"Tintin" nie wprowadził dymków i narracji (akcji) obrazem, "jedynie" przyczynił się do upowszechnienia takich elementów i rozwiązań w Europie. Problem ze stosowaniem dymków jest trochę bardziej skomplikowany. Przypomnę, że np. w PRL jeszcze w latach 50 istniał wyraźny (i upolityczniony) podział na "komiks" (zamerykanizowany, z dymkami) i "historyjki obrazkowe" (tworzone w tradycji definiowanej jako "europejska"). I dopiero Papcio Chmiel spopularyzował dymki, jako pewną oczywistość, chociaż dymki były w Polsce stosowane znacznie wcześniej.
Jasne, że dymki pojawiały się w Europie wcześniej - na karykaturach politycznych czy nawet w formie zwojów na malowidłach biblijnych albo innych starożytnych.
Chodziło mi o to, że Hergé, inspirowany amerykańskimi komiksami, do których zyskał dostęp, oraz wcześniejszą serią Saint-Ognana
Zig et Puce, świadomie użył w
Tintinie dymków i zrezygnował z podpisów, co w tamtym czasie w takim komiksie w Europie wciąż było nie do końca spopularyzowaną nowością i wymagało jednak przełamania pewnej inercji. Na przykład kiedy Włosi robili swoje pierwsze komiksy o Myszce Miki, to wiele z nich było w formie rysunków z rymowanymi podpisami, mimo że ich przedruki Gottfredsona, na których te historyjki się opierały, miały dymki i narrację komiksową. I to był ze strony Hergégo świadomy zabieg, który uważał za istotny, bo wykłócał się o to z gazetami, które chciały usuwać z
Tintina dymki i przerabiać go na format z podpisami, i wymagał od nich jednak stosowania dymków. Mój główny wniosek jest taki, że ta decyzja i olbrzymia popularność, jaką zyskał sobie
Tintin, doprowadziła do znacznego upowszechnienia się dymków w komiksie frankofońskim, podczas gdy wcześniej dominowały raczej podpisy - więc nawet jeśli Hergé nie wymyślił narracji obrazowo-dymkowej, to z pewnością przyczynił się bardzo do nadania frankofonom formy, jaką dziś znamy.