Nie do końca się zgodzę. Zarówno Ranma jak i Gunsmith Cats były na przełomie wieków tytułami raczej szeroko znanymi w fandomie. Były to tytuły o których często pisano (Kawaii, Secret Service, Animegaido). Jak dobrze pamiętam, to za wydawanie Gunsmith Cats chciał się zabrać Tm-Semic, ale coś im nie wyszło.
Nie wiem, jak GC, bo nie czytałam, ale za dzieciaka Ranmę się przeglądało w Empiku, bo znałam serial z RTL 2 i ten komiks był najgorzej wydany ze wszystkich egmontowskich mang. Ranma miała tragiczne skany, bardzo ciemne i topiące szczegóły, jakby ktoś odbił na ksero kopię kopii, to raz. Nigdy wcześniej ani później nie widziałam takiej tragicznej jakości materiałów w oficjalnym wydaniu jakiegokolwiek komiksu.
Dwa, i to się już tyczy wszystkich mang Egmontu, które czytałam - słabe tłumaczenia, nieporównywalnie słabsze od tych od innych wydawnictw stricte mangowych. Regularnie kupowałam wtedy od nich Inuyashę i nawet jako młodsza nastolatka byłam w stanie zauważyć, że tłumaczenie jest sztywne, czasem bez sensu, a terminologia dla nazw przedmiotów czy mocy - niespójna. Plus wiele z ich mang było tłumaczonych nie z japońskiego, ale z niemieckiego (Ranma chyba też, ale nie jestem pewna). Podczas gdy inni wydawcy mang zawsze tlumaczyli wówczas z oryginału. Dodatkowo słaba edycja - w jednym tytule były nawet zostawione niemieckie onomatopeje z ich umlautami...
Po trzecie - już wtedy standardem wydawania mang w Polsce było (i nadal jest) używanie białego papieru oraz obwoluty na miękkich okładkach. Teraz jest trochę wyjątków co do obwolut, ale wówczas to był mus. Natomiast Egmont Polska skopiował standardy niemieckie, czyli kremowy papier i brak obwolut. Dla polskiego czytelnika mang były to więc bieda wydania (zwłaszcza, że w oryginałach pod obwolutami znajdowały się często dodatkowe ilustracje, które były zatem tracone). Czyli zrobili absolutne zero researchu na temat tego, jak się wydaje mangi w Polsce...
Podsumowując, taki to był poziom "naodwalsięnia" a potem szok i niedowierzanie, że ludzie takich bubli nie kupują.