Moja opinia... a właściwie jej brak.
Podchodzę do tej wiadomości kompletnie bez emocji i nie czuje ani żalu, ani radości.
W sumie to jest mi to totalnie obojetne.
Dlaczego?
Nie wiem jak szerokie były kompetencje tego Pana, aby na naszym rynku ukazała się dana seria.
Ja do komiksów wróciłem w 2019 roku. Nigdy by się to nie wydarzyło, gdyby nie moje zainteresowanie WKKM. Gdzie był Egmont przez tyle lat, gdy chodziłem do podstawówki, gimnazjum, nawet liceum a jedyne komiksy SH, które mogłem odnaleźć w kiosku albo Empiku to były zeszytówki Mandragory, Axela i jakieś pojedyncze Marvele/Batmany w twardej oprawie, których było jak na lekarstwo.
Nie wiem też w jakim stopniu mogę obarczyć Pana TK za takowy stan rzeczy.
Otwierając komiksy nabyte przez Egmont nie widzę żadnego komentarza Pana TK, więc gdyby nie internet to pewnie nigdy bym się nie dowiedział kim on jest.
Był redaktorem naczelnym Kaczora Donalda? Super, kupowałem dla zabawek jak byłem gnojkiem, czasem czytałem (o ile gazeta nie zdążyła się podrzeć). Jak dobrze pamiętam, do czasu do czasu była jakaś drama w TV o to, że do gazetki dołączano jakieś totalnie porąbane zabawki jak imitacja psiej kupy albo jeszcze coś głupszego.
Ale to wszystko to przecież przedruki.
Świat Komiksu - niestety, nie czytałem, więc trudno mi się wypowiedzieć.
Tak jak napisał jeden z przedmówców, faktycznie dopiero za kilka lat będzie można realnie ocenić ile TK wnosił do Egmontu i jak bardzo oferta tego wydawnictwa zmieni się.
Z filmików na kanale faktycznie dało się wyczuć po pierwsze, że myśli o odejściu, a po drugie, że chyba nie do końca leżą mu pozycje wydawane przez jego pracodawcę - właśnie ten filmik o komiksach inspirowanych grami Ubisoftu dobrze to obrazował.
Żeby nie było krytycznie, na pewno jest bardzo dobrym mówcą, kulturalnym (ja nie byłem nigdy świadkiem chamskich bądź przykrych docinków), pełnym pasji i na pewno świetnie znającym rynek.
Ale nie będę płakać jak zwykłbym płakać po odejściu np redaktora naczelnego z ulubionej gazety. A czasem nawet i takich odejść nie zdążyłem odczuć, bo następca często nie mógł wywrócić wszystkiego do góry nogami i koncepcja poprzednika była w jakiś sposób kontynuowana.