Ja tam bym wolał, żeby ta kobieta sama o tym zdecydowała.
Sama? Czyli jak przyjdzie owa siostra/żona/córka w rozsypce, to wtedy 'Twój wybór. Zdecyduj sama.'?
To jest cholernie trudny temat. Tutaj nawet nie da się łatwo umyć rąk bo obojętność to też pewna decyzja.
Ale warto też spojrzeć na to z tej strony, że mając pewien odgórny 'kaganiec moralności', ciężar tej trudnej decyzji jest poniekąd automatycznie zdjęty z danej osoby.
Skoro jest to decyzja dramatyczna w konsekwencjach w obu przypadkach (konsekwencje psychiczne aborcji mogą być nie lepsze niż urodzenie tego dziecka) i cholernie trudna, to może tym bardziej warto by było sięgnąć po (przepraszam jeśli kogoś zgorszę) 'prawo Boże' jako kompas wyższej moralności i wskazówkę? (po to w sumie to jest)
Przy okazji zwolnić siebie z moralnej odpowiedzialności za decyzję i nie zaprzątać tym sobie sumienia/głowy i nie głowić się po wsze czasy czy mieliśmy rację czy nie?
Trochę ironia, że im więcej dajemy sobie 'wolności w decydowaniu o sobie', tym bardziej jesteśmy podatni na depresję/pustkę/wypalenie i coraz bardziej musimy szukać szczęścia i gonić za wypełnieniem pustki jaką doświadczamy.
Inna sprawa, że dostajemy 'prawo do wolności/decydowania' w tych najbrudniejszych, ekstremalnych, emocjonalnych sprawach, a w tych codziennych sprawach ją tracimy (wszechobecna inwigilacja, kontrola, regulacja i sterowanie coraz większych obszarów życia człowieka przez rządy)
Niemniej, lubię jak wychodzą takie komiksy, bo wpadając na listę nie-zakupową poprawiają moje statystyki zakupowe odnośnie % zakupów z wydanych komiksów. Także dla mnie pomimo 'lektury obowiązkowej' niestety również wypada 1:0 dla Istambułu.