Przestaje zadziwiać że zeszyty wiele osób czyta w 5 minut, kiedy taka jest świadomość odnośnie pracy wkładanej w chociażby ww. kolorowanie...
Czas pracy zależy jak piszecie od doświadczenia, ale kluczowe jest skomplikowanie plansz i przyjęty 'styl', a nic nie wiadomo z tych informacji co wyżej podane. Komiksy malowane (fullcolor bez tuszu, czyli 'realistyczne'), nawet jeśli ilustrator robi na czyimś szkicu, to i tak powstają bardzo długo, jedna strona na dzień-dwa to bardzo optymistycznie. Komiksy typu Marvele, gdzie kolorysta ma mniej pracy ('tylko' wypełnianie pustych przestrzeni), ale i tak musi paletę dobrać i całe wykończenie zrobić (światła/cienie, efekty różne, a to zabiera masę czasu aby plansza 'wyglądała'), znów doświadczenie istotne i mogą to być dwie lub więcej stron na dzień. No i też są mniej wymagające projekty, powiedzmy uproszczone ilustracje i do tego ograniczona paleta barw (np. paski gazetowe), to już da się szybciej...
A stawki rynkowe - na zachodzie za stronę kolor typu Marvele i dla nazwiska jakoś rozpoznawalnego (ale nie z tych najbardziej znanych) 70-100$ za stronę (czynnikiem też jest wielkość wydawnictwa i rozpoznawalność tytułu). Nowe nazwiska to ile wynegocjują i za ile są skłonni pracować (to że jakiś Marvel zleca nie znaczy, że dobrze zapłaci), jak to podzieli się na 3, czyli ~25$ to może być taka sensowna wejściowa stawka (co nie znaczy że stawka dobra), chociaż pewnie i 10$/strona czyli 200$ za 20 stron się zdarza.
To nie są 'lekkie' rzeczy, i tak dobrze że wydawcy płacą 'swoim', bo mogliby przecież wszystko zlecać do Indii jak w biznesie filmowym od lat (efekty i ogólny finalny 'wygląd' filmu to powtarzalne, czasochłonne i mało satysfakcjonujące zajęcie [w większości przypadków], więc lepiej i taniej te najbardziej czasochłonne zadania komuś zlecić). O, albo szeroko dyskutowane teraz AI...
To są uogólnienia, jak pisze @starcek szersze info jest dostępne, tylko trzeba poszukać. No i też mogą mnie poprawić/uzupełnić osoby bezpośrednio ze środowiska (jw.).
Praca przy tych komiksach, które ktoś czyta w 5 minut to setki czy nawet tysiące roboczogodzin

A kwestia z 260zł za 60 stron - znów niewiele wiadomo, człowiek się na to zgodził a teraz jest smutny, no cóż... Brzmi to lekko nieprawdopodobnie - przecież taka kwota to jest żart i nie wiem po co w ogóle w takim razie płacić, zwłaszcza że człowiek był skłonny kolorować bez wynagrodzenia (z tego co zrozumiałem). No i rynku się nie naprawi od tak, jest tyle zmiennych... Ja jako klient chcę jak najtaniej, wydawca więc musi jak najtaniej wydawać/produkować, z jednej strony jakieś widełki powinien mieć i te 260zł na pewno się w nich nie mieściły, więc wykorzystał niewiedzę kolorysty, z tym że jw. kolorysta się zgodził... Ciężki orzech, a i tak wydawca ma pewnie "10 innych na jego miejsce".