Ta tematyka wydaje się być (prawdziwą) osią wielu opowieści McCarthy'ego, ale nie będę się wymądrzał, bo za krótki jestem, żeby go w pełni zrozumieć, właściwie odczytać i jeszcze komuś podawać dalej. Ale chrześcijańska symbolika w Drodze jest dość wyraźna i szeroko analizowana np. figura chłopca jako Chrystusa.
Rzucę dwoma cytatami (grube SPOILERY)
1. Krótko przed śmiercią ojca:
"Patrzył, jak nadchodzi przez trawę i klęka z kubkiem wody.
Wszędzie dokoła niego było światło. Wziął kubek, napił się i opuścił
głowę. Została im jedna puszka brzoskwiń, ale całą kazał zjeść chłopcu,
nie wziął od niego ani odrobiny. Nie mogę, powiedział. Wszystko w
porządku. Zostawię ci pół. Dobrze. Zostaw na jutro. Chłopiec wziął
kubek i odsunął się, a razem z nim odsunęło się światło. Chciał
spróbować postawić namiot z plandeki, ale mężczyzna mu nie pozwolił.
Powiedział, że nie chce, żeby cokolwiek go przykrywało. Leżał i patrzył
na chłopca przy ogniu. Chciał móc widzieć. Rozejrzyj się, powiedział.
Nie ma takiego proroka w długich dziejach tej ziemi, który nie byłby
dziś tutaj czczony. W jakiejkolwiek formie przemawiałeś, miałeś
słuszność.
2. Po tym, jak ojciec zostawia na drodze gołego złodzieja:
"Włożył buty sobie i jemu, po czym wstał i ruszył z powrotem drogą, ale
złodziej przepadł. Wrócił do chłopca. Poszedł sobie, rzekł. Chodź.
- Nie poszedł, odparł chłopiec. Podniósł głowę. Buzię miał pomazaną
sadzą. Nie poszedł.
- Co chcesz, żebyśmy zrobili?
- Pomogli mu. żebyśmy mu pomogli, tatusiu.
Mężczyzna obejrzał się na drogę.
- Tatusiu, on był tylko głodny. On umrze.
- Umrze tak czy siak.
- On tak się bał, tatusiu.
Mężczyzna przysiadł i spojrzał na niego. To ja się boję, rzekł.
Rozumiesz? Ja się boję.
Chłopiec milczał. Łkał ze spuszczoną głową.
- To nie ty musisz się o wszystko martwić. Coś odpowiedział, ale
mężczyzna nie zrozumiał. Że co?
Podniósł mokrą, umorusaną buzię. A właśnie że ja, odparł. Właśnie że
ja.