Ulżyło?
Bardzo. Bo wiesz, śmiech to strasznie ożywcza sprawa. A zawsze bardzo bawi mnie, kiedy ktoś wchodzi w posiadanie dzieła kultury nie po to, by się nim cieszyć, doceniać pieczołowitość rysunków, niuanse scenariusza, zamysł artystyczny itp. - a tylko po to, żeby prężyć pytonga - JA MAM, INNI NIE.
Nie kumam - zuboży komuś odbiór "Drogi" świadomość, że ma ją kilkaset osób więcej niż pierwotnie? Obedrze to w jakiś sposób dzieło z jakości? Zdeprecjonuje je do tego stopnia, że ten ktoś w ogóle kopnie komiks, podrze go, wyrzuci "bo jak oni też mają, to ja już nie chcę, hatfu!"
Jest taki fajny cytat: "Ale to ty dzwonisz".
To przecież wydawnictwo dzwoniło, że jest super limitowane wydanie, a potem napędzało fomo tekstami, że kupujcie, bo się prawie wyprzedało. Więc najmniej bym obwiniał tych, którym się nie podoba ewentualny dodruk. To nie oni dzwonili. Po prostu odebrali telefon.
Cytat stary, znacznie starszy, niż pierwotne plany Mandioci. "Droga" okazała się sukcesem, nie tylko w Polsce, kooperanci zaplanowali dodruk, głupi by się nie podpiął. Rozumiem Twój ból, bo nie utrzymałeś ciśnienia w gumie i kupiłeś w Krakowie dodatkowy egzemplarz, na którego korzystną sprzedaż szanse zmalały. Cóż - tym razem to akurat ty zadzwoniłeś, zanim ktokolwiek chciał odebrać.