że X-Men zostali wchłonięci przez filmowe Uniwersum Marvela, ale dokładnie takie same opinie wyrażane były (i są) po kasacji marvelowskich seriali na Netflixie. Słyszałem już opinie, że serial Loki będzie prawdziwą bombą, o wiele lepszą niż wszystkie seriale z Netflixa razem wzięte a przecież serial nawet jeszcze nie został nakręcony.

Jesli ogolny konsensus wsrod widzow odwiedzajacych kina (nie lubie tego argumentu, ale matematyka jest bezlitosna), jest taki, ze MCU > FOX, to naturalne jest, ze wiekszosc ludzi (czytaj: widzow superbohaterskich historii, fanow i causal goers) cieszy sie z faktu, ze X-Men beda/sa w MCU. Co do seriali Netflixa - ja raczej slyszalem glownie negatywne opinie o kasacji i zal, ze MCU nie chcialo tego swiata integrowac z filmami juz pare lat wczesniej. Ale jak widac - kwestia chyba zrodel informacji. Powiedzialbym, ze nie ma jednego obozu opiniotworczego. Zgadzam sie tez, ze robienie over-hype'u (jak i antyhype'u) przed premiera to dzialanie niefajne (i moze skonczyc sie zle dla studia).

Ciekaw jestem natomiast jaka jest rzeczywista skala pozytywnego odbioru MCU przez widzów. Pamiętam jak przy okazji "Infinity War" mówiono jaki to genialny i emocjonalny film, ktoś nawet rzucił tekstem, powtarzanym potem w różnych recenzjach i na forach, że po pstryknięciu na sali zrobiła się "atmosfera jak na pogrzebie", że zapadła cisza a przy okazji "Końca gry", słyszałem o kilkakrotnym biciu braw na seansie. Zastanowiło mi, gdzie Ci podcasterzy chodzą do kina? Serio, ludzie w taki sposób reagują?

Ogolny pozytywny odbior MCU przez widzow jest niestety (dla wrogow zapchlonego Disneya) faktem. Jak pisalem wyzej - te wyniki kasowe i krytyczny konsensus nie biora sie znikad (i to od ponad dekady, choc ja uwazam, ze ostatnie filmy sa coraz bardziej nierowne i zaczynaja byc skazone Hollywodzka agenda).
Przylozmy tez wlasciwa miare - oklaski/porownania do jakichs wielkich dziel? Nie robmy sobie jaj. To jest blockbusterowa rozrywka, niektore filmy przemycaja to i owo, ale to jest Marvel, nie robmy ludziom wody z mozgu, ze to jakis Obywatel Kane kina rozrywkowego.

Czy ludzie klaszcza po seansie? W Polsce raczej nigdy (?). Widzialem prawie kazdy film superbohaterski w roznych kinach w Polsce i w pamieci mam tylko jak dwoch nastolatkow bilo brawo w trakcie Venoma, kiedy Symbiot zjadl komus glowe.

Sugeruje, zeby nalozyc filtr na wszystkie skrajne opinie (odrzucic wszystkie ochy/achy oraz te potepiajace wszystko w danej produkcji), ktore slyszymy. A najlepiej ogladac film bez uprzedniego poznania opinii (lub "opinii" ;)) innych. W XXI wieku jest to bardzo trudne, ale nie niemozliwe.
« Ostatnia zmiana: Pn, 17 Czerwiec 2019, 16:26:31 wysłana przez Neofita »

Offline R~Q

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #6 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 14:32:33 »
To o czym piszesz John, to niestety znak naszych czasów - 20 albo 30 lat temu wystarczyło nakręcić film, puszczać trailery w TV, kilka wywiadów z twórcami i tyle.
Oraz ekskluzywne zaproszenia na pokazy przed premierą dla czołowych "krytyków" połączone z rozdawaniem im prezentów. Przypominam, jaki był smród, gdy przy produkcji MoS nie dopuszczono żadnych dziennikarzy na plan, żadnych spotkań mediów z twórcami, żadnego pokazu przed premierą. To Nolan nalegał, by zachować taką semi-tajemnicę, już nie pamiętam, jakie miał motywy, ale opowiadał o nich. Przypominam, że Nolan miał bardzo duży wpływ na początek DCEU, właściwie to on "kickstartnął" go i nadał poważniejszy klimat (można było liczyć na sukces, bo dosłownie 2 lata przez MoS zakończyła się b. dobrze odebrana "Trylogia Mrocznego Rycerza"). Ale "krytycy" tego nie wybaczyli. Przy BvS było podobnie.

Potem WB się nauczyło, że promować film trzeba nie wśród fanów, ale wśród "krytyków", podcasterów i innych influencerów - dzięki temu WW i Aquaman odniosły taki sukces.

przy okazji "Końca gry", słyszałem o kilkakrotnym biciu braw na seansie. Zastanowiło mi, gdzie Ci podcasterzy chodzą do kina? Serio, ludzie w taki sposób reagują?
W Ameryce. U mnie na seansie było kilku amerykańskich żołnierzy i tak właśnie reagowali (dominowali też swoją obecnością salę kinową, przez co reszta sali też zamiast siedzieć cicho, przyłączyła się do żywego reagowania).

Offline Marvelek

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #7 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 20:15:39 »
Pytanie 1 - Opisz prosze wiecej w kwestii tego "modelu". Na czym polega i czy kazdy film MCU bez wyjatku jest wedlug niego robiony? (Wiem, ze jest co najmniej kilka gotowych definicji 'Marvel Formula', ale chcialbym znac Twoje spojrzenie na temat).

W skrócie: tworzenie filmów na jednym i tym samym "silniku", czyli połączenie akcji z komedią. Ostatnio dostajemy filmy tego typu: "Strażnicy Galaktyki" 1 i 2, "Thor: Ragnarok", "Kapitan Marvel", nawet "Infinity War" i "Endgame" nie uniknęły tego, choć tematyka filmów miała być poważniejsza. Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko takiej koncepcji, ale nie na każdy film. Taka formuła w sumie pasowała najlepiej do "Strażników Galaktyki". Takie podejście powoduje, że każdy kolejny film nie jest wyjątkowy sam w sobie, ale ma schemat pozwalający wstawić jakiegokolwiek bohatera np. zamiast Kapitan Marvel równie dobrze można by wsadzić tam Thora i nie będzie żadnej różnicy.
Kolejna sprawa to infantylizacja tych filmów. Nie chodzi mi o to, że te filmy kierowane są do młodszego odbiorcy, to jest dla mnie nawet zrozumiałe, ale można spokojnie zrobić film, który nadaje się dla takiej widowni, ale i nieco lub bardziej starsza może znaleźć coś dla siebie. Takimi filmami były dla mnie Iron Man i "Zimowy Żołnierz". Powoduje to pewną autocenzurę twórców kolejnych filmów MCU - obraz ma przedstawiać klasyczną, baśniową walkę dobra ze złem, wszystko jest czarno-białe. Brakuje mi w postaciach odcieni szarości, niejednoznacznych moralnych wyborów czy osądów. Co ciekawe niektóre scenariusze aż się o takie coś proszą. Podczas seansu "Endgame" przez moment miałem małą nadzieję, że twórcy poszli w tym kierunku. W tej części filmu, w której bohaterowie starają poradzić sobie z traumą jest taki fajny moment, kiedy Steve przychodzi do Nataszy i mówi, że widział wieloryby podpływające do Nowego Jorku. Aż się prosiło, żeby pokazać, że cała sytuacja nie jest takie jednoznaczna. Z jednej strony stała się rzecz potworna, z drugiej spadła przestępczość, poprawił się ekosystem, czyżby Thanos miał rację? Ale zostaje to momentalnie przecięte. Po drugie chciałbym zobaczyć jakieś zróżnicowane postawy - w filmach MCU ich nie ma. Najbardziej rozwaliło mnie to w Czarnej Panterze. Nie pamiętam jak się nazywa ten bohater, ale chodzi o tego wodza jednego z plemion, który najpierw został pokonany przez Panterę a później ocalił mu życie udzielając schronienia. Pantera prosi go, by posłał wojowników do walki z nowym królem Wakandy, ten przytomnie odpowiada "nie", bo niby z jakiej racji i w imię czego ma ryzykować życie swoich ludzi, po czym kilkanaście minut później wyskakuje z całą armią jak królik z kapelusza. Podobnie było w "Endgame" z Iron Manem. Bardzo mi się podobało, że nie chce pomóc Avengers, bo za wiele ma do stracenia, ale potem "córeczko, mam w d.pie cię tysiąc", idę odbywać ryzykowne podróże w czasie.
Pytanie 2 - Kto/kiedy/gdzie/jak ustalil ten schemat i jak jest on egzekwowany (rozumiem ze chodzi o recenzje/opinie)? (Jak wyzej - sa rozne teorie, ale zakladam, ze masz swoje spojrzenie na temat).

Wystarczy poczytać recenzje, obejrzeć podcasty.

Jesli ogolny konsensus wsrod widzow odwiedzajacych kina (nie lubie tego argumentu, ale matematyka jest bezlitosna), jest taki, ze MCU > FOX, to naturalne jest, ze wiekszosc ludzi (czytaj: widzow superbohaterskich historii, fanow i causal goers) cieszy sie z faktu, ze X-Men beda/sa w MCU.

Tu trochę nieprecyzyjne się wyraziłem. Bardziej mi chodziło o to, ile osób spośród chodzących na te filmy, chodzi na nie, bo uważają, że są takie świetne, a ile z innych powodów. Pytanie jest dla mnie intrygujące, bo np. moi rodzice chodzą wraz ze znajomymi na te filmy, ale nie dlatego, że je lubią, ale ze względu na efekty specjalne, a precyzyjnej: ze względu na seans 3D. Nie chodzą na każdy film i fabuła jakoś ich nie interesuje, ale dla nich jest czymś niesamowitym, jako ludzi poprzedniego pokolenia możliwość zobaczenia trójwymiarowego filmy, zwłaszcza, że te amerykańskie masówki są świetnie zrobione jeśli idzie o efekty specjalne. Sam również nie biegam na każdy film, często jest to na zasadzie "a pójdę, zobaczyć coś niezobowiązującego". Nie wierzę, że wśród tych milionów widzów są sami fani oraz osoby, które te filmy autentycznie przeżywają.


Przylozmy tez wlasciwa miare - oklaski/porownania do jakichs wielkich dziel? Nie robmy sobie jaj. To jest blockbusterowa rozrywka, niektore filmy przemycaja to i owo, ale to jest Marvel, nie robmy ludziom wody z mozgu, ze to jakis Obywatel Kane kina rozrywkowego.

Ale właśnie uważam, że w tym jest największy problem: wbijanie ludziom do głów jeszcze na długo przed premierą, że jest coś niesamowitego i wzniosłego a kto twierdzi inaczej ten się nie zna. Widziałeś "Napisy końcowe" (Comics weekly?), w którym przez prawie trzy godziny (niemal tyle ile trwa film) rozpływano się nad genialnością "Endgame"? Tego mi najbardziej w tym wszystkim brakuje - umiaru i bardziej racjonalnego podejścia.
Oczywiście wskazuję tutaj na mankamenty, co nie znaczy, że nie dostrzegam też dobrych stron tych produkcji.


Offline isteklistek

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #8 dnia: Pn, 17 Czerwiec 2019, 20:59:49 »
Ja bym powiedział, że ten zarzut infantylizacji psuje nie tylko film, ale też bohaterów o których opowiada. Najbardziej zmarnowanym potencjałem jest Czarna Wdowa, która była szpiegiem i umiała odczytać każdego, a także manipulować. W Iron Manie uwiodła Starka, a później pracowała dla Pepper - w A1 dała się złapać generałowi, który myślał, że ją przesłuchuje, a to ona robiła zwiad. To ona zmusiła do wyznania/ odkryła plan Lokiego związany z Hulkiem.... w kolejnych filmach ta postać straciła rację bytu tak, jak jej umiejętności, które mogły się przydać w trudnych czasach np. Civil War. Czarna Wdowa wystąpiła w kilku filmach, a jej postać stała się nijaka, no chyba, że uznać za ciekawy naciągany wątek romansu z Bannerem.


Offline Neofita

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #9 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 00:24:03 »
W skrócie: tworzenie filmów na jednym i tym samym "silniku", czyli połączenie akcji z komedią. Ostatnio dostajemy filmy tego typu: "Strażnicy Galaktyki" 1 i 2, "Thor: Ragnarok", "Kapitan Marvel", nawet "Infinity War" i "Endgame" nie uniknęły tego, choć tematyka filmów miała być poważniejsza. Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko takiej koncepcji, ale nie na każdy film. Taka formuła w sumie pasowała najlepiej do "Strażników Galaktyki". Takie podejście powoduje, że każdy kolejny film nie jest wyjątkowy sam w sobie, ale ma schemat pozwalający wstawić jakiegokolwiek bohatera np. zamiast Kapitan Marvel równie dobrze można by wsadzić tam Thora i nie będzie żadnej różnicy.

(To moze byc dlugi post...)

Zgodze sie z tym, ze wszystkie filmy MCU to najogolniej mowiac filmy akcji z duza dawka humoru (o roznej jakosci, nawet w obrebie jednego filmu), oczywiscie podlane sosem sci-fi (chociaz tez w roznym stopniu). Tak sa tworzone i tak promowane. MCU "wychowal" sobie widza, i przed seansem kazdy wie (nawet jesli nie obejrzal ani sekundy zwiastunow), ze na filmie ma szanse sie posmiac, obejrzec troche wizualnych fajerwerkow - i jest to minimum atrakcji jakie ma zapewnione. Jak dla mnie "formulaicznosc" to jednak chybiony zarzut, bo to troche jakby narzekac, ze w westernie zawsze mamy pojedynki rewolwerowcow, a glowni bohaterowie jezdza na koniach. Ponadto ten argument troche sie chwieje jesli przyjrzymy sie podanym przez Ciebie tytulom. Szkielet wspolny, ale one dodatkowo roznia sie w realizacji wspomnianego silnika. Zaczne od ostatnich potkniec MCU.

Endgame trudno omawiac w prozni, bo to kulminacja calego Marvela, wiec jako zakonczenie sagi jest satysfakcjonujace i nie dziwota, ze odniosl niebywaly sukces finansowy, krytycznie tez bedac chwalony. Odsuwajac te kulminacyjnosc i finanse otrzymujemy film, ktory w wiekszosci to po prostu 'fan service'. Od razu zaznaczam - w pozytywnym sensie. Gorzej ten sens jest niestety odbierany przez nie-fanow Marvela i casual goers. Reasumujac - to przy Endgame jestem jeszcze sklonny przychylic sie do stwierdzenia, ze jest zaprojektowany i zrobiony pod "silnik", ale to jeden film na tle wielu innych, ktore odrozniaja sie od siebie mocno.

Kapitan Marvel to film, ktory moim zdaniem odniosl tak duzy sukces komercyjny (i krytyczny, chociaz juz w mniejszym stopniu) glownie na bazie 'rozpedu' czy tez 'glodu' po Infinity War, ktorego zakonczenie bylo tak inne od calej reszty MCU. Dziwilem sie, ze mainstremowi krytycy byli tak wyrozumiali dla grzechow KM. Mozliwe tez, ze jako film z agenda zalatujaca feminizmem nie chciano go atakowac, bo przeciez "krytyka tego filmu, to atak na kobiety", a nikt nie chce byc kolejnym mizoginem. Ewentualnie film dobrze wpisal sie w jakis nowy trend w kinie popularnym - co z tego, ze kobiece udane silne charaktery mamy od dekad w bardzo roznych gatunkowo wydaniach (Ripley, Sarah Connor, Leia ze starej trylogii, Furiosa, Bride od Tarantino, Hit-Girl, itd., etc., itp.), ale to niby tutaj zaistniala jakas nowa kobieca superbohaterska jakosc, tylko nie bardzo widze gdzie... Film ten jest do bolu nijaki na prawie kazdej plaszczyznie, dodatkowo kiepski na swoim fundamencie (postac glownej bohaterki, ale zeby byla jasnosc - nie mowie tutaj o Brie, ona jest podobno zdolną aktorką, ale materialu aktorskiego tutaj nie bylo), a humor byl w duzej czesci cringe'owy.
Ci ktorzy obiecywali sobie po umieszczeniu akcji w latach 90' jakies smaczki z tamtych czasow - dostali scene z wypozyczalnia kaset VHS. Na sile tez wepchnieto utwory z tamtych lat (najbardziej nachalna to "Just a girl", poniewaz reasons). Fajnie jest uslyszec hity z czasow kiedy bylo sie mlodym i pieknym, ale dlaczego te piosenki pasuja nijak do tych momentow? James Gunn pokazal nam jak to sie robi, ale jak widac - o ile James moze sie obejsc bez Disneya, o tyle w druga strone to tak nie dziala. Calosc ratuje troche stary dobry Samuel "MF" Jackson, troche widowiskowosci, oraz obietnica polaczenia tego bigosu z Infinity War i Endgame.
Tak w ogole to rozpisalem sie na temat wad filmu MCU, a mialem bronic tezy, ze te filmy nie sa do bolu formulaiczne... No ale w jakims sensie wlasnie to robie - K.Marvel to troche taka "sierotka marysia MCU", okazalo sie, ze widownia kocha ją niejako z definicji, bo jest taką biedną sierotką, a nie dzieki temu, ze jest swietna postacia w swietnym filmie, ktory jest napakowany udanym humorem z wartka akcja. ;)

Straznicy Galaktyki 1 i 2 to filmy, ktore ciezko mi wpasowac w formule MCU. W ilu ich filmach mlody protagonista trzyma za reke umiejaca na raka mame, albo jako dorosly jest swiadkiem smierci swojego zastepczego ojca? Sposob w jaki Gunn zongluje motywami komediowymi i tragicznymi jest naprawde imponujaca. Jednoczesnie wprowadza tak juz znienawidzone (przez to, ze kazdy chce to skopiowac, ale jakos tylko jemu sie to udaje) utwory z dawnych lat wkomponowane w konkretne momenty fabuly.

Thor 3 jest w jakims sensie bliskim krewnym Straznikow, bo dzieje sie z dala od Ziemi, no i przedklada humor ponad patos z poprzednich napompowanych czesci, ale to jest po prostu wariacja na temat buddy comedy, tylko zamiast czarny+bialy (swoja droga czy mozna jeszcze pisac "czarny"? ;) ) mamy Thor+Hulk+Loki+Valkiria.
I jeszcze jedno - do Thora 3 nie mozna wlozyc Kapitan Marvel, a to dlatego, ze mimo swoich problemow - oba pierwsze filmy Thora (oraz Avengers 1 i 2) nakreslily dobrze nam jego postac. Wiemy, ze przebyl dluga droga od bycia zapatrzonym w siebie i butnym pyszalkiem do podatnego na bol i straty bohatera. KM przebyla droge od bycia, hm, super-cool do bycia jeszcze bardziej super-cool. Jest tez kobieta, i nie boi sie powtorzyc tego kazdemu przy kazdej okazji, i tez wytknac komus innemu, ze kobieta nie jest.
W Thorze 3 nasza bohaterka uporalaby sie z antagonistka max w kwadrans :).

Inifinity War to z kolei dowod na to, ze MCU potrafi zaryzykowac. I nie mowie o zakonczeniu, bo to akurat bylo do przewidzenia, skoro sam pomysl na film zakladal dwie czesci od poczatku swojego istnienia. Ryzyko wiazalo sie z tym, ze bohaterem jest zloczynca i to jego oczami mamy szanse spogladac na rozwoj wydarzen. Akcja i humor sa tam obecne, ale szczegolnie ten drugi jest bardziej zaszyty w porownaniu do wiekszosci MCU.

Wystarczy poczytać recenzje, obejrzeć podcasty.

Od razu zaznacze - nie ogladam/nie czytam zadnych recenzji polskojezycznych. Jesli ogladam anglojezyczne, to zawsze po seansie, bo mimo tego, ze powtarzam sobie, ze moje oceny sa moje, to wiem jak dziala ludzki mozg. Sila sugestii jest czasem tak silna, ze chcac nie chcac - nasiąkamy tym, co slyszymy.

Regularnie ogladam recenzje z kanalow RedLetterMedia, YourMovieSucks, czy Mauler (wszystkim niezwolennikom MCU polecam jego antypochwale Black Panther, kwieciscie dowala MCU, bardzo dobrze sie tego slucha, bo jest wulgarnie, ale rzeczowo). Czasem obejrze cos na ScreenJunkies (teraz chyba nazywaja sie inaczej), Ralphthemoviemaker, Browntable, FullFatVideos i innych, ktorych nie kojarze tak z pamieci. Kiedys ogladalem jeszcze kilku innych (m.in. Jeremy Jahns czy Chris Stuckmann), ale przestalem, bo jakosc ich stuffu poleciala na leb (ewentualnie moje wymagania wzrosly/stalem sie bardziej edgy ;) ).
Z tego co kojarze, to zaden z tych kanalow nie gloryfikuje MCU jako jedyny sluszny 'golden standard'. Filmy takie jak Logan/X-men (rozne czesci, moze poza Apo)/Wonder Woman/Aquaman czy Deadpool(1/2)/Dark Knight Trilogy byly tam recenzowane i mimo wytkniecia jakichs tam problemow - byly dobrze przyjete.
Tak wiec nie widze monopolu jednego studia w kwestii jedynej slusznej formuly narzuconej, aby film mogl odniesc sukces. Owszem, MCU ma najwiecej dochodowych filmow, ale inne studia maja swoj kawalek podworka, i to nie od dzisiaj (chociaz - do dzisiaj - jesli chodzi o FOXa, co jest dla mnie na minus).

Powoduje to pewną autocenzurę twórców kolejnych filmów MCU - obraz ma przedstawiać klasyczną, baśniową walkę dobra ze złem, wszystko jest czarno-białe. Brakuje mi w postaciach odcieni szarości, niejednoznacznych moralnych wyborów czy osądów.

Wszystko czarno-biale?
Stark od poczatku zmaga sie z miloscia wlasna/przekonaniem o swojej nieomylnosci. Cap jest niby do wyrzygania porzadny, ale w toku wydarzen chroni starego przyjaciela kosztem nowego doprowadzajac do rozlamu calej grupy. Natasha ma problemy z zaufaniem komukolwiek, bo ocenia innych po sobie. Loki posunie sie do kazdej zbrodni byle zdobyc uznanie w oczach przybranego ojca. Quill odrzuca dziedzictwo wlasnego ojca. Parker oklamuje May (z troski) oraz Starka (z potrzeby zaimponowania). Lotrowie tez maja rozne motywacje (chociaz sa tez wydmuszki "zniszcze swiat, bo zniszcze swiat"). Mysle, ze jak na filmowe wersje prostych historyjek obrazkowych, to w departamencie szarosci nie jest najgorzej.

Nie widzialem "Napisow końcowych" (Comics weekly?), ale chyba pisalem juz wczesniej - jesli ktos robi recenzje jakiegos filmu, w ktorej brandzluje sie danym tematem bez krzty obiektywizmu - to unikam takiego czegos. Tak wiec zgoda, ze umiar nas uratuje od popadniecia w nieuzasadniony fanboyizm :).

Mam nadzieje, ze da sie tego posta przeczytac za jednym podejsciem. Chyba rodzinka odetnie mi internet jak zobaczy ile na tym forum zaczynam siedziec ;).
« Ostatnia zmiana: Wt, 18 Czerwiec 2019, 00:36:18 wysłana przez Neofita »

Offline Gascon200

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #10 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 01:41:39 »

Ciekaw jestem natomiast jaka jest rzeczywista skala pozytywnego odbioru MCU przez widzów. Pamiętam jak przy okazji "Infinity War" mówiono jaki to genialny i emocjonalny film, ktoś nawet rzucił tekstem, powtarzanym potem w różnych recenzjach i na forach, że po pstryknięciu na sali zrobiła się "atmosfera jak na pogrzebie", że zapadła cisza a przy okazji "Końca gry", słyszałem o kilkakrotnym biciu braw na seansie. Zastanowiło mi, gdzie Ci podcasterzy chodzą do kina? Serio, ludzie w taki sposób reagują?

W moim przypadku akurat tak było. Praktycznie każdy siedział cicho jak mysz pod miotełką :)
Chociaż oklasków nigdy nie słyszałem w kinie, co najwyżej naprawdę głośne śmiechy czy wręcz okrzyki radości. Ale to chyba polega po prostu na tym na jakich ludzi się trafiło i o jakiej porze.


(To moze byc dlugi post...)



Straznicy Galaktyki 1 i 2 to filmy, ktore ciezko mi wpasowac w formule MCU. W ilu ich filmach mlody protagonista trzyma za reke umiejaca na raka mame, albo jako dorosly jest swiadkiem smierci swojego zastepczego ojca? Sposob w jaki Gunn zongluje motywami komediowymi i tragicznymi jest naprawde imponujaca. Jednoczesnie wprowadza tak juz znienawidzone (przez to, ze kazdy chce to skopiowac, ale jakos tylko jemu sie to udaje) utwory z dawnych lat wkomponowane w konkretne momenty fabuly.

Thor 3 jest w jakims sensie bliskim krewnym Straznikow, bo dzieje sie z dala od Ziemi, no i przedklada humor ponad patos z poprzednich napompowanych czesci, ale to jest po prostu wariacja na temat buddy comedy, tylko zamiast czarny+bialy (swoja droga czy mozna jeszcze pisac "czarny"? ;) ) mamy Thor+Hulk+Loki+Valkiria.

Bo Thor Ragnarok i Gotg 2 to najbardziej autorskie filmy MCU, gdzie twórcy mieli (w większości) totalnie wolną rękę. Waititi zrobił kiczowate kino rodem z lat 80 z improwizowanymi scenami, a Gunn... O tym mógłbym się rozpisywać, ale wystarczy zobaczyć scenę jak
Spoiler: PokażUkryj
Yondu zabija cała załogę Ravagers, gdyby nie był film Disneya, to krew by się lała litrami :P
. Może to dlatego moje ulubione filmy MCU (i w sumie jedyne, do których lubię wracać na dłuższą metę)
« Ostatnia zmiana: Wt, 18 Czerwiec 2019, 02:08:36 wysłana przez Gascon200 »

Offline R~Q

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #11 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 07:54:11 »
Marvelek całkiem bym się z tobą zgodził, gdyby nie to, co piszesz o efektach specjalnych... Film Transformers z 2007 wygląda lepiej niż MCU... Jeszcze pierwsze Iron Many trzymały poziom, ale jakoś od Avengersów jest równia pochyła. Disney zaczął wtedy outsource'ować VFX Filipińczykom i innym Indonezyjczykom. Przypatrz się, jak wygląda walka Thora z Lokim na wieżowcu Avengers, jak wygląda bitwa w Wakandzie w Infinity War (autentycznie jak gra Iron Man na PS3 z 2008) albo (absolutnie najgorsze) cały film Black Panther, szczególnie ta walka w tych czarnoniebieskich podziemiach. Albo obejrzyj te filmy a potem obejrzyj Man of Steel albo nawet wspomnianych Transformersów i poczuj różnicę.

Poza tym się z tobą zgadzam.

Neofita chciałbym się z tobą zgodzić, że "filmy MCU są jakie są ale żyjmy i dajmy żyć, niektórzy je lubią, niektórzy nie, niech każdy ma jak chce :) " ale problem jest, że Disney sprawił (i to nawet nie do końca świadomie, BARDZO pomogli mu w tym odmóżdżeni jutuberzy i pseudokrytycy), że mainstream, czyli zdecydowana większość ludzi chodzących do kina na takie filmy, czyli po prostu takie zwyklaki lubiące filmy akcji, uważa, że filmy superhero POWINNY tak wyglądać... Porównywano MoS z Avengersami, implikowano, że film superhero "bez humoru" jest słaby... A jeszcze 4 lata wcześniej ci sami recenzenci spuszczali się nad Mrocznym Rycerzem Nolana. Porównywano BvS do Civil War, szafowano jakimiś wymyślonymi terminami bez znaczenia typu "brak CHEMII między bohaterami". Narzekano, że MoS i BvS są (rzekomo) niezgodnie z komiksami, bo Superman coś tam, Batman coś tam. A równocześnie nikomu nie przeszkadzało, że np. Civil War czy Ragnarok nie mają nic wspólnego z komiksami, od których wzięły nazwę.

Więc chciałbym ignorować MCU i czasami je sobie oglądać lub nie, ale cała ta otoczka, cała sytuacja, zniszczyły DCEU, osłabiły uniwersum Foxa i spłyciły kino superhero. Kiedyś mieliśmy różnorodność. Spider-Many, X-Meni, nawet Daredevil Afflecka, Mroczny Rycerz, Iron Many. Teraz wszystko MUSI być na jedno kopyto, bo inaczej recenzenci świrują.

Co do samego Disneya, pozwolę sobie przypomnieć "smear campaign" przeciwko BvS na Twitterze i niezliczoną ilość nienawistnych newsów nt. Justice League i The Batman na długą przed premierą na czołowych filmowych portalach, m.in. comicbook.com i filmweb.pl (chociaż recenzja BvS na filmwebie Ludwiki Mastalerz była pozytywna, to portal nadał jej tytuł "taka piękna katastrofa" już na starcie nastrajając ludzi, przecież nie mogli wybić się z ogólnego trendu).

Offline isteklistek

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #12 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 11:37:06 »
Jeżeli chodzi o humor, to jest on bardzo zróżnicowany i często sytuacyjny, bo związany z jakąś częścią historii MCU. Trzeba by policzyć, ale wydaje mi się, że bardzo często jest wymuszony, dodany po to, aby być jako zwieńczenie sceny, czy jej podsumowanie - w A1 jest scena, gdzie w budynku Thor i Hulk walczą z Chitauri i po pokonaniu ich wszystkich nagle Hulk uderza Thora i ten leci na drugi koniec pokoju, niby przyjacielskie domknięcie; w tym samym filmie jest akcja jak Cap skacze na samochód i zaczyna dyrygować policjantem, co ma robić podczas inwazji i ten pyta kim on jest i nagle pojawiają się Chitauri, których w pojedynkę obezwładnia Cap i nagle policjant zaczyna przez szczekaczkę przekazywać dalej polecenia Capa. Czy to jest dobry humor? Pewnie widzowie w kinie śmiali i klaskali.

Są też easter eggi umieszczone raz lepiej, raz gorzej. Scena gdy Stark w IM2 robi nowy pierwiastek i wpada Coulson z wizytą (wyznawca Capa) i podczas gadki znajduje projekt, niedokończoną tarcze Capa - Stark bierze od niego tę tarczę i mówi, że właśnie tego potrzebował, tego właśnie szukał, po czym bierze tarczę podkłada pod rurę i sprawdza poziomicą, czy jest równo. Ironiczna i humorystyczna scena wydaje się tutaj być całkiem dobrze przemyślana.



Offline R~Q

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #13 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 11:49:59 »
Scena gdy Stark w IM2 robi nowy pierwiastek i wpada Coulson z wizytą (wyznawca Capa) i podczas gadki znajduje projekt, niedokończoną tarcze Capa - Stark bierze od niego tę tarczę i mówi, że właśnie tego potrzebował, tego właśnie szukał, po czym bierze tarczę podkłada pod rurę i sprawdza poziomicą, czy jest równo. Ironiczna i humorystyczna scena wydaje się tutaj być całkiem dobrze przemyślana.
To prawda i to pokazuje, jak solidne były IM1 i 2.

Obecnie humor w MCU polega na rzuceniu jakiejś sarkastycznej, kąśliwej uwagi, zawsze bezpośrednio po jakiejś dramatycznej scenie albo w jej trakcie, ja rozumiem, że Amerykanie lubią takie rozładowania emocji, ale to psuje cały efekt. Zniosę miałkość fabularną, ale tu naprawdę dzieją się trudne, bolesne (z punktu widzenia bohaterów) albo nawet patetyczne rzeczy, ale nie, jakiś Star-Lord musi rzucić jakimś sucharem, który wywołuje mega poczucie ŻENADY. Psuje całą scenę i nastrój.

Offline Neofita

Odp: Marvel kontra DC i inne filmy
« Odpowiedź #14 dnia: Wt, 18 Czerwiec 2019, 12:49:29 »
Jak juz tak rozkladamy na atomy humor w MCU (ktory zgadzam sie, ze jest czasem all over the place - ale dla mnie sumarycznie jest prawie zawsze na plus), to jestem ciekawy opinii na temat humoru w Venomie. Czy byly tam jakies zarty, ktore Was rozsmieszyly? Kojarze, ze nastoletnia widownia klaskala i glosno smiala sie w co najmniej paru momentach, ale jak probuje sobie przypomniec, to film chyba nie wzbudzil mojego smiechu ani razu (przynajmniej nie intencjonalnie). Po seansie stwierdzilem, ze albo to nie byl film do smiechu, albo ja nie rozumiem jego smiesznych momentow/humoru.

Sam film Venom to w ogole chyba temat na osobny watek. Po obejrzeniu w kinie bylem w lekkim szoku, ze odniosl duzy sukces komercyjny i zostal krytycznie neutralnie/pozytywnie odebrany (najczesciej jako guilty pleasure), bo osobiscie to dla mnie kolejna komiksowa zmarnowana szansa i przede wszystkim zmarnowany, w komiksowym filmie po raz kolejny, Tom Hardy.

« Ostatnia zmiana: Wt, 18 Czerwiec 2019, 12:58:44 wysłana przez Neofita »