Tak się składa, że nie mam żadnego komiksu Studio Lain. Absolutnie żaden to bojkot - po prostu nie wydali póki co tytułu, który by mnie zainteresował.
Ale tak, mimo że nie kupuję ich rzeczy, mam zarzuty co do modelu dystrybucyjnego.
I nie chodzi o to, że ktoś w pracy musi iść do kibla i kompulsywnie odświeżać przeglądarkę, logować się do koszyka, z biciem serca patrzeć, czy uda mu się zapłacić itp. Takie rzeczy zdarzają się np. przy koncertach czy innych eventach, w których ilość miejsc bywa ograniczona. Nic nowego.
Problemem jest, że Studio Lain (świadomie bądź nie) skapitalizowało coś takiego jak FOMO. A to zespół cech/objawów, które wymagają raczej terapii niż zarabiania na tym kasy.
Typowe dla naszych czasów, strach przed pominięciem, napompowany elitaryzm, "ja mam, inni nie, jestem lepszy" - tylko dzięki temu średnie (delikatnie mówiąc) komiksy jak Darkness czy Spawn wywołują kłótnie, awantury, wyzywanie się od najgorszych, jeżdżenie po sklepie, po wydawcy, po użytkownikach, którzy kupują więcej niż jeden egzemplarz.
Tam, gdzie powinni wejść psychoterapeuci (bo to zespół cech kwalifikujących się do leczenia, a przynajmniej zastanowienia) - tam wjeżdża Studio Lain limitując nakłady, oferując alternatywne wersje okładek i podsyca to złudne poczucie wyjątkowości "ja kupiłem, ty nie, haha, przegrywie".
A same komiksy - cóż - każdemu jego porno, ale (jak już kiedyś pisałem) - już dwadzieścia lat temu mało kto dawał złamanego faka za bzdurną pulpę, zalegającą w namiotach z tania prasą w Świnoujściu. Teraz są złotym graalem, bo mało, bo ograniczenie, bo limitki...
Z FOMO trzeba walczyć, edukować, ostrzegać, a nie robić z niego model sprzedaży.