Tomasz Kołodziejczak wcale nie blokuje kolekcji. On ratuje polski rynek komiksowy. Jestem przekonany, że tak właśnie myśli o sobie w momencie największych knowań i manipulacji. Bo przecież Egmont to dobro narodowe. A kolekcja to taki uchodźca, pasożyt i lewak.
W sprawie Spider-Mana wygląda to tak, że każdy komiks wydany przez Egmont jest sukcesem i sprzedaż często wymusza generowanie dodruków. Egmont jednak ma politykę "nie przesycania rynku", więc Pająki wychodzą raz na 3-4 miesiące, a nie co miesiąc. Jak się okazało, to nie wystarczy. Kolekcja może wreszcie zaspokoić rynek. Dwa tomy na miesiąc to bardziej niż idealne tempo. Kołodziejczak nawet mógł nie wiedzieć, że taka kolekcja wyjdzie w Polsce, ale miał pojęcie o jej istnieniu na innych rynkach, więc wolał dmuchać na zimne. I miał rację. Tom od Todda McFarlane powstał na bazie obaw, które się ziściły i jest jedyną rozsądną decyzją. Straty przez niewydane tomy Egmont może wycenić na setki tysięcy złotych, być może i miliony. To ile zarabiają na omnibusie McFarlane pokazuje im ile stracą.
Sądzę, że Tomasz Kołodziejczak nie powinien wdawać się w rywalizację z kolekcją. To już sprawa przegrana. Trochę ugrał wydając wcześniej Spider-Mana McFarlane, ale teraz gdy wiadomo, że wyjdą tomy Pająka, nie warto szarpać się na zbędne konkurowanie. Myślę, że sprawa nie jest do końca stracona. Tomasz Kołodziejczak może wyciągnąć z niej masę wniosków, a najważniejsze jest to żeby zapobiegać. Tym samym można mu podsunąć serię Peter Parker: The Spectacular Spider-Man od Zdarskiego. Zasugerować coś z symbiotami. Spokojnie znajdzie się masa rzeczy, które kolekcja ominęła, a warto na nie zwrócić uwagę zanim zrobi to ktoś inny. Jeśli dobrze zakombinuje to Egmont może wykorzystać popularność kolekcji na swoją korzyść.