ja też uważam ten komiks za fajny

ale wiadomo każdemu jego porno

łapcie info o scenarzyście Vae Victis!, który nie tylko pisze, ale jest też rysownikiem
Georges Ramaïoli urodził się 26 czerwca 1945 roku w Nicei. Nauczył się czytać, czytając komiksy. Podjął studia techniczne i zmarnował około piętnastu lat swojego życia na pracę administracyjną. Jego niepohamowana chęć rysowania sprawiła, że zaczął pracować równolegle dla regionalnych magazynów turystycznych, magazynów humorystycznych i kilku fanzinów.
Swoją karierę w komiksach rozpoczął w 1974 roku. Podczas podpisywania książek pokazał swoje komiksy o tematyce westernu Jeanowi Giraud, jednemu ze swoich idoli. Ten ostatni powierzył mu zilustrowanie scenariusza westernu, który został opublikowany w „Charlie Mensuel”. W następnym roku poznał scenarzystę René Duranda, z którym stworzył „La terre de la bombe”. W 1976 roku narodził się specyficzny western z domieszką science fiction i fantasy, „The French Indian”, opublikowany w magazynie „Circus”.
Zafascynowany opowieściami i historią, autor przeprowadza obszerne badania dokumentalne dla każdego ze swoich albumów: życie Zulusów w przypadku „Zoulouland”, okres galijsko-rzymski w przypadku „Vae victis” lub okres mongolski z „Le Khanem” jako scenarzystą występującym pod pseudonimem Rocca.Jednym z jego ulubionych tematów jest western. Wraz z Thierrym Girodem napisał książkę o przygodach łowcy nagród pt. „Wanted”. W 1995 roku, we współpracy z Christophe Becem (projektantem), zmierzył się z amerykańską legendą, tworząc „Czerwoną Księżniczkę”. W tej samej niszy spełnił dziecięce marzenie dzięki Soleil, adaptując powieści Jamesa Fenimore'a Coopera do komiksów w 6-tomowej serii „The Leatherstocking Saga”. W 2003 roku, kontynuując pracę nad filmem „Zoulouland”, wyprodukował „Colorado” z Jean-Yvesem Mittonem dla Éditions Carpe Diem.
Ulżyło?

Seria nie schodzi poniżej 4 - dziesiątki głosów.
fragment recenzji całej serii
Przy tempie jednego tomu rocznie, Mitton i Rocca poświęcili piętnaście lat na ukończenie fikcyjnej, ale realistycznej transkrypcji wojen galijskich, których ostatnia część stanowi kwintesencję. Podobnie jak w przypadku innych serii (np. Zoulouland czy Quetzalcoatl), autorom udało się stworzyć opis wiernie oddający chronologię historyczną, a przede wszystkim bardzo realistyczny dla tamtego okresu: psychologię postaci, opis zwyczajów, otoczenia, kostiumów oraz szczegółowy zapis bitew i wydarzeń – wszystko po to, aby przenieść czytelnika w rok 52 p.n.e. Autorzy przedstawiają budujący opis tej wojny. Chociaż w dłuższej perspektywie wkład cywilizacji rzymskiej okazał się korzystny, to jednak bezpośrednim następstwem tej inwazji, której towarzyszyły grabieże, walki i niewolnictwo, było dosłowne spustoszenie Galii. Wystarczająco dużo, aby podważyć pozytywny opis zawarty w podręcznikach szkolnych...
Podobnie jak każdy dobry powieściopisarz historyczny, scenarzysta Rocca zdołał wpleść fabułę w oficjalną historię, mieszając postaci fikcyjne z postaciami historycznymi, wydarzenia wymyślone z tymi potwierdzonymi. Do tego stopnia, że nie wiemy już, czy to Historia wpływa na fabułę, czy też poszczególne wyobrażone przygody tworzą Historię. W tym ostatnim tomie ostateczna konfrontacja jest bliska i oddziałuje na psychikę bohaterów: przed bitwą pojawiają się wątpliwości, a w trakcie walki bohaterowie dają upust swojej furii. W obozie galijskim zapanowało przygnębienie po katastrofie pod Alezją, a Rocca nie wahał się surowo traktować swoich bohaterów. Już same cztery końcowe strony uzasadniają tytuł serii: biada zwyciężonym!