Podsumowując - to kolejny argument za tym, że cywilizacja zachodnia upada. Tok myślenia, którego braku logiki nikt nie kwestionuje, a wręcz wszyscy przyjmują jako coś normalnego i z ochotą uczestniczą w tym chocholim tańcu. Wydawca woli zniszczyć coś, co zostało wyprodukowane, na co zużyto zasoby, czas i energię, niż rozdać, bo boi się urzędu skarbowego. Albo - o zgrozo! - zasłania się jakoś głupio rozumianą reputacją, że nie można sprzedawać za tanio jeśli coś nie schodzi (tu podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisał Zakrza). Urzędnik z US również nie będzie sobie zadawał trudu logicznym myśleniem, tylko odniesie się do "powszechnej praktyki na rynku". Skoro zatem większość na rynku mieli niesprzedane egzemplarze, a jeden rozdaje, to coś z nim musi być nie tak, trzeba się mu przyjrzeć. I kółko się zamyka.
[Zapomniałabym o cenach: @Masonna, cena okładkowa JJL to 92 PLN
Tak a propos tego "chodzi za 100+".
Jest takie założenie w badaniach rynkowych w jednej metodzie badawczej dla cen, że pyta się nabywców nie tylko o to, jaka cena jest dla nich ZBYT WYSOKA, jakich pieniędzy by nie dali za produkt, ale również o cenę ZBYT NISKĄ, która powoduje, że produkt przestaje być wiarygodny w kwestii swych właściwości. My mówimy tutaj o przecenach, to inna bajka, ale zdania nie zmienię: każda przecena wpływa na wizerunek wydawcy w mniejszym lub większym stopniu - podałam wcześniej przykład Screamu, to nie jest mój wymysł; a do tego powyżej piszę o tym błędzie założenia początkowego. Więc ten
].
lol co to za argument z ceną okładkową? Kto kupuje po cenie okładkowej? Nówkę "Jam jest legion" można było kupić za 50-60 zł. Teraz po 100+ chodzą używane egzemplarze.
A właśnie, to kolejny przykład chocholego tańca. Wydawca drukuje na okładce cenę z d... wiedząc, że i tak za tyle nie sprzeda, więc jest ona odpowiednio zawyżona. Bo trzeba dać odpowiedni upust w hurcie, uwzględniający również to, że sklepy będą sprzedawać z rabatem 30-40%. A przecież wszyscy muszą zarobić. No i to nauczyło odbiorcę końcowego patologicznych zachowań, że solidny rabat musi być, najlepiej z darmową przesyłką, bo inaczej nie kupi. Śmiejemy się dziś z filmów Barei, wyszydzających peerelowskie absurdy, a sami żyjemy w czasach wcale nie odmiennych. Gdyby Bareja wciąż żył, nakręciłby jeszcze wiele świetnych komedii o współczesnych absurdach.
Takich przykładów jest oczywiście wiele, bo nie ograniczają się wyłącznie do rynku komiksowego, ale do chyba wszystkich gałęzi gospodarki. Zamiast skupiać się na konkretach, przedsiębiorcy kombinują jakby tu jeszcze bardziej skomplikować procesy, mydlić oczy konsumentom i wymyślać coraz to kolejne absurdy handlowe. I stąd właśnie była moja uwaga o upadku cywilizacji, żeby zaraz ktoś mnie nie zaczął łapać za słówka, że wpadam w patetyczny ton w odniesieniu do rynku komiksowego...
Odniosę się jeszcze do zarzutu, że postulowałem większe nakłady komiksów Studia Lain, a te miałyby potem się nie sprzedać i trafić na przemiał. No nie, ja przede wszystkim postulowałem dodruki i nie wszystkich komiksów, a tych, które sprzedały się na pniu w dniu premiery lub nawet przed. To świadczy o istotnym niedoszacowaniu nakładu i niewielkim ryzyku zostania z towarem na stanie w przypadku dodruku. Ale teraz już tego nie postuluję, dorwałem kilka pakietów CE w dobrej cenie i trzymam na handel za kilka lat za mnóstwo szekli

Dodruk (również taki dodruk jak w przypadku "Armii zdobywcy") tegoż uderzyłby mnie po kieszeni.
Jeśli natomiast chodzi o nakłady, to przecież nic nie stoi (a przynajmniej - nie powinno stać) na przeszkodzie aby na początek nie drukować docelowego nakładu, tylko np. o połowę mniejszy. Jeśli sprzeda się na pniu, to można odpowiednio zarządzić drukiem kolejnej partii i odpowiednio odwrotnie, jeśli nie będzie schodzić. Wiem, że zaraz mi Studio Lain czy inna MałaKasia powie, że tak się nie da bo coś tam, ale odpowiedzią na taki argument są negocjacje. Zawsze można wynegocjować rozsądne rozwiązanie, jeśli się tylko chce. Rynek gier planszowych pokazuje, że jest to możliwe, bo wiele gier znika ze sklepów tuż po premierze lub nawet jeszcze w przedsprzedaży, ale potem kilka tygodni/miesięcy później wjeżdża dodruk. Który zapewne jest adekwatny do sprzedaży w pierwszym rzucie.
P.S.: proponowałbym wydzielić wątek o niszczeniu komiksów do osobnego