Nikt nic o nowym labrumowym Relaxie #46?
No to może ja pierwszy...
Kolejny numer magazynu nie rozwiał moich wątpliwości co do sensowności kupowania tego periodyku, a raczej je pogłębił. Poniżej garść szybkich wrażeń z lektury komiksów (publicystyki nie czytałem jeszcze, w komiksowych newsach połowę objętości zajmuje jałowa kopanina z Garulą i zaproszenie na już odbytą imprezę).
Struktura pyłu - jednostronicowy króciak o niczym.
Znieczulica - Stefaniec lubi takie tematy, ale tym razem coś tu nie zagrało, bo brakuje mocnej puenty. Graficznie typowo dla tego twórcy.
Opowieść o czaszkach - graficznie ok, choć brak tu jakichkolwiek fajerwerków, fabularnie miałko. Wypełniacz.
Fotowoltaika - dwuobrazkowy żarcik, nawet śmieszny, ale można by go wydrukować bez żalu na ćwiartce strony.
Anioł miłosierdzia - fajniutkie, Van Hamme potrafi pisać, no a o pisaniu tu mowa.
Stróżka - nie jestem fanem kreski Gajewskiego (nic mu nie ujmując), fabularnie jest nawet intrygująco, choć nie porwało mnie. Ale jak na magazyn komiksowy jest w porządku.
Rogue Trooper (dwa epizody) - dzisiaj to ramotka, dodatkowo czyta się opornie z uwagi na przyjętą terminologię tłumaczenia (Rogue - Buntownik, Gunnar - Karabinowiec, Helm - Heł, Bagman - Plecakownik, Nort - Pólnocny (sic), Nu Earth - Nova Ziemia). Nie siedzę w tym komiksie, nie wiem czy to kanoniczne tłumaczenie (było jakieś polskie wydanie?), ale dla mnie na pewno jest to mocny argument, żeby nie kupować reklamowanego w numerze albumu RT (bo należy spodziewać się podobnej nomenklatury). Graficznie jednak to nadal świetna rzecz (Gibbons, wiadomka).
Wilq: Złodzieje armorów - sztos, jest tu wszystko co w Wilq dobre. Świetny epizod z wątkiem florystycznym.
Klaun / Mrówki / Siedlisko / Ludzkość - nieładne i nieśmieszne króciaki Topora.
Chłód - fabularnie to dość sztampowa opowieść noir, dość niezgrabnie opowiedziana, sporo tu pierwszoosobowej i łopatologicznej sprawozdawczości, wpasowującej się jednak w gatunek, jest kilka głupotek (bohater jest zameldowany w hotelu incognito, ale wszyscy i tak mówią do niego po nazwisku (prawdziwym). Jednak wizualnie komiks prezentuje się świetnie - super rysunki i świetne operowanie kolorem. Drażniło mnie osobliwe dzielenie wyrazów obcych (Kin-gsbury, Ro-osevelt, Ra-ilroad), wydaje mi się niepoprawne, ale nie jestem ekspertem.
Hieroglify - jest ok, choć i tak najśmieszniejsza jest tu errata do poprzedniego numeru prostująca nazwiska twórców.
Sesten II - myślałem, że druga część komiksu odpowie mi na pytanie czy mi się podoba, ale nic z tego, w ogóle nie rozumiem o co w tym chodzi, no i graficznie też zupełnie bez szału. Czyli chyba jednak bardziej mi się nie podoba.
Pora na dobranoc - jak na Gajewskiego to mi się nawet graficznie podobało, fabularnie bez szału.
Kurde, mam wrażenie jakbym się zawdupczał kartofli, niby żołądek pełen, wiem, że coś jadłem, ale zupełnie nie pamiętam smaków. Znamienne jest, że największe wrażenie zrobiła na mnie okładka magazynu (podstawowa), reklama "Zgredów" z mrugnięciem oka do narzekaczy z komiksowa i trochę żenujące wrzucenie StarHenge do komiksowej topki.
Coraz bardziej skłaniam się do zainwestowania kasy wydawanej na Relax po prostu w jakiś dobry komiks. Mój wewnętrzny komplecista będzie musiał to jakoś przeżyć.