Próbuję od jakiegoś czasu (dla zaspokojenia własnej ciekawości, więc subiektywnie obiektywnie:) oceniać zawartość każdego z nowych relaxów, stosując mniej więcej podobne kryteria - dodaję lub odejmuję małe punkciki, a następnie porównuję do poprzednich not (by zachować jakąś w miarę rozsądną miarę, heh).
No i wychodzi mi, że oba numery #39 to najsłabszy poziom po rozłamie, z tym że ten (#39) najsłabszy Labrulax znacznie wyżej niż najmocniejszy (#37) Garulax.
Gdyby nie te zagraniczniaki (mocno!) pocięte na odcinki, to Garulax zatonąłby dla mnie już po najnowszym numerze. Tylko że w koncepcji magazynu dla mnie pierwszą rolę grają nowe szorty nad starymi serialami. W ogóle ciągnięcie kolejnych albumów serii w relaxie to jakieś nieporozumienie, rozumiem puścić coś na wabia, by zachęcić więcej niż tylko dotychczasowych fanów jakiegoś autora, wypromować coś w magazynie, a nie traktować go jako miejsca publikacji albumów w odcinkach, które uzupełniane są wypełniaczem w postaci naprawdę śmieciowych rzeczy (tak naprawdę ta Zasrana planeta wcale nie jest najsłabszą pozycją Garulaxów, jeszcze gorszy jast totalnie bełkotliwy Deduktor, czy też kolejna adaptacja wikipedii pt. Za wolność i ojczyznę <- to nawiązanie do najgorszych tradycji starego PRLowskiego relaxu. Nie lepsza jest "publicystyka",... ech, szkoda nerwów)
To jedno: Garulax idzie raczej szybko na dno, i XYN z nim! gorzej, że Labrumex też wpada w jakieś błotniste koleiny. jeden marszand wyskoczył z pokładu, następny słynny znawca komiksu zstąpił z nieba i nas oświeca. no i być może ktoś uznał, że stare węgierskie Horvathy to jakaś unikatowa rzecz i koniecznie trzeba u nas to wznowić, a najlepiej nie coś nieznanego, ale dokładnie to, co Polacy już znają, bo zaczytali na śmierć.