Wizualnie to się prezentuje totalnie tak se, bo ważniejsze lokacje to jakaś wiocha, polanki i lasy i tylko Numeron i elfie lokacje są spoko. Krasnoludzkie też, ale w sumie to sterta kamieni więc jakoś d nie urywa. Ważniejsze rzeczy jak aktorstwo ciągną ten serial na tyle w dół, że żadne widoczki tego nie przesłonią.
Aktorka od Galadrieli to jakiś kompletny dramat, overacting na szczytowym poziomie a babka dostaje w nagrodę takie rzeczy

także im się w cannes chyba sufit na łeb zwalił, ale to nie jest pierwszy raz kiedy krytycy taplają się w artystycznej kupie twierdząc, ze to odświeżająca kąpiel. Mi się ta jej gra aktorska kojarzy z czymś pokroju szkoły aktorskiej z legendarnego "The Room" czy beznadziei niektórych aktorów ze star wars jak choćby Daisy Ridley, tylko, że pomnożonej razy sto.
Poza tym serial zmula. Serio. Akcji jest tyle co kot napłakał, i dialogami można by oczywiście fajnie prowadzić całość, ale dialogi to jakaś kpina. Ja wiem, ze to Tolkienowskie fantasy, ale postaci gadają tam tak niezręcznie jakimiś cytatami co mają być mądre i niby wpisywać się w poetykę Tolkiena pokroju "może ma zawsz rację" ale przez aktorstwo, ton całości i nudne niektóre wątki to po prostu nie działa. Ten serial serio nie zasługuje na taki rozgłos. Seriale w większości nie potrafią w fantasy i to jest kolejne przewalenie licencji po Wiedźminie Netflixa na jeden wielki napompowany balonik.