Określenie limitowany zostało przyjęte za żabojadami "Également disponible en édition noir et blanc, avec un dos toilé et des pages inédites, au tirage
limité." U nich to "limité" wyniosło 4000 sztuk, tak jak już napisał moai.
Dygresja:
Przeszukiwałem forum bdgest i tam w ogóle ciężko wyszperać informację o nakładzie i dodruku. Totalny spokój. Zero imby.
Z tego co przeczytałem wydaje mi się, że nakład koloru początkowo wyniósł 60 000 a czarno-białego 4000. Ziomki tam na forum piszą coś o dodruku 20 000 + 20 000. Nie do końca czaję, chyba że należy to interpretować w ten sposób, że nakład koloru wrośnie do 80 000 a czerni i bieli do 24 000. Może jest tu ktoś lepiej poinformowany i naprostuje moje przypuszczenia.
Wracając do głównego tematu...
Na początku podkreślę, że opisuję tu oczywiście swoją własną opinię, więc nie trujcie pizdy, że chce komuś coś narzucać.
Dodam, że kupiłem w preordzerze obydwie wersje, bo uwielbiam Larceneta i nie mogłem się zdecydować na wybór jednej - to tak na wszelki wypadek piszę, bo przecież gurwa jak bym nie kupił to nie mam prawa głosu według niektórych.
Bartek opisał sytuację prosząc wszystkich o opinię. Przyszedł jak do ziomków po poradę. W nagrodę został już wyzwany od "kłamców" i "ludzi bez honoru", a jeszcze gurwa nic nie zrobił. Jak dla mnie piękna sprawa. Lubię i szanuję znaczną część ludzi, która się tu wypowiadała, no ale ni chuja się z wami nie zgadzam. Co z tego, że można wykonać ten dodruk? Jeżeli prawdą jest to, że sami francuzi zrobią dodruk wersji czarno-białej, to rozumiem, że to też jest tragedia. Tam będą musieli wytłumaczyć to 60-ciu tysiącom ludzi. A może to dobrze, że wydawca krajowy chce mieć politykę wydawniczą zgodną z zagranicznym gigantem? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Ciągle mamy tu rozważania, że ktoś zaspał i nie kupił wersji czarno-białej. Może jednak, chcą to kupić legendarne "małe księgarnie" i czytelnicy książek. A co czytelnik książek zobaczy w opisie "Manu Larcenet. Droga. Na podstawie powieści Cormaca McCarthy'ego"? No raczej nazwisko McCarthy'ego, bo nie będą wiedzieć kto to Manu. Sporo osób nieświadomych o istnieniu tego komiksu (nie śledzących wydawców komiksowych) mogło go zobaczyć w Krakowie na festiwalu zupełnie przypadkiem, wpadając na bezpłatną imprezę. I tu pojawia się magiczne stwierdzenie, że ten dodruk nic nie zmieni i nie poszerzy komiksowa. No gurwa pewnie, że nie. Przynajmniej nie w takim znaczeniu, że nagle przybędzie 10 000 czytelników. Może przybyć kilku, kilkunastu, maksymalnie kilkudziesięciu nowych fanów tego medium. Tylko, że nie zrobienie tego dodruku też nic nie zmieni. To lepiej zrobić coś czy nic? To jeden z tych nielicznych przypadków (adaptacja powieści), kiedy komiks może wyjść realnie poza komiksowo.
Omawiany projekt dodruku wersji czarno-białej nie sprawi, że będzie go więcej od wersji kolorowej. Wciąż będzie to wersja limitowana. Wersja kolorowa i tak się zaraz rozejdzie i będzie jej dodruk. To co jest głównym problemem? To, że jednak więcej osób dostanie tą wersję? Czy to, że wydawca zgadzając się na dodruk okłamie wszystkich, bo to miała być "limitka"? Facet ma realną szansę zarobić dodatkowe hajsy (tak gurwa zarobić - to jest w końcu biznes, a nie instytucja charytatywna) a tutaj dostaje oskarżenia. I jeszcze zapewnienia, że się obrazicie.
To przyznajcie się tak szczerze, czy obraziliście się na Scream za pociętą Borgię? Na muchę za rozjebane rozkładówki i nieostre strony? Na prawdę już nic od nich nie kupujecie? Czy tam w ogóle, ktoś pytał nas o zdanie?
Wydaje mi się, że za bardzo się wkręcacie w te wydania limitowane.
Bartek ma ważną decyzję do podjęcia, ale postawił sprawę jasno i rzeczowo, bez ściemy. Sytuacja jest wyjątkowa, jeżeli chodzi o tego wydawcę. Może nasze podejście w tym przypadku też powinno być wyjątkowe.
Ze swojej strony nie widzę, żadnych przeciwskazań co do dodruku, także...
Masz mój miecz.
(teraz ktoś musi napisać "i mój topór")
I mój łuk.
(nie no Death, co Ty... topór był trzeci)
P.S. Piszę to jakąś chwilę, a już najebaliście 2 strony, więc powyżej nie ma do nich odniesień.