Dzięki za nic, czekamy na kolejnego śmiałka który podzieli się opinią na temat Tułacza, może akurat jemu się uda.
tu masz recenzje calosci, w sieci nie znalazlem innej recki calosci - moze ktos inny trafil
ale uwaga sa spoilery
https://crypticresonations.wordpress.com/2017/07/18/the-end-of-drifter-love-suffering-and-mystery-in-space/wycialem fragmenty bez spoilerow
Ivan Brandon, scenarzysta, oraz Nic Klein, rysownik, zadebiutowali niesamowitą serią science fiction Drifter w listopadzie 2014 roku w Image Comics. Już od pierwszego zeszytu wiedziałem, że czeka mnie coś przyprawiającego o dreszcze, zmuszającego do myślenia i… po prostu zupełnie innego — wyraźnie odmiennego od ogromnej większości serii obecnych w branży komiksowej, zarówno pod względem struktury fabuły, tonu, jak i oprawy graficznej. W czerwcu, kiedy Drifter dobiegł absolutnie genialnego końca w swoim dziewiętnastym i ostatnim zeszycie, szczęka dosłownie mi opadła, gdy dotarłem do ostatniej strony, i przez dobre pięć minut nie mogłem jej podnieść. Właśnie skończyłem czytać coś, co bez wątpienia jest jedną z najodważniejszych, najlepiej przemyślanych i najpiękniej zilustrowanych serii w historii komiksu. Gdyby tylko więcej ludzi o niej wiedziało. Gdyby tylko…
Pierwszy zeszyt Driftera zaczyna się od katastrofy statku kosmicznego, który rozbija się na tajemniczej planecie Ouro w ogromnej, katastrofalnej eksplozji. Niedługo później ocalały z wypadku Abram Pollux wynurza się z jeziora, do którego spadł statek, i wypełza na brzeg. Zanim zdąży zrozumieć, co się właściwie dzieje, od tyłu podbiega do niego mężczyzna — później przedstawiony jako Bell Emmerich — i strzela mu w brzuch. Motywacja stojąca za tym atakiem pozostaje na razie niejasna. Pollux traci przytomność, a później budzi się przywiązany do łóżka, pod opieką Lee Carter. Carter jest medykiem, a także szeryfem „Ghost Town”, niewielkiej ludzkiej społeczności założonej na tej planecie. W miarę rozwoju wydarzeń Pollux w końcu rusza na poszukiwanie swojego statku, wybiegając nocą na Ouro po krótkiej bójce w barze. Carter rusza za nim, żeby upewnić się, że nic mu nie grozi. Oboje rozmawiają o pochodzeniu Polluxa, przy czym Carter jest wyraźnie zdezorientowana tym, skąd mógł się wziąć. Pollux jest przekonany, że przebywa na planecie zaledwie od kilku dni, i zmierza dalej ku wrakowi swojego statku. Kiedy oboje docierają do ruin, Carter wyjawia Polluxowi, że wbrew jego przekonaniu statek rozbił się na Ouro ponad rok przed ich spotkaniem.
W ten sposób, wraz z końcówką pierwszego zeszytu, zostaje wprowadzona główna tajemnica Driftera. Jak długo Abram Pollux naprawdę przebywa na planecie Ouro? Dlaczego Bell Emmerich zastrzelił go krótko po jego przybyciu? Czy wcześniej był gdzieś indziej, ale po prostu tego nie pamięta? Wszystkie te pytania pozostają bez odpowiedzi aż do ostatniego tomu Driftera, co wielu czytelników może frustrować, ale jednocześnie znakomicie buduje narrację, w której napięcie narasta i narasta, aż dochodzi do kulminacji, gdy zasłona zostaje wreszcie odsunięta, a odpowiedzi… okazują się przez cały czas leżeć tuż przed naszymi oczami.
Drifter jest wszystkim, tylko nie czymś typowym. Fabuła jest nielinearna, bardzo poetycka i oniryczna w doborze słów, obraca się wokół tajemnicy, która tak naprawdę zostaje rozwiązana dopiero w przedostatnim zeszycie, a przy tym jest niezwykle oryginalna już na poziomie samej koncepcji i miejsca akcji. Praca Nica Kleina przy tej serii należy do najbardziej spektakularnych, jakie kiedykolwiek widziałem w medium komiksowym — niemal fotograficzna w swoim poczuciu szczegółu i realizmu. W zeszłym roku Klein otrzymał za nią nagrodę Spectrum i nie ma w tym wyróżnieniu absolutnie nic niezasłużonego.
Ze względu na swoją silną osobność i naprawdę zagadkową linię fabularną Drifter najprawdopodobniej pozostanie boleśnie niedocenioną i mało znaną serią w historii komiksu. Ale na tych, którzy przeczytali ją w całości, miejmy nadzieję, wywrze potężne wrażenie jako seria, która odważyła się sięgnąć po coś skrajnie niezwykłego i nieziemskiego, zrealizowała ten cel i zakończyła się na bardzo, bardzo wysokim poziomie.
Jeśli po tych wszystkich spoilerach nadal jesteście zainteresowani, zdecydowanie polecam sięgnąć po pierwszy tom Driftera i sprawdzić, jakie zrobi na was wrażenie oraz czy będziecie gotowi zostać z tą serią na dłużej. Uczciwie ostrzegam: nie wszystkie pytania zostaną od razu wyjaśnione. Większość odpowiedzi przyniesie tylko kolejne pytania. Seria nie prowadzi czytelnika za rękę i nie podaje mu informacji łyżeczką. Oczywiście istnieje wiele innych serii, które właśnie to robią. Fakt, że Drifter stoi w opozycji do tego dominującego trendu i wykuwa własny, wyrazisty ślad, jest równie dobrym świadectwem jego uroku, jak każde inne — oraz potężnego wrażenia, jakie po sobie pozostawia.