To jest jakiś absurd, że ktoś się obraża, że nie kupił okładki limitowanej przecież i tak chodzi o komiks, prawda?
Wszyscy stawiają na półce komiksy, aby było widać okładkę, prawda?
Dyskusja stara jak świat.
To trochę jak z obitymi narożnikami i innymi tego typu wadami.
Dla niektórych to żaden problem bo przecież chodzi o komiks, a nie o okładkę/narożniki i nie wpływa to na czytanie, prawda?
Dla innego drobne ryski będą nieakceptowalne.
Sytuacja dodatkowo eskaluje wraz ze wzrostem ceny.
Przy komiksie za 50-100 PLN uważam że łatwiej jest machnąć ręką na narożniki, obicia, zadrapania czy wariant okładkowy, ale wydać lekką ręką prawie 0.5k PLN na coś, co daje jakiś tam niesmak czy poczucie gorszego, bieda-wariantu, to trochę inna sprawa.
Przy takiej kwocie, nie zakładając z góry odsprzedaży, takie szczegóły mają ciut większe znaczenie.
Nie uważam żebym był jakiś super-wybredny. Przy Barbarze również nie zdążyłem na limitkę A, którą chciałem kupić jako priorytetowy wybór (wywaliło mi z koszyka w oknie finalizacji), ale tam dramy nie robiłem. Trochę się wkurzyłem, ale machnąłem ręką, bo oba pozostałe warianty też były spoko, więc trudno. Tam faktycznie mogłem podejść 'okładka jak okładka'.
Tutaj dla mnie problemem jest, że zostały jedynie podstawowe okładki, które są dla mnie wybitnie paskudne (tak, wiem, że to oryginał, co nie zmienia faktu, że znacznie brzydsze od pozostałych), i prosiłem zawczasu o uniknięcie sytuacji takich jak obecna bo wybitnie oczywistym było, że będzie problem z limitkami.
Nie chodzi o jakieś sianie fermentu dla samego fermentu, czy jakieś szantaże emocjonalne.
Ot po prostu dzielę się perspektywą i daję pewien feedback, żeby Arek też miał pełen ogląd sytuacji rynkowej ze wszystkich stron.
Jak będą same ochy i achy, to Arek mógłby pomyśleć, że Witchblade'm było zainteresowanych tyle osób ile kupiło, bo słychać same pozytywy i na podstawie tego dochodzić do wniosku, że rynek rośnie/maleje/stoi w miejscu.
Tymczasem, tu jest głos, że obecne wyniki sprzedażowe nie uwzględniają np mnie, który pomimo bardzo mocnego zainteresowania zrezygnował ze względu na brak w sprzedaży atrakcyjnego wariantu okładkowego (nie jakiegoś jednego, wymarzonego, ale jakiegokolwiek akceptowalnego). Ile jest takich osób, nie wiem.
Nie mając podstawowego Witchblade'a, bardzo możliwe, że po prostu zniechęcony machnę ręką i wypadnę też z zainteresowania kolejnymi częściami w przyszłości, i to pomimo tego, że rok temu na Witchbladzie najmocniej mi zależało z całego Lain USA i napierałem na wydanie całości.
I zastanawia mnie czy takie osoby nie kupują komiksów innych wydawców bo tamci mają tylko jedną okładkę do wyboru, bo im nie podoba jak na nich Batman z okładki krzywo łypie.
Nadmienię tylko, że podstawowa okładka Witchblade jest ta w oryginale i takich dram o inne okładki na zachodzie nie widziałem. Natomiast limitowane okładki są w środku.
Człowiek inaczej reaguje kiedy nie ma alternatywy.
Jakby był jeden wariant okładkowy jako jedyna opcja, to pewnie bym kupił nawet jakby tam miał być bohomaz matki Whistlera w wykonaniu Jasia Fasoli.
Skoro jednak oferta obejmuje różne warianty, to nie kupię teraz gorszego żeby patrząc na niego czuć się jak frajer, i żeby potem dodatkowo pluć sobie drugi raz w brodę jeśli przypadkiem do oferty jednak wrócą pozostałe warianty.
A w sprzedaże/odsprzedaże nie mam czasu i siły się bawić, i jeszcze przy takich kwotach.
Ktoś powie 'to tylko okładka'. Ja to rozszerzę i powiem 'to tylko komiks'. Po prostu zabrakło dla mnie, ale nic się nie stało. Ot kolejny problem pierwszego świata.
Na swój sposób takie doświadczenie też jest ciekawe. Nie sztuką jest zrezygnować z komiksu, na którym nam tak naprawdę nie zależało, ale zrezygnować z drogiego komiksu, który chcieliśmy mieć potrafi być wyzwalające i na swój sposób re-balansujące szalę 'mieć vs być'.