Battle Pope to jazda bez trzymanki, pełna absurdów, sexu, narkotyków i innych bezeceństw. Kirkman i Moore stworzyli to i wydali własnym sumptem. To typowy underground z odrobinką superhero. Ale tylko odrobinką. W sensie, że Pope wygląda jak sh i walczy m.in. z demonami. Humorem bliżej mu do Jeża Jerzego, Chłopaków, Hitmana czy Maski. Podobieństwo do Bożego Działa jest wizualne, ale kreska jednak zupełnie inna. Ooo! Trochę jak pierwsza historia z 1 zeszytu Jeża Jerzego.
Jest to rozrywka, czasem kloaczna, ale rozrywka. Można szukać jakiś nawiązań do innych tworów, ale to bardziej w sensie hołdu i inspiracji.
Ja śmiałem się jak glupi. Czasem potrzeba odpocząć od Sandmana, Z piekła rodem, czy Mrocznych Miast. I wtedy z chęcią sięgam po coś na odmóżdżenie. I wtedy Battle Pope jest idealny.