Skoro już rozprawiliśmy się z Empikiem, proponuję wrócić do rozgrzebanego w poniedziałek tematu:
Wydaje się więcej komiksów m.in. dlatego, że rośnie grupa czytelników.
Jeśli chodzi o rynek polski to na pewno jest tego więcej. Egmont na Pyrkonie 2017 wspomniał, że w 2016 wydali 150 woluminów, a w 2017 już 200 (plany i dotychczasowe wydania w momencie Pyrkonu) i jako ciekawostka w 2012 wydali tylko 50. Mówił to Tomasz Kołodziejczak
Czy rzeczywiście oferta komiksowa jest coraz większa? Nie dawało mi to spokoju i postanowiłem sprawdzić. Dane wziąłem z
miesięcznych zestawień Alei Komiksu, bo nie znalazłem innego syntetycznego źródła. Zbiorcze ilości miesięczne skorygowałem w ten sposób, że odjąłem mangi, edycje zagraniczne (jest ich trochę na Alei) i warianty okładkowe (twarde-miękkie, limitki itp., na zasadzie „1 tytuł = 1 pozycja”). Ofertę podzieliłem na następujące kategorie:
- kolekcje kioskowe (Hachette, Eaglemoss, De Agostini);
- Egmont;
- średnie wydawnictwa (takie, które w ciągu 4 lat wydały średnio co najmniej 1 komiks miesięcznie, czyli: NSC, Scream, Timof, KG, Mucha, Ongrys, Prószyński/Wyd. Komiksowe, Taurus, Kurc);
- małe wydawnictwa (cała reszta, w tym: Lain, Planeta, Elemental, IPN, ziny, fundacje, samorządy itd.).
Żeby uchwycić jakieś trendy, policzyłem ofertę od początku 2016 r. Mogły mi się trafić drobne błędy rzędu 1-2 tytułów w miesiącu, ale raczej bez większego wpływu na wynik. Ostatecznie wyszło mi coś takiego:

Rozrzut miesięczny jest oczywiście makabryczny i trudno coś na tej podstawie wywnioskować. Widać tylko, że dwa razy do roku oferta ma „świńskie górki”: wiosną na FKW i jesienią na MFK (głównie dotyczy to średnich i małych wydawnictw). Trzeba było jakoś zagregować dane, więc uśredniłem je półrocznie, żeby zniwelować efekt festiwali. Wynik jest zaskakująco regularny, więc nie ma potrzeby pokazywania żadnych linii trendu.

Oczywiście każdy może to sobie zinterpretować jak chce. Moim zdaniem widać, że rynek od lat był pompowany przez wszystkich i w drugiej połowie 2018 r. osiągnął nasycenie, a może wręcz przegrzanie. Przez następne pół roku oferta kolekcji kioskowych nadal rosła siłą rozpędu, ale Egmont i średniaki mocno wyhamowali z ilością tytułów.
Druga połowa 2019 r. to zupełne wygaszenie kolekcji kioskowych. No i teraz pojawia się pytanie: jak będzie wyglądał krajobraz po kolekcjach? Czy ktoś zagospodaruje zwolnioną w ten sposób lukę? Na razie nic na to nie wskazuje, Egmont utrzymuje tempo 25 tytułów miesięcznie, średni wydawcy też nie szaleją. Niepokojąco słabo wyglądają wyniki za styczeń i luty br., ale to nie musi świadczyć o zapaści, tylko o tym, że na Aleję nie spłynęły jeszcze kompletne dane. Dlatego prognoza na ostatnim słupku (jaśniejszym kolorem) to zwykłe powtórzenie trendów z 2019 r.
Obawiam się jednak, że korekta będzie głębsza niż obecnie, a liczba tytułów będzie dalej spadać. Wydaje mi się, że rynek po prostu doszedł do ściany. W tej chwili nie chodzi już o poszerzenie targetu, tylko o jego utrzymanie i wyszarpanie dla siebie jak największej puli z kieszeni tej samej grupy klientów (a może coraz mniejszej). Czy grozi nam spirala coraz grubszych integrali, coraz wyższych cen i coraz niższych nakładów? A może pojawi się nowy gracz, jakiś rycerz na białym koniu i uratuje rynek? Co o tym sądzicie?